Uwaga, pod bankami są nierozbrojone miny

Jacek Kowalczyk
21-12-2009, 00:00

Europejski Bank Centralny przewidział kryzys. Teraz ostrzega przed jego nawrotem.

System finansowy przetrwał burzę, ale bądźmy ostrożni — radzi ECB

Europejski Bank Centralny przewidział kryzys. Teraz ostrzega przed jego nawrotem.

Europejski system finansowy jest coraz bezpieczniejszy — to główne przesłanie najnowszej analizy Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Ale ostrożnie. Bank jednocześnie zaznacza, że cały czas w zakamarkach systemu czają się niebezpieczeństwa, które niekiedy przewyższają te związane z alchemią finansową sprowadzoną zza oceanu.

Luźne gadki

Raport o stabilności finansowej to dokument tworzony przez analityków ECB co pół roku. Oparty jest na tzw. analizie stabilności — stosunkowo nowym narzędziu w świecie bankowości centralnej (powstało w 1996 r. w szwedzkim banku centralnym). Polega głównie na tym, że analitycy jeżdżą po światowych centrach finansowych, spotykają się z menedżerami największych banków i instytucji inwestycyjnych i rozmawiają o zagrożeniach. Na podstawie rozmów wyciągają wnioski, co jest potencjalnym punktem zapalnym i może zachwiać stabilnością systemu finansowego.

Jakie konkluzje przyniosła praca analityków ECB tym razem?

— Chociaż system finansowy wychodzi z kryzysu, a największe instytucje poprawiają wyniki, to w kilku miejscach należy zachować ostrożność — twierdzi ECB.

Autorzy raportu twierdzą m.in., że w przyszłym roku banki mogą mieć poważny problem z niespłacanymi kredytami. Odpisy bilansowe europejskich banków z tego tytułu mogą być nawet większe, niż związane ze stratą, jaką odnotowały na kupnie bezwartościowych toksycznych aktywów. A przecież kilka europejskich banków na tych transakcjach w mijającym roku prawie się przewróciło (inne ostrzeżenia wyliczamy w ramce po prawej stronie).

A nie mówili…

Analityków zajmujących się stabilnością w ECB warto słuchać. Poprzednie raporty pokazują, że potrafią precyzyjnie wskazać zagrożenia. W analizie sprzed dwóch lat, kiedy o kryzysie myślało tylko wąskie grono pesymistów, znalazły się zadziwiająco trafne diagnozy największych ryzyk dla światowych rynków finansowych i gospodarki. Przywidywano m.in., że niewielki, lokalny rynek, jakim były kredyty hipoteczne subprime w USA, rozleje się na całą gospodarkę. Ostrzegali, że amerykańskie gigantyczne banki oraz zależne od rządu USA Fannie Mae i Freddie Mac mogą mieć kłopoty. Że pycha inwestorów i banków zaangażowanych w rozwijanie alchemii finansowej może zostać ukarana.

— Te diagnozy okazały się trafne. Analizy stabilności to skuteczna metoda wskazywania zagrożeń. Takie raporty należy śledzić. Choć nie należy ich traktować jako prognozy, ale ryzyka, które mogą się zrealizować — wyjaśnia Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

W czasie ostatniego kryzysu uświadomiły to sobie władze instytucji Unii Europejskiej. Dotąd raporty o stabilności finansowej były publikowane na stronie ECB, po czym przeglądała je garstka osób i szybko o nich zapominano. Teraz mają być wyciągane z nich wnioski, a te — przekuwane w realne rozwiązania. Przy ECB tworzona jest właśnie Europejska Rada Ryzyka Systemowego (ESRB), w której skład wchodzić będą prezesi narodowych banków centralnych, prezes i wiceprezes ECB, przedstawiciel Komisji Europejskiej i kraju sprawującego przewodnictwo w Unii. Rada, po publikacji raportu, ma zapobiegać zdiagnozowanym zagrożeniom, wysyłając do krajów lub grup krajów odpowiednie rekomendacje. Następnie ESRB będzie monitorować, jak są realizowane.

Raport z grudnia 2007 r.

Istnieje zagrożenie, że niepokoje na rynku subprime w Stanach Zjednoczonych spowodują problemy dla całego sektora gospodarstw domowych, a następnie dla innych sektorów gospodarki.

Analitycy Europejskiego Banku Centralnego nie zdawali sobie sprawy, jak trafnie zdiagnozowali problem. Ryzyko zmaterializowało się znacznie mocniej, niż przypuszczali.

Globalne instytucje finansowe staną przed trudnym wyzwaniem dystrybucji lewarowanych transakcji [związanych z rynkiem subprime — red.]. Skala strat zarówno tych grup bankowych, jak i przedsiębiorstw sponsorowanych przez rząd USA, nie jest jeszcze znana.

Wyzwanie rzeczywiście okazało się trudne. Dla Lehman Brothers, Bern Sterns czy rządowych Fannie Mae i Freddie Mac nawet zbyt trudne.

Przejęcia przez banki nieruchomości finansowanych pożyczkami typu subprime mogą zwiększać podaż na rynku nieruchomości, co popchnęłoby ceny w dół. To z kolei pogłębiłoby napięcia na rynkach finansowych.

No i błędne koło się zamknęło — napięcia na rynkach finansowych obniżały ceny nieruchomości, a te pogrążały rynki finansowe.

Zagrożeniem dla stabilności jest samozadowolenie rynków finansowych. W środowisku obfitej płynności wielu inwestorów nie docenia ryzyka. Dlatego dotąd rynkom udawało się unikać naturalnego procesu samooczyszczenia przez korektę.

Unikania kary za pazerność nie można odkładać w nieskończoność. W końcu nadchodzi, i to w skali, jakiej nikt nie przewidywał.

Inwestorzy mają niepełną wiedzę na temat tego, czym tak naprawdę są instrumenty pochodne, które mają w portfelu. Ten fakt stwarza poważne ryzyko.

Dopóki wszystko szło dobrze, nikt nie przejmował się, co kupuje — ważne, że nieźle się na tym zarabiało. Lekcja pokory przyszła później.

Raport z grudnia 2009 r.

Przyszłe odpisy europejskich banków

od zagrożonych kredytów mogą być większe

niż związane ze strukturyzowanymi papierami,

których zabezpieczeniem były kredyty

[nazywane toksycznymi aktywami — red.].

Analitycy ECB ostrzegają, że chociaż system finansowy poradził sobie z toksycznymi aktywami, może mieć teraz problemy — i to jeszcze większe — w związku z tym, że kredytobiorcy przestaną płacić.

Może narastać niespłacalność kredytów konsumpcyjnych. Choć obecnie w strefie euro większa jest wartość zagrożonych kredytów hipotecznych niż konsumpcyjnych, ta relacja może się odwrócić.

Najbardziej narażony jest dział kredytów konsumpcyjnych. Mimo że dotąd banki nie miały z nimi większych problemów, przyszły rok może sprawić niemiłą niespodziankę.

Fala rosnącego zadłużenia rządów może zagrażać nie tylko stabilności finansów publicznych państw, ale zabierać finansowanie inwestycjom prywatnym.

Ogromne długi państw odbiją się na firmach. Biliony euro, które

w przyszłym roku pożyczą z rynku rządy państw, mogłyby

być przeznaczone na inwestycje w firmach. A nie będą.

Obecna próba wychodzenia z kryzysu przez rynki finansowe może się nie powieść, jeśli prognozy dotyczące realnej gospodarki okażą się zbyt optymistyczne.

Do niedawna realna gospodarka była zakładnikiem rynków finansowych — to one wywołały kryzys, z którym teraz zmagają się firmy. Role jednak właśnie się odwracają. Jeśli gospodarka nie ruszy, to rynki finansowe czeka drugie dno.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Uwaga, pod bankami są nierozbrojone miny