W Brukseli miniszczyt migracyjny z napięciami politycznymi w tle

PAP
aktualizacja: 24-06-2018, 16:08

Przywódcy kilkunastu państw unijnych zjechali w niedzielę na miniszczyt do Brukseli, żeby rozmawiać o dzielącym UE od lat problemie migracji. Choć faktyczny napływ migrantów do Wspólnoty spadł, sprawa na nowo wywołuje napięcia polityczne.

Polska i kraje Grupy Wyszehradzkiej postanowiły nie brać udziału w spotkaniu. Premier Mateusz Morawiecki mówił w czwartek, że nie należymy do klubu przyjaciół relokacji. Rozwiązanie to mające dzielić uchodźców pomiędzy państwa UE od lat uniemożliwia "28" porozumienie się ws. reformy systemu azylowego. Z udziału w miniszczycie, którego gospodarzem jest szef KE Jean-Claude Juncker, zrezygnowały również: Estonia, Litwa, Łotwa, Cypr, Portugalia, Rumunia, Irlandia i Wielka Brytania.

W Brukseli nikt nie ma wątpliwości, że inicjatywa spotkania wyszła od kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która ma poważne problemy polityczne w kraju na tle migracji. Szefowa niemieckiego rządu jest pod presją, bo dostała od szefa MSW i lidera CSU, siostrzanej partii jej ugrupowania, Horsta Seehofera czas do końca miesiąca na znalezienie rozwiązania problemu migrantów na niemieckich granicach. Merkel mówiła dziennikarzom przed spotkaniem w Brukseli, że ma nadzieję na porozumienie w tej sprawie z państwami europejskimi w ciągu najbliższych dni, żeby ograniczyć napływ przybyszy spoza UE do Niemiec.

Z danych Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontexu) wynika, że w pierwszych miesiącach tego roku granice unijne zostały przekroczone nielegalnie 43 tys. razy. To o 46 proc. mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Choć spadek wiąże się głównie z opanowaniem sytuacji w centralnej części Morza Śródziemnego na trasie z Libii do Włoch, to właśnie nowe władze w Rzymie najgłośniej dopominają się o wsparcie ich przez inne państwa UE.

Szef MSZ Włoch Enzo Moavero Milanesi mówił w opublikowanym w niedzielę wywiadzie dla dziennika "Il Messaggero", że UE grozi rozpad na tle kryzysu migracyjnego. Włochy obawiają się, że zamknięcie granic spowoduje, iż zostaną same z napływającymi do kraju migrantami. Wtórne przepływy migracyjne, to znaczy z jednego kraju unijnego do drugiego, są z kolei głównym problemem Niemiec. Znaczna część przybyszy z Afryki i innych kontynentów po dotarciu do Włoch udaje się na północ Europy do bogatszych państw, z Niemcami na czele. Takie osoby chce właśnie odsyłać z niemieckiej granicy szef MSW tego kraju.

Prezydent Francji Emmanuel Macron podkreślał przed rozpoczęciem miniszczytu w Brukseli, że UE staje przed kryzysem politycznym na tle migracji. Przypominał jednocześnie o wartościach, na jakich opiera się UE, wśród których jest też respektowanie praw człowieka oraz innych państw członkowskich.

To zawoalowana krytyka postawy nowych władz Włoch, które odmówiły przyjęcia już dwóch statków z kilkuset migrantami na pokładzie uratowanymi podczas akcji poszukiwawczych. Rzym wszedł na tym tle w spór z Maltą, która również nie zgodziła się na wyokrętowanie migrantów u siebie.

Paryż zresztą krytykuje nie tylko sposób działania Włochów. W sobotę prezydent Francji oświadczył, że jest zwolennikiem wprowadzenia sankcji finansowych dla krajów Unii Europejskiej, które odmawiają współpracy w kwestiach związanych z imigracją. "Jestem za wprowadzeniem sankcji w razie braku solidarności (krajów UE ws. migracji - PAP) oraz za warunkowym przyznawaniem funduszy strukturalnych" - podkreślił, nie wymieniając przy tym konkretnych krajów.

Z kolei premier Hiszpanii Pedro Sanchez mówił w niedzielę w Brukseli, że jego kraj wypełnia swoje zobowiązania nie tylko wobec UE, ale też z punktu widzenia międzynarodowych konwencji. To właśnie Hiszpania przyjęła statek "Aquarius", przed którym porty zamknęły zarówno Włochy jak i Malta.

Premier tego drugiego kraju Joseph Muscat przekonywał w niedzielę, że wskazanie winnych zaognienia sytuacji nic nie daje. "Wytykanie palcem nic nie pomoże" - tłumaczył. Dodał przy tym, że budowanie muru na morzu nie jest rozwiązaniem problemu migracyjnego.

Unijni urzędnicy informowali, że Merkel, od której miała wyjść inicjatywa zorganizowania miniszczytu, chciała, żeby zorganizował go najpierw szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Ten miał jednak wskazać, że w najbliższy czwartek i piątek jest regularny szczyt UE, który będzie się zajmował migracją. Wobec tej odmowy Berlin zwrócił się do Junckera. Przywódcy jeszcze przed rozpoczęciem spotkania pokłócili się o tekst deklaracji końcowej. Premier Włoch Giuseppe Conte groził nawet, że nie przyjedzie na miniszczyt. O tym, że będzie trudno wypracować wspólne stanowisko, świadczyć może m.in. to, że po zakończeniu rozmów nie przewidziano nawet konferencji prasowej.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / W Brukseli miniszczyt migracyjny z napięciami politycznymi w tle