W budżecie zabrakło kasy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 16-01-2009, 00:00

Dochody państwa topnieją. Państwowe instytucje muszą oszczędzać, więc zarabiać na nich będzie coraz trudniej.

Państwo przestało być dobrym partnerem w biznesie

Dochody państwa topnieją. Państwowe instytucje muszą oszczędzać, więc zarabiać na nich będzie coraz trudniej.

Z powodu kryzysu finansowego państwo musi coraz mocniej zaciskać pasa. Dochody budżetowe okazują się znacznie mniejsze od zakładanych, więc Ministerstwo Finansów (MF) nie ma rady — musi ciąć wydatki. I tak już przez cały rok. To fatalna wiadomość dla firm robiących interesy z instytucjami publicznymi.

Minister mówi "nie"

Do niedawna umowy z administracją uchodziły za bezpieczne — państwo zawsze zapłaci. Teraz nie jest to już takie pewne. Wczoraj "PB" donosił, że policja nie płaci firmom za wykonane zadania. Łącznie zalega na pół miliarda zł. Powód? Resort finansów nie wypłacił wystarczająco dużo pieniędzy ministerstwu spraw wewnętrznych, a ono — policji. Okazuje się jednak, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Wczoraj MF przyznało, że cięcia w wydatkach dotknęły wszystkie 150 jednostek pobierających pieniądze z budżetu. Mimo że w ustawie budżetowej pieniądze są im przyznane. Dla przykładu: Ministerstwo Spaw Wewnętrznych i Administracji nie dostało łącznie 830 mln zł, Ministerstwo Sprawiedliwości — 130 mln zł, Ministerstwo Zdrowia oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego — po 200 mln zł, a Ministerstwo Gospodarki — 24 mln zł.

— Minister finansów zarządza budżetem. Dlatego jest ministrem finansów. W sytuacji, kiedy dochody były mniejsze niż przewidziane, naturalne jest, że ograniczane są wydatki — tłumaczy Jacek Rostowski, minister finansów.

— Zapis w budżecie, przyznający komuś jakieś pieniądze, nie oznacza jeszcze, że ten ktoś ma prawdo żądać tych pieniędzy. To tylko uprawnienie ministra finansów, a nie obowiązek, do przekazania pieniędzy — dodaje Elżbieta Suchocka-Roguska, wiceszefowa resortu.

Bezpieczne zapisy

Mimo słabnących z miesiąca na miesiąc dochodów budżetu, jeszcze w listopadzie deficyt budżetowy wyniósł zaledwie 14,8 mld zł, czyli 55 proc. planów na cały rok. Jaki był ostatecznie deficyt w 2008 r.? To okaże się dziś, ale już teraz wiadomo, że sytuacja jest paradoksalna: jak podaje Ministerstwo Finansów, deficyt będzie mniejszy od zaplanowanego (a więc pieniądze w kasie państwa są), a mimo to instytucjom publicznym brakuje miliardów złotych na spłacenie zobowiązań wobec firm. Powód jest prosty — biurokracja.

— Ministerstwo Finansów dostaje pieniądze z podatków pod koniec każdego miesiąca. W grudniu 2008 r. ostatnie dni dodatkowo zostają uszczuplane przez długi świąteczny weekend. Nie było wiadomo, jak dużo pieniędzy trafi do budżetu. Musieliśmy więc założyć bezpieczny, stosunkowo niski poziom dochodów, a więc i wydatków, tak żebyśmy w razie czego nie wydali więcej, niż pozwala na to deficyt budżetowy. Za jego przekroczenie grozi Trybunał Stanu — tłumaczy Elżbieta Suchocka-Roguska.

Oszczędności muszą być

Ekonomiści oceniają jednak decyzję MF pozytywnie.

— W trudnych czasach oszczędności są zrozumiałe. Kiedy spadają dochody, trzeba równolegle ciąć wydatki. Zwłaszcza grudzień jest nieprzewidywalny, ponieważ zawsze wtedy jednostki budżetowe wydają najwięcej pieniędzy — twierdzi Mirosław Gronicki, były minister finansów.

Podobnego zdania jest Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club i były wiceminister finansów.

— Dochody budżetu już od kilku miesięcy są zdecydowanie mniejsze od zaplanowanych. Odstępstwa są duże i rosnące. Dlatego urzędnicy resortu musieli zakładać, że również w grudniu będą niskie. Ograniczenie wydatków więc nie dziwi — mówi Stanisław Gomułka.

Do takich sytuacji jak w policji nie dochodziłoby jednak, gdyby instytucje publiczne nie zwlekały z wydawaniem przyznanych w budżecie pieniędzy do grudnia.

— Tak jest co roku. Rząd wie o tym i być może powinien wcześniej ostrzegać jednostki wydające pieniądze z budżetu, żeby były oszczędne. Wydaje mi się też, że urzędnicy MF byli zbyt optymistyczni w szacowaniu dochodów i ustalaniu wydatków. Tak to się musiało skończyć — mówi Mirosław Gronicki.

Eksperci ostrzegają też, że koniec 2008 r. pokazał, jak będzie wyglądał cały 2009 r. Robienie interesów z państwowymi partnerami może więc być ryzykowne.

— Jeśli budżet dalej będzie miał tak słabe dochody, a jest duże prawdopodobieństwo, że tak będzie, cięcia dokonywane przez resort finansów będą duże i częste. Dla finansów państwowych jednostek będzie to trudny i nerwowy rok — uważa Stanisław Gomułka.

— Budżet na 2009 r. ma trudny start — zamiast pieniędzy dostanie po poprzednim zobowiązania. Państwo będzie miało mniej pieniędzy, więc zarobić na usługach dla nich będzie trudniej, niż w poprzednich latach — dodaje Mirosław Gronicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu