W feerii sztucznego światła

  • Jerzy Turbasa
15-12-2006, 00:00

Sylwestrowy bal, więc smoking. Czerń i błysk czerni. W klapach, lampasach. Byle nie przykusy i jednorazowego użytku...

„Są smokingi i smokingi” — dowiedział się debiutujący na salonach James Bond. Jego wiedza o elegancji, zaprezentowana w najnowszym obrazie „Casino Royale”, początkowo jest bliska zeru, ale dzięki eleganckiej niewieście zyskuje fundamentalną — nazwa nie gwarantuje niczego. Jedynie renomowana firma daje tę rękojmię. W końcu trabant też od czasu do czasu jest samochodem... A dzielą go lata świetlne od rollsa czy lamborghini.

Błysk klap

Zbliża się sylwester, który jak zwykle otwiera wielki sezon polowania na muchy... W świecie, w którym etykieta coś znaczy, to ostatnia chwila, by pomyśleć o właściwym okryciu, idealnie komponującym się z czarną — o smokingu. Już od 118 lat dzięki księciu Sutherland, który w Carlton Clubie zapragnął zadziwić towarzystwo nieznanym dotąd błyskiem jedwabnych klap, jest najpopularniejszym uroczystym wieczorowym garniturem. Niezbędnym w pewnych okolicznościach — żeby przywołać jeszcze raz „Casino Royale” — czy to na uroczystościach rozdawania nagród, galach, czy balach. Wyrugował z dotychczasowych pozycji frak, rezerwując dla niego uroczystość nadania Nagród Nobla, a na pulpicie dyrygenckim kończąc.

Smoking pojawić się winien jedynie po godzinie 18.00, bo jego przeznaczeniem jest feeria sztucznego światła. Wówczas ujawnia się sens jedwabnych klap i lampasu taśmy smokingowej wzdłuż szwu bocznego spodni — grają swoim blaskiem, dając niezwykły efekt: „wystrzeliwują” sylwetkę w górę. Cudowna gra dwóch neutralnych barw — bieli i czerni — nadaje sylwetce wyrazisty charakter. To grafika elegancji.

Zgubny wpływ... szafy

Zmiana czerni na inny kolor zatraca spektakularny efekt... Czarna ma być marynarka, spodnie, skarpetki, buty, kamizelka lub zamiennie hiszpański pas i oczywiście mucha. Broń nas, Panie Boże, przed białą kamizelką — tę zarezerwował sobie frak, a także przed białą muchą — bo wezmą nas za kelnera i wyślą po drinka. Jeżeli ma być coś z fraka i z białego, to koszula z łamanym kołnierzykiem, chowanym zapięciem i najlepiej podwójnym mankietem ze spinkami, widocznym z rękawa na grubość papierosa... Bywalcy wiedzą, że bale trwają do białego rana, więc kołnierzyk winien być większy nawet o 1,5 numeru, by przy szyi luźno mieścił wskazujący palec. Kołnierzyk opadnie niżej, zapewni właściwą prezencję i oprawę głowy, ale przede wszystkim komfort.

Słowo „komfort” nie wszystkim panom kojarzy się ze smokingiem. Zwłaszcza tym, którzy próbują się w niego wcisnąć — choć przecież w zeszłym roku „leżał jak ulał”. Testują przy tym wytrzymałość nici, wystawiając na próbę szwy, i dochodzą do niezbadanej jeszcze naukowo teorii: smokingi co roku zmniejszają się o numer. To ich jedyna wada.

Równowaga rozmiarów

Tradycyjny szalowy krój wypiera klasyczna klapa marynarki dwurzędowej, nadając smokingowi bardziej męski charakter. Czarną kamizelkę o półokrągłym wykroju często zastępuje hiszpański pas, z wstawkami z jedwabiu, w których niegdyś znajdowały się kieszonki na bileciki wizytowe. Sam smoking winien być do figury, nie zaś konkurować obszernością z trenczem. Są jednak części, które muszą być duże. Pewne rozmieszczone tu i ówdzie wymiary ulegają zmianie, gdy nogi pokonują w czasie balu kilometry parkietu, zaś organizm zaznajomił się z obfitością stołu i toastami. Ponieważ elegancja winna być zawsze funkcjonalna, więc taktycznie przygotowani bywalcy wkładają buty o numer większe, niż wskazywałaby na to wielkość stopy. Bo pijący po północy — but oczywiście — załatwi każdą zabawę. Tymi butami są lakierki lub lśniące oksfordy — nie należy mylić parkietu ze ściółką leśną i nakładać traperek. Wielkie gale i sale balowe widziały już nie takie odstępstwa...

Pojawiają się na rynku smokingi tanie, jak zabawka jednorazowego użytku, i takie też sprawiają wrażenie. Bezlitosne wrażenie. Standardy ubraniowe są wzorcami, co nie znaczy, że nie podlegają ewolucji. Nowy Bond w osobie Daniela Craiga już pod smoking nie zakłada pasa hiszpańskiego, ba — eksponuje białe szelki, na których zawieszone są spodnie. Jest to jeszcze jeden dowód, ilustrujący definicję elegancji. Bo elegancja jest też sztuką rezygnacji. Jeżeli oczywiście ta rezygnacja jest świadoma...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / W feerii sztucznego światła