W normalnym kraju poleciałyby głowy

Kazimierz Krupa
03-03-2004, 00:00

Sukcesik, nawet najmniejszy, ma tylu tatusiów, że nie mogą się pomieścić w poczekalni porodówki. Klęska natomiast zawsze jest sierotką, a już trzecia, kolejna — to jest całą sierotą. Po przegranej, ze Słowacją, walce o inwestycję francuskiego PSA Peugeot–Citroen (rok temu), klęsce, z Czechami, w rywalizacji o fabrykę Citroena i Toyoty (dwa lata temu), znowu polegliśmy, w konkurencji ze słowacką Żyliną, w staraniach o Hyundaia.

No i zaczęło się. Najpierw Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych ogłosiła, że inwestycji to co prawda nie ma, ale informacja to i owszem jest, i ona (agencja), wie dlaczego Koreańczycy woleli Słowaków od Polaków. Zadecydowały „istotne detale”, wśród których wymieniono lepszą infrastrukturę drogową i kolejową, niższe koszty pracy, transportu i logistyki po stronie słowackiej oraz... siłę związków zawodowych po stronie polskiej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że agencja o wielce złożonej nazwie zachowuje się jak Czukcza (ot, taka blondynka z dowcipów rosyjskich), który wiedział, co potrzeba zepsutemu samochodowi. Wreszcie obwieścił: mechanika potrzeba. I z tym nie sposób się nie zgodzić. Do pozyskiwania inwestycji zagranicznych też potrzeba fachowców, specjalistów.

Odezwało się też, co oczywiste, Ministerstwo Infrastruktury, które stwierdziło, że „polska infrastruktura w niczym nie ustępuje infrastrukturze słowackiej, a nawet ją przewyższa”. Pozostaje to co prawda w niejakiej sprzeczności ze stwierdzeniami, z dnia poprzedniego, wicepremiera Hausnera, który twierdził, że pobrudził sobie lakiery w Kobierzycach, ale widocznie o wizycie nic nie wiedział drugi wicepremier, Pol, i nie zdążył z czerwonym dywanem. Jakby Kobierzyce wygrały, czerwony dywan leżałby tam na stałe, bo wszyscy by się tam zjeżdżali.

Szefowie agencji o złożonej nazwie dodali też, że jest jeszcze dużo przetargów lokalizacyjnych, które możemy przegrać: europejskie centrum Philipsa, fabryka opon Hankoka i inne. I tak się zapewne stanie, a oni o wszystkim poinformują. Nikt natomiast nie zwrócił uwagi, że być może najprostszą przyczyną sukcesu Słowacji jest prosty, liniowy, niski podatek dochodowy. No i nie wiemy, czy sława Urzędu Skarbowego we Wrocławiu, który niejedną już firmę wykończył, nie dotarła aż do Korei.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / W normalnym kraju poleciałyby głowy