W firmach tlą się ogniska epidemii

Jacek Kowalczyk
04-08-2008, 00:00

Polska może wpaść w korkociąg.

Podwyżki płac nakręcą inflację, a ona żądania kolejnych podwyżek. Wśród firm zaczyna rozprzestrzeniać się niespotykana od lat infekcja — tzw. efekt drugiej rundy. Na razie dotknęła głównie państwowe zakłady.

Nasilają się żądania płacowe w dużych państwowych firmach. Wysokich podwyżek domagają się związkowcy KGHM. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej górników nie zadowala już wcześniej wynegocjowany wzrost pensji o 11 proc., chcą 16,5 proc. Z żądaniami podwyżek dla wszystkich chce 29 sierpnia w Warszawie demonstrować NSZZ Solidarność. Co łączy wszystkie te przypadki? Argumentem za każdym razem jest rosnąca inflacja, która w lipcu, według najnowszych szacunków Ministerstwa Finansów, wyniosła 4,8 proc. To znak, że gospodarka została zainfekowana groźnym wirusem.

Utajony wirus

Ekonomiści nazywają go efektem drugiej rundy. W skrócie chodzi o to, że pracownicy, widząc rosnącą inflację, żądają wyższych pensji. Niektórzy eksperci już widzą pierwsze symptomy choroby.

— Z naszych obliczeń wynika, że wzrost inflacji podniósł w ostatnim roku dynamikę wynagrodzeń mniej więcej o 0,3 pkt proc. — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Na szczęście wpływ ten nie jest jeszcze znaczący, ale eksperci ostrzegają, że pojawienie się choroby zwanej drugą rundą byłoby dla Polski katastrofą.

— Skutki byłyby dla gospodarki dotkliwe. Kiedy inflacja staje się powodem wzrostu płac, jesteśmy już tylko o krok od spirali płacowo-cenowej. Wysokie pensje napędzają dalszy wzrost inflacji, a ta znowu staje się argumentem dla dalszych podwyżek. I koło się zamyka: coraz szybciej rosną i ceny, i pensje. Z takiej pętli trudno się wydostać — ostrzega Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

I natychmiast uspokaja, że na razie efektu drugiej rundy w Polsce nie ma, choć prędzej czy później da o sobie znać.

Pożar się już tli

Inflacyjne żądania płacowe dobiegają z firm państwowych. Z przeprowadzonej przez nas ankiety wynika, że pojawiają się także i w niektórych prywatnych.

— Inflacja jest ważnym elementem przetargowym. Pracownicy żądają podwyżek, w dodatku znacznie wyższych niż wskaźnik inflacji. Na rozmowy o płacach przychodzą przygotowani: mają własne wyliczenia, jakie produkty o ile zdrożały. Pokazują, jak dużo mogli kupić za pensję żywności czy paliwa kilka miesięcy temu, a ile teraz — mówi Patrycja Ruchała, dyrektor personalna TRW Gliwice, spółki z branży motoryzacyjnej.

Na szczęście takie firmy są na razie w mniejszości. Większość pytanych przez nas prywatnych pracodawców nie zauważyła efektu drugiej rundy.

— Niczego takiego nie widać. W budżecie na 2008 r. przewidzieliśmy pewną kwotę na podwyżki wynagrodzeń i jest to teraz w poszczególnych działach realizowane. Płace więc rosną, ale w ustalonym wcześniej tempie, inflacja nie wyrwała ich spod kontroli — przekonuje Andrzej Zieliński, dyrektor personalny w firmie Torfarm, działającej w branży farmaceutycznej.

Zdrowa tkanka

Inflacyjnych podwyżek nie boi się Edyta Górecka, dyrektor działu personalnego i członek zarządu firmy kurierskiej DPD Polska.

— Pracownicy rzadko zwracają uwagę na wzrost cen, a tym bardziej na wskaźnik inflacji podawany przez Główny Urząd Statystyczny. Znacznie ważniejsze jest dla nich porównywanie własnych zarobków do tych na zachodzie Europy lub w innych firmach. Argument „tam zarobiłbym kilka razy więcej” jest znacznie silniejszy niż podpieranie się inflacją, która w ubiegłym roku wyniosła 2,5 proc. — mówi Edyta Górecka.

Podobnie wygląda sytuacja w spółce budowlanej Warbud.

— Rosnąca inflacja nie spowodowała wśród pracowników nasilenia żądań podwyżek pensji. Stale monitorujemy zarobki w branży i staramy się dostosowywać ich poziom do rynku. Dzięki temu nie mamy problemu z silną presją płacową — twierdzi Dorota Niewińska, kierowniczka działu HR w Warbudzie.

Jednak efekt drugiej rundy może się nasilić na początku przyszłego roku. Większość firm właśnie wtedy będzie rozpoczynać negocjacje o podwyżkach płac w budżecie na 2009 r. Presja płacowa wywołana rosnącymi cenami może się więc uaktywnić, zwłaszcza że w najbliższych miesiącach ekonomiści spodziewają się dalszego wzrostu inflacji.

— Negocjacje wysokości podwyżek płac w 2008 r. są już zakończone. Do rozmów nad wysokością pensji wrócimy za pół roku — mówi Przemysław Skory z sieci supermarketów Tesco.

Okiem pracodawcy

Małgorzata Krzysztoszek

ekspert PKPP Lewiatan

Jeszcze nic się nie stało

Efekt drugiej rundy jeszcze nie występuje, ale jesteśmy na dobrej drodze, by się pojawił. U przeciętnego Kowalskiego utrwaliło się przekonanie, że ceny rosną szybko i zagrożenie inflacją narasta. Słucha mediów oraz obserwuje wzrost cen najczęściej kupowanych rzeczy (np. żywności czy paliw), które rosną najszybciej. Nie analizuje zjawiska, nie wnika w strukturę wskaźnika cen, nie analizuje inflacji bazowej po wyłączeniu cen żywności i energii, dlatego nie zdaje sobie sprawy z tego, że niebezpieczeństwo nie jest aż tak duże. Oczekiwania inflacyjne osiągnęły przez to niepokojący poziom, co może przynieść dwa niekorzystne dla równowagi gospodarczej zjawiska. Po pierwsze, presja płacowa będzie się nasilać. Po drugie, popyt zostanie wzmocniony, ponieważ gospodarstwa, spodziewając się wzrostu cen, zaczną przyspieszać zakupy. Obie drogi będą nakręcać inflację.

Okiem zwiĄzkowca

Sławomir Broniarz

przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego

Też chcemy podwyżek

Zdajemy sobie sprawę z tego, że wzrost płac powoduje inflację, a na tym najbardziej cierpi sfera budżetowa. Mimo to uważamy, że przy ustalaniu poziomu wynagrodzeń powinno się brać pod uwagę wskaźnik cen. Ustalana na początku roku podwyżka płac dla nauczycieli powinna być wyższa niż zakładana inflacja, ponieważ zwykle tak się dzieje, że jest ona wyższa niż założenie dynamiki cen w ustawie budżetowej.

Jeśli okaże się, że inflacja nadal będzie rosła, zwrócimy się do władz z prośbą o powrócenie do rozmów na temat poziomu płac jeszcze w ramach budżetu na 2008 r. Jeżeli nie uda się przekonać rządzących do podwyżek, zażądamy uwzględnienia rekompensaty w 2009 r., zwłaszcza że znalezienie w budżecie pieniędzy na ten cel będzie łatwe — inflacja bowiem zwiększa przychody państwa z podatków.

Płace wzrosły, ale górnicy żądają więcej

Podwyżki należą się załogom ze względu na poziom inflacji w kraju — twierdzi Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce, jednej z największych organizacji skupiających zatrudnionych w kopalniach.

Związkowcy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) spodziewają się podniesienia wskaźnika wzrostu płac z uzgodnionych wcześniej około 11 proc. do 16,5 proc., i to już od 1 sierpnia. To około 300 zł brutto dla zatrudnionego miesięcznie. Tymczasem z wyliczeń Mariana Ślęzaka, wiceprezesa ds. pracowniczych JSW, wynika, że od początku roku płace już wzrosły średnio o 650 zł brutto.

Również działacze związkowi z Kompanii Węglowej (KW) domagają się kolejnych podwyżek. W piątek negocjowali z zarządem. Od początku roku pensje w największej firmy górniczej skoczyły o 670 zł brutto, czyli o 14,7 proc. Związki chcą 2,3 pkt proc. więcej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / W firmach tlą się ogniska epidemii