W Lotosie zwyciężył zdrowy rozsądek

Paweł Janas
opublikowano: 11-02-2009, 00:00

Spółka obetnie część inwestycji i zamrozi prace pracownicze. W zamian zarząd obiecuje, że nie będzie zwolnień.

Zarząd i związki uzgodniły oszczędności warte 340 mln zł

Spółka obetnie część inwestycji i zamrozi prace pracownicze. W zamian zarząd obiecuje, że nie będzie zwolnień.

Gdy w innych spółkach skarbu państwa związki zawodowe, nie przejmując się kryzysem, gardłują o podwyżki, w Lotosie zarząd spółki i związki zawarły wczoraj uczciwy kompromis. To dobrze, bo kryzys nie sprzyja krajowym koncernom naftowym. Widać to po Lotosie. Niedawno drugi co do wielkości producent paliw w Polsce poinformował, że nagłe zmiany na rynku ropy spowodowały duże straty wynikające z aktualizacji wartości zapasów. Tylko na wyniku operacyjnym w czwartym kwartale 2008 r. spółka straciła z tego powodu 880 mln zł. Osłabienie złotego zabrało z kolei Lotosowi dodatkowo 120 mln zł. I mimo uspokajających informacji płynących ze spółki o braku zagrożeń dla płynności finansowej, zarząd postanowił wdrożyć "pakiet antykryzysowy". Wczoraj podpisano porozumienie w tej sprawie ze wszystkimi sześcioma związkami zawodowymi.

— Program ma przynieść w tym roku 340 mln zł oszczędności, pomóc w ustabilizowaniu płynności finansowej i zachowaniu miejsc pracy dla załogi całej grupy– informuje Grzegorz Szade, członek rady pracowników Grupy Lotos.

Coś za coś

Według niego, 140 mln zł spółka chce zaoszczędzić na różnego rodzaju kwestiach socjalno-administracyjnych i zamrożeniu podwyżek w firmie.

— Rozmowy o podwyżkach zostały zawieszone do połowy roku. Jeśli się okaże, że wynik operacyjny będzie w tym okresie dodatni, możliwe będzie wznowienie rozmów o wzroście wynagrodzeń od 1 lipca — wyjaśnia Grzegorz Szade.

Spółka tnie także inwestycje. Tu oszczędności mają wynieść około 200 mln zł.

— Nie będzie natomiast cięć w programie 10+. Nie planujemy także ograniczenia wydatków na wiosenny remont instalacji rafineryjnych, co ma kosztować około 40 mln zł — mówi nasz rozmówca z Lotosu.

Podkreśla, ze zarząd zgodził się dać nagrodę pracownikom na początku 2011 r. Pod jednym warunkiem — do końca 2010 r. muszą pełną parą pracować wszystkie instalacje, zbudowane w ramach programu 10+.

Marzyciele i racjonaliści

Racjonalna postawa związków zawodowych w Grupie Lotos nie jest w dzisiejszych kryzysowych czasach czymś oczywistym. Niemal codziennie związkowcy spółek skarbu państwa wyciągają rękę po podwyżki. Tego — stawiając sprawę na ostrzu noża — żądają pracownicy KGHM czy Kompanii Węglowej.

— Wszędzie, gdzie nadzór właścicielski jest słaby, a spółka ma dominującą pozycję na rynku, pracownicy domagają się podwyżek. I liczą, że budżet,czyli podatnicy, zaspokoi ich żądania. W Grupie Lotos jest inaczej. Mimo że i tu skarb państwa zachowuje kontrolę nad spółką, działa ona w konkurencyjnym otoczeniu. Musi się liczyć z PKN Orlen czy koncernami zagranicznymi. Związki muszą więc działać racjonalnie — twierdzi Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

Pociesza, że Lotos to niejedyny przykład, gdy związkowcy potrafią porozumieć się z zarządem w obronie kondycji firmy i miejsc pracy. Tak jest w sektorze motoryzacyjnym, AGD czy meblarskim, tak może być w hutnictwie.

Grzegorz Szade dodaje, że porozumienie było możliwe także dzięki postawie Pawła Olechnowicza, szefa spółki.

— Jest w firmie od 2002 r., ma jasny plan jej rozwoju, większość mu ufa — mówi członek rady pracowników.

Dlatego rada jest przeciwna planom ogłoszenia konkursu na nowego szefa spółki.

Paweł Janas

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu