Volvo V50: Tanie, drogie auto

Marcin Bołtryk
opublikowano: 24-09-2009, 00:00

Żeby oszczędzić, najpierw trzeba sporo wydać. To zdanie pasuje jak ulał do Volvo V50 DRIVe.

Żeby oszczędzić, najpierw trzeba sporo wydać. To zdanie pasuje jak ulał do Volvo V50 DRIVe.

Już jakiś czas temu kompaktowe modele Volvo, czyli C30, S40 i V50 poddano "ekologicznym modyfikacjom" Powód? Szwedzi uwielbiają drewniane domki, słoneczną energię i styl życia "eko". Cel? Obniżenie zużycia paliwa i, oczywiście, emisji CO2 do atmosfery.

Jeśli Volvo, to kombi

Volvo bez kombi to nie Volvo — udział tej wersji nadwoziowej w ofercie szwedzkiej marki był zawsze spory. Do redakcyjnego testu trafił zatem model kombi, V50, ale w ekologicznej odsłonie DIRVe.

V50 to auto średniej wielkości oparte na kompaktowej płycie podłogowej Forda. Silnik wysokoprężny o pojemności 1,6 l i mocy 109 KM. Zaraz, zaraz. To gdzie ta ekologia? Na razie to jedynie przyzwoite, aczkolwiek nie największe kombi. Z oszczędnym, ale i nie za mocnym dieslem.

Już wyjaśniam. Zwykłe V50 1,6 D odróżniają od tego z napisem DRIVEe "ekologiczne" dodatki. Cóż to takiego? Obniżone o 10 mm zawieszenie, zasłaniany wlot powietrza do chłodnicy, spoiler przedni z modelu T5, obręcze o dopracowanym aerodynamicznie kształcie, gładkie osłony podwozia, tylny spoiler i zderzak o nowym kształcie. Do tego "eko" opony o zredukowanych oporach toczenia. I jeszcze jeden gadżet — system informujący kierowcę o momencie, w którym powinien wrzucić kolejny bieg, by jechać… eko.

W środku jak to w Volvo. Ergonomia i asceza. Miłe w dotyku tworzywa sztuczne, dobrze spasowane i dobrej jakości. Tablica przyrządów tchnie spokojem i praktycznością. Jej głównym akcentem jest płaska wstęga aluminium z wbudowanym "centrum sterowania", obsługującym sprzęt audio i klimatyzację.

Eko jak ekonomia

Wszystkie te zabiegi pozwalają uzyskać wartość emisji 118 g CO2/km. Nie służy to bynajmniej uspokojeniu sumienia użytkownika troszczącego się o środowisko. Emisja CO2 na poziomie 120 g/km to w wielu europejskich krajach granica oddzielająca samochody ekologiczne od zwykłych "trucicieli". Idą za tym ulgi podatkowe, co czyni zakup opłacalnym. Niestety, nie w Polsce.

W naszych realiach podatkowych jedynym czynnikiem zachęcającym do kupna może być spalanie. Średnio V50 zużywają 4,5 l ON na 100 km — ten wynik można osiągnąć bez specjalnych wyrzeczeń. Na dodatek Volvo twierdzi, że podczas spokojnej, jednostajnej jazdy autostradą możliwe jest osiągnięcie spalania w okolicy 3,7 l na 100 km. Jak na kombi, całkiem nieźle.

Ale czy tak samo dobrze, jak na kombi za ponad 83 tys. zł? Niestety, od takiej sumy zaczynają się ceny V50 w eko odmianie. Za najlepiej wyposażone ekologiczne kombi trzeba zapłacić blisko 109 tys. zł. Oferta nieco zyskuje na atrakcyjności dzięki możliwości odliczenia podatku VAT. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nasz rząd również uległ ekomodzie i wprowadził ulgi dla użytkowników "zielonych" samochodów.

Na pociechę zostaje zasięg. Na 55 litrach, które mieszczą się w baku V50, można przejechać grubo ponad 1 tys. km. I to z czterema osobami na pokładzie i wypełnionym bagażnikiem. A jest co wypełniać — 417 litrów.

Dane techniczne

Volvo V50 DRIVe

Silnik: diesla, rzędowy, 4 cylindry, turbodoładowany

Pojemność: 1560 ccm

Moc: 109 KM

Maks. moment obrotowy: 240Nm

Pojemność bagażnika (minimalna): 417 l

Średnie spalanie: 4,5 l ON na 100 KM

Przyspieszenie: 11,5 s. od 0 do 100 km/h

Cena: od 83 tys. zł

Dla Kowalskiego

Volvo V50 był i jest świetnym, aczkolwiek niewielkim, rodzinnym kombi. Oczywiście to model przeznaczony dla nieco zamożniejszych i pragnących się wyróżnić użytkowników. Nowy pomysł szwedzkiej marki — wersje ekologiczne DRIVe — raczej nie przypadną jednak do gustu polskim rodzinom. Dlaczego? Banalnie proste — cena. Ponad 80 tys. zł to sporo, zważywszy, że rezygnując z "eko" dodatków, można zaoszczędzić.

Niskie spalanie to trochę mało, by zrekompensować różnicę w cenie. Brakuje jakichkolwiek dopłat czy ulg dla użytkowników dróg, którym leży na sercu dobro środowiska naturalnego. Wystarczyłoby np. zwolnić ich z opłat za parkowanie w tzw. Strefach Płatnego Parkowania. Na razie, statystyczny Kowalski wybierze raczej "zwykłe" V50 z silnikiem 1,6D lub jego benzynowym odpowiednikiem. A kilka tysięcy złotych, które zostaną w jego kieszeni, pomoże stłamsić ekologiczne rozterki.

Marcin Bołtryk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy