Uzdrowiciel, uwodziciel czy pomocnik fakira

Kazimierz Krupa
14-11-2003, 00:00

Jerzy Hausner, profesor, wicepremier, minister gospodarki, pracy i polityki społecznej, koordynator polityki gospodarczej rządu... (przepraszam, jeżeli nie wymieniłem jakichś zaszczytnych funkcji pana profesora, a z pewnością wiele mi umknęło). Lista, zaiste, imponująca, godna największych władców świata, niezależnie od ich proweniencji. Przy niej prosty premier nie robi żadnego wrażenia — chociaż niektórzy twierdzą, że nie ilość, a jakość i że to jednak premier jest fakirem i głównym zaklinaczem, a premier Hausner tylko (i aż) jego pomocnikiem.

Minister Hausner, w oczywisty sposób, obronił swoją funkcję — bo tylko funkcji ministra dotyczył wniosek o wotum nieufności. Tak więc wicepremierem, koordynatorem, no i profesorem, pozostałby nawet w przypadku sejmowej porażki. Była ona niemożliwa, bo wnioskodawcy krzyknęli: do ataku, i wszyscy ruszyli, ale... w przeciwną stronę. Najbardziej interesujące były jednak wypowiedzi posłów opozycji, uzasadniające, dlaczego nie poprą wniosku o wotum nieufności dla premiera Hausnera. Z nich jawi się wielce interesujący jego obraz.

Dobry na tle. W starej anegdocie, w mowie pogrzebowej, największy opój i obwieś w miasteczku, porównany z synkami, których pozostawił po sobie, wyszedł na wielkiej zacności człowieka. Tak i premier Hausner, na tle „przeszkadzaczy” i „psujów”, pod postaciami wicepremiera i ministra Pola, specjalisty od niebudowania czegokolwiek, a autostrad w szczególności, czy ministra Łapińskiego, który tak dobrze „internował”, że „zinternował” całą służbę zdrowia, wyszedł na niezwykłego wizjonera i menedżera.

Zdziwiony i zaskoczony. Gdy posłowie mówią premierowi Hausnerowi, że wydatki np. na administrację, miast — jak zapowiadał — znacząco spadać, rosną w dwójnasób, malowniczo się dziwi: naprawdę? Niedowierza. Jest wyraźnie zaskoczony, ba, oburzony i pryncypialny: to skandal, to trzeba wyjaśnić i wyciągnąć konsekwencje.

Zgodny. Każdemu rozmówcy jest skłonny powiedzieć to, co on chce usłyszeć, niemalże jak ten rabin, który przyznał rację obu stronom sporu, a na zwróconą uwagę, że przecież obie zwaśnione strony nie mogą mieć racji, nie zrażony stwierdził: i ty masz rację.

Minister się ostał: na bezrybiu i rak ryba? Czy lepszy wróg znany od jeszcze nie rozpoznanego?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Uzdrowiciel, uwodziciel czy pomocnik fakira