W niebo wpatrzony

Michał Mizera
24-04-2009, 00:00

Mroczny głos. Mrożące krew w żyłach spojrzenie. Główne role w krakowskich teatrach. Twarz znana z telewizji. Kilka seriali… Oto Radosław Krzyżowski, zapalony miłośnik astronomii.

— Nie pamiętam pierwszego momentu… Chociaż nie, chwila! Byłem dzieciakiem z podstawówki, kiedy wpadł mi w ręce atlas nieba. Duże odkrycie… — Radosław Krzyżowski przywołuje wspomnienia.

Szybko się okazało, że niebo to nie tylko wigilijna pierwsza gwiazdka.

— Zapisałem się na kółko astronomiczne w Opolu. Piękne czasy. Ile się wtedy dowiedziałem, nauczyłem! — rozmarza się Krzyżowski.

Ale, jak to w latach młodzieńczych bywa: słomiany zapał.

— W liceum mi przeszło. Miałem być lekarzem, uczyłem się biologii. No i występowałem: recytacje, teatrzyki, akademie, zespół rockowy. Naturalną konsekwencją była szkoła teatralna. Nie było czasu na gwiazdy — dodaje aktor.

Ale prawdziwa miłość nie rdzewieje:

— Oj, to dopiero był powrót… A było tak…

Pierwszy teleskop

— Na etacie byłem w Teatrze im. Słowackiego. Gościnnie w Starym Teatrze dostałem rolę we "Wspólnym pokoju", u Iwony Kempy. Prawie całe honorarium przeznaczyłem na teleskop: 8-calowy Newton na montażu Dobsona. Mam go do dzisiaj. Trzymam u przyjaciół na wsi — zdradza Krzyżowski.

I się zaczęło. Wstąpił do Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. A jakże — w Krakowie.

— Tak, bo pod Wawelem mieści się siedziba zarządu. Chodziłem na wszystkie zebrania i odczyty. Ale przede wszystkim: szukałem szans na obserwacje. Po jakimś czasie się udało. Obserwatorium Astronomiczne udostępniło nam jedną ze swoich kopuł — opowiada.

Laików zdziwi, że tak cenny nabytek, jak własny teleskop, znajduje się u przyjaciół, na wsi. Ale amatorzy astronomii już wiedzą, o co chodzi. O widoczność, mianowicie.

— 30 km od Krakowa można już spokojnie obserwować niebo. Pewnie, da się nawet bliżej, zwłaszcza południową stronę nieboskłonu, ale miasto emituje za dużo światła. Amerykanie mają na to określenie: "light pollution" — zanieczyszczenie światłem. Tę przeszkodę można trochę zminimalizować odpowiedniego typu filtrami. Zdecydowane skontrastowanie tła nieba umożliwia dostrzeżenie bardzo słabych obiektów, jak gromady gwiazd, galaktyki, mgławice czy komety. Pozwala też na robienie zdjęć, czasem nawet w mieście — opowiada ze znawstwem.

Co i jak

— Muszą się pojawić trzy warunki, by mówić o udanych obserwacjach. Bezksiężycowa noc, dobra, bezchmurna pogoda — w dodatku utrzymująca się przez kilka dni — wylicza aktor.

No i dobry "seeing"— to jest podstawa. A co można zobaczyć?

— Wszystko. No, prawie wszystko… Mnie najbardziej pociągają obiekty mgławicowe — opowiada Krzyżowski.

A sierpniowy urlop? W końcu co roku media szaleją na punkcie "spadających" Perseid.

— Jak dla mnie, trochę przereklamowane! Sam często patrzę na Perseidy, ale nigdy takich spektakularnych nie widziałem — przekonuje.

No tak, w lecie noc krótka. W zimie — trudno wytrzymać (ze względu na temperaturę).

— Najlepsze są noce wiosenne i jesienne. W ogóle patrzenie w niebo jest super. Gołym okiem też wiele można zaobserwować. Jeszcze więcej — lornetką. Jestem wielkim zwolennikiem oglądania nieba przez lornetkę, polecam wszystkim, nie tylko początkującym. Grunt to wiedzieć, czego i gdzie szukać, w jakiej konstelacji — zachęca aktor.

Słowem, obserwacje trzeba zacząć od solidnej przygody z mapą nieba.

Zaćmienie

Ważna jest także technika obserwowania.

— Tak, jest parę kruczków, które warto znać. Ciemniejsze obiekty lepiej obserwować, zerkając obok. Trzeba też przed obserwacją odczekać 10 minut bez światła, żeby zaadaptować wzrok — radzi.

Nie obejdzie się też bez solidnego przygotowania teoretycznego.

— Warto! Dla mnie obserwacje to wielka przyjemność. To jest mi bliskie, to nie jest jakiś abstrakcyjny zbiór gwiazd. Mimo że od trzech lat nie prowadzę regularnych obserwacji, to wciąż mam nadzieję, że do tego wrócę — zapewnia Krzyżowski.

Ulubione miejsca na niebie?

— Wielka Mgławica w Andromedzie (M31). To nasz bliski sąsiad, widać ją gołym okiem. Kiedy pomyślę, że światło, które właśnie do mnie dociera, zostało wysłane 2,2 mln lat temu, robi to na mnie wrażenie! Ma to aspekt duchowy, ale nie nazywam tego... Nazwane straciłoby swój metafizyczny wymiar — opisuje.

Zwłaszcza że o rozczarowania łatwo.

— Pamiętam, kiedy pierwszy raz udało mi się zobaczyć obiekt mgławicowy, mgławicę planetarną Pierścień M57 w katalogu Messiera. Znałem ją oczywiście ze zdjęć, ale opis a własna obserwacja to dwie różne sprawy. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Ale na początku było dużo rozczarowań. Człowiek spodziewa się zobaczyć przez teleskop nie wiadomo jakie cuda, a tymczasem mało jest rzeczy spektakularnych, którymi można się zachwycić od razu. Księżyc, Jowisz ze swoimi księżycami, może Saturn… — zastanawia się.

Jednak dla wtajemniczonych w podstawowe tajniki wielkie przeżycia gwarantowane:

— Na mnie szczególne wrażenie robią gromady kuliste gwiazd. Na pozór zbita jasna plama, naprawdę setki i tysiące powiązanych ze sobą siłą grawitacji gwiazd.

I te wspomnienia…

— Choćby wyprawa nad Balaton, parę lat temu. Od bardzo dawna pas całkowitego zaćmienia Słońca nie był tak blisko Polski. Musiałem pojechać. Zjawisko jest nie do opisania… Ech, marzenie! — wzdycha.

Ale to chyba hobby dla samotnych?

— Nie udało mi się nikogo zarazić, ale mam przyjaciela, z którym obserwujemy niebo. Wystarczy — uważa Krzyżowski.

Bo sam jest dość praktycznym człowiekiem. I nie buja w obłokach.

Na scenie i na ekranie

Radosław Krzyżowski

ur. w 1972 w Kluczborku, aktor teatralny, telewizyjny i filmowy, ukończył krakowską PWST, obecnie jest aktorem Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie. Można go tam zobaczyć w "Pułapce", "Bliżej", "Łucji szalonej", wkrótce w "Beatriks Cenci" i "Makbecie". W Teatrze STU gościnnie gra Stawrogina w "Biesach" oraz Romea w "Romeo i Julii". Znany z seriali: "Na dobre i na złe", "Ekipa", "Ja wam pokażę!" oraz "Pitbull". Prywatnie mąż aktorki Dominiki Bednarczyk i ojciec czteroletniej córki Kai.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / W niebo wpatrzony