Uwaga na metale

  • Przemysław Kwiecień
opublikowano: 14-11-2016, 07:00

Warszawska giełda bardzo entuzjastycznie reaguje na wybór Donalda Trumpa na prezydenta. Gwiazdą jest KGHM, który w ciągu dwóch dni zyskał kilkanaście procent. Co takiego w prezydencie-elekcie widzą inwestorzy?

Nie oszukujmy się, chodzi niemal wyłącznie o ceny miedzi, które w ostatnich dniach eksplodowały.

Na fali euforii na Wall Street w środę pojawiły się komentarze, że plany Donalda Trumpa, aby zwiększyć wydatki na infrastrukturę, wspierają ceny surowców przemysłowych. Niewątpliwie jest w tym ziarnko prawdy, ale tylko ziarnko. Rozgrywającym na rynku miedzi są Chiny, odpowiadające za połowę popytu na metal. Chiny uniknęły głębszej zapaści na początku tego roku wyłącznie dzięki bardzo silnej ekspansji kredytowej. Miała ona ożywić gospodarkę, ale pieniądze w dużej mierze trafiły na rynek nieruchomości, co wywołało ogromny wzrost ich cen (nawet powyżej 50 proc. rocznie w niektórych miastach). Przekonanie, że rosnące ceny nieruchomości mogą pobudzić inwestycje w tym sektorze, pozwoliło dźwignąć się cenom metali z wieloletnich dołków. Ale dopiero ostatnio ceny niektórych z nich zaczęły zachowywać się, jakby zrzuciły z pleców duży ciężar. Szczególnie miedź.

Miedź przez długi czas pozostawała w tyle za wieloma metalami, takimi jak choćby cynk, nie mówiąc już o węglu koksującym. Wynika to z nadpodaży na rynku, która ze względu na długi okres pomiędzy decyzją a wprowadzeniem projektu w życie może utrzymać się do końca dekady. Po prostu decyzje inwestycyjne bazujące na wysokich cenach z przeszłości dopiero teraz znajdują fizyczne przełożenie na rynek. Mogłoby się zatem wydawać, że wzrost ceny jest powolnym doganianiem innych rynków. Jednak skoki cen w tempie nienotowanym od bańki z 2010 r. sugerują, że teza o systematycznym wzroście fizycznego popytu wygląda na naiwną. W istocie, podczas poprzedniej hossy na rynku tego metalu wyspecjalizowane firmy szacowały, że jedynie co najwyżej 30 proc. importowanej przez Chiny miedzi potrzebna była gospodarce. Reszta lądowała na magazynach i nie chodziło o robienie zapasów na przyszłość. Firmy importujące miedź często korzystają z długich terminów płatności. Tymczasem miedź służy jako zabezpieczenie nisko oprocentowanego kredytu, który można wykorzystać np. do zarobienia na wzroście cen nieruchomości. Niestety, nie ma żadnych twardych danych mogących określić, ile miedzi kupowanej jest w tym celu, szczególnie w czasie rzeczywistym, ale trudno nie wiązać tych faktów ze sobą.

Co mogłoby zakończyć tę spekulację? Chiński bank centralny, ale na razie na to się nie zanosi. Pekin próbuje ograniczyć hossę na rynku nieruchomości poprzez mikroregulacje i trudno powiedzieć, na ile będzie to skuteczne. Warto obserwować jednak same giełdy kontraktów. W ostatnich dniach podniosły one depozyty zabezpieczające dla węgla i kilku mniejszych metali, ale bez większego efektu. Kolejne takie kroki, szczególnie dla miedzi, mogą zwiastować koniec obecnej hossy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PRZEMYSŁAW KWIECIEŃ CFA, główny ekonomista X-Trade Brokers DM

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Uwaga na metale