W PPP jest realnych 200 projektów

TM
opublikowano: 24-03-2011, 00:00

Poszukujemy odważnych samorządowców — z takim przesłaniem zwracają się przedstawiciele Centrum PPP.

Poszukujemy odważnych samorządowców — z takim przesłaniem zwracają się przedstawiciele Centrum PPP.

Coś drgnęło. Tak o ostatnich dwóch latach funkcjonowania partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) mówią Przemysław Zaremba, wiceprezes Centrum PPP, oraz dyrektor Jarosław Dąbrowski z działu doradztwa finansowego Deloitte. Oczywiście w porównaniu z krajami Europy Zachodniej jesteśmy na samym końcu. Świadczą o tym liczby. W ciągu dwóch ostatnich lat nad Wisłą ogłoszono 87 projektów (z czego połowa została unieważniona lub przerwana), a sfinalizowano 18 umów. Ich wartość sięga zaledwie 500 mln zł. Zaledwie, bo to mniej niż średnia wycena jednej (!) umowy zawartej w krajach starej UE (182 mln EUR). Zdaniem obu menedżerów, jest jednak szansa, że PPP w Polsce się rozkręci. Tym bardziej że gminy, miasta i powiaty zbliżają się do kresu możliwości finansowych.

— W bazie Centrum PPP mamy około 300 deklaracji samorządowców. Są to projekty zarówno realne, jak i życzeniowe: od budowy domów komunalnych po schronisko dla kotów czy tor Formuły 1. Szacujemy, że około 200 z nich jest realnych — ocenia Przemysław Zaremba.

— Poszukiwani są odważni samorządowcy. To warunek sine qua non powodzenia realizacji projektów PPP — mówi Jarosław Dąbrowski.

O odwagę nie jest jednak łatwo. Po pierwsze — samorządowców wciąż straszy "czwarte P", czyli prokurator. Po drugie — niedawno krew im w żyłach wzburzyło rozporządzenie ministra finansów w sprawie klasyfikacji tytułów dłużnych. Z jego literalnej wykładni wynikało, że zobowiązania z tytułu PPP należy wpisywać do długu samorządowego. Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, publicznie ogłosił nawet, że to zabije PPP. Jednak w poniedziałkowym "PB" opublikowaliśmy stanowisko resortu finansów, który zapewnia, że nie chce położyć PPP na łopatki, a o tym, czy zobowiązanie wchodzi do długu czy nie, zadecyduje podział ryzyk między stronę publiczną i prywatną. Jeśli większość ryzyka bierze na siebie prywatna firma, problem znika.

— Jesteśmy podobnego zdania. Mamy też nadzieję, że udało nam się choć trochę odczarować czwarte "P". Dla samorządowców dobrym przykładem jest Sopot, który przecierał szlak PPP, przeżył trudne chwile, ale zdobył doświadczenie i teraz jest blisko rozstrzygnięcia kolejnego projektu — rewitalizacji dworca PKP — mówi Przemysław Zaremba.

Kolejne przykłady są mile widziane. Tym razem ze strony administracji rządowej, która — jego zdaniem — powinna wyznaczać dobre standardy PPP.

— Czekamy na pierwszy dobry projekt rządu. Były już próby podejścia do wybudowania siedziby jednej z agencji, więzienia czy szkoły. Niestety, na razie administracja nie jest na to przygotowana — podsumowuje Przemysław Zaremba.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: TM

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Ryzyko , PPP , S&P