W blasku fleszy

Dorota Wojnar
29-10-2010, 00:00

Błyszczyk. Najlepszy przyjaciel Dody, niezbędny w torebce Paris Hilton. Atrybut blond gwiazdek? Hmm, w takim razie większość kobiet podpada pod ten typ.

W połowie lat 20. XX wieku makijaż stał się standardem w amerykańskich produkcjach filmowych. Miłosne upojenia, romantyczne rozstania i uniesione twarze aktorek z ustami gotowymi do pocałunku... Klasyka. Kilka lat później tym scenom dodawał blasku — prócz nazwisk gwiazd, oczywiście — także błyszczyk do ust.

Zadania podjął się Max Factor — pionier światowego makijażu, który ma na koncie m.in. maskarę i makijaż wodoodporny. Któż, jak nie on, miał wymyślić sposób nabłyszczenia żądnych pocałunku ust? W firmie zakasali rękawy i w 1930 r. błyszczyk świecił już na aktorskich wargach. Zafascynowane "zwykłe" kobiety zażądały tego blasku także dla siebie. Błyszczyk wnet trafił pod strzechy i stał się podstawowym kosmetykiem milionów pań.

Pierwszy komercyjny błyszczyk Max Factora X-Rated trafił na rynek w 1932 roku i był sprzedawany w niezmienionej niemal formule do roku… 2003. Dopiero rok później doczekał się nowszej wersji: opakowania, w którym może się chować niczym pomadka.

Dzisiejsze błyszczyki nabłyszczają, natłuszczają, nadają kolor, zapach i smak. Niektóre zawierają filtr UV chroniący przed działaniem promieni słonecznych, imbir, który sprawia, że wargi delikatnie puchną i wydają się większe, albo drobinki złota czy macicy perłowej, dzięki którym usta pięknie się mienią.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / W blasku fleszy