W gąszczu obsesji

Adam Sofuł
03-12-2007, 00:00

No i narozrabiał. Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak udzielił wywiadu rosyjskiej gazecie „Kommiersant”, w którym był pytany o ewentualny dostęp rosyjskich firm energetycznych do polskiego rynku. Opozycja zatrzęsła się z oburzenia. Powołując się na stronę internetową telewizji TVN24 zarzuciła wicepremierowi kapitulację przed Rosją. Waldemar Pawlak miał stwierdzić, że firmy rosyjskie nie będą dyskryminowane w dostępie do polskiego rynku. Mocne słowa, czy uzasadnione? Niekoniecznie, bo wniosek, że wypowiedź Pawlaka oznacza natychmiastową wyprzedaż polskich firm sektora energetycznego w rosyjskie ręce (oczywiście za grosze) wydaje się, delikatnie mówiąc, nadinterpretacją. Szef resortu gospodarki — jeśli wierzyć PAP — stwierdził jedynie, że „zasady UE nie dopuszczają żadnych ograniczeń i dyskryminacji w dostępie do rynku”, a Polska będzie zasad UE przestrzegać. Tylko tyle i aż tyle.

Apetyty rosyjskich koncernów energetycznych budzą niepokój nie tylko w Polsce. W wielu krajach europejskich zabiegały one — z różnym, często mizernym, skutkiem — o udziały w lokalnych rynkach. Znacznie większy niepokój nie tylko w Polsce — budzi coraz częstsze wykorzystanie przez Rosję dostaw surowców energetycznych jako środka nacisku politycznego. Kraje europejskie robią z Rosją interesy — także w dziedzinie energetyki — ale nie palą się bynajmniej do tego, by oddawać Rosjanom kontrolę nad swoimi spółkami w tej branży. Jeżeli zostanie podjęta decyzja o dalszej prywatyzacji szeroko pojętego sektora energetycznego, trudno sobie wyobrazić zapis np. ustawowy, że z możliwości zakupu akcji są wyłączone firmy rosyjskie. Można sobie wyobrazić, i należy o to nadal zabiegać (choć oceniając realistycznie z mizernymi widokami na powodzenie) o to, by Rosja podpisała europejską kartę energetyczną. Gdyby do tego doszło, współpraca byłaby bardziej wyobrażalna. Można też zabezpieczyć polskie interesy w tej branży innymi metodami (np. złota akcja) przed każdym zagrożeniem, a nie tylko przed tym płynącym ze Wschodu. Polityka Rosji bywa groźna, ale nie warto upatrywać w każdej stacji benzynowej Łukoilu realnego zagrożenia niepodległości Polski, bo to niepoważne. A rzeczywiste zagrożenia nikną w gąszczu obsesji.

Dlaczego więc stosunkowo ostrożne słowa Waldemara Pawlaka wywołały taką burzę? Coraz wyraźniej widać, że opozycja przyjęła taktykę, że sprawy polityki zagranicznej będą jedną z głównych kwestii spornych z rządem. Niebezpieczna taktyka, tym bardziej że rząd jak na razie nie pozostaje dłużny i nie zabiega o konsensus w sprawach polityki zagranicznej. Przydałaby się pewna odmiana stylu i spotkania z przeciwnikami politycznymi, by wyjaśnić motywy swoich działań, niekoniecznie post factum. Zamiast przerzucać się oskarżeniami o osłabianie pozycji Polski w Europie z jednej strony i zarzutami o zdradę interesów narodowych z drugiej, warto może poszukać tego, co łączy. A można być pewnym, że łączy bardzo wiele.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / W gąszczu obsesji