W Skanskiej ogłoszono alert

Grzegorz Nawacki
28-05-2009, 00:00

Sprawdź kontrahentów, podwykonawców, a nawet ich bank. I jak najczęściej tłumacz pracownikom, co się dzieje — radzi szef skandynawskiej firmy.

Prezes Roman Wieczorek rozwiewa mity o dobrych czasach dla branży i podpowiada, jak radzić sobie w trudnych czasach

Sprawdź kontrahentów, podwykonawców, a nawet ich bank. I jak najczęściej tłumacz pracownikom, co się dzieje — radzi szef skandynawskiej firmy.

EURO 2012, pieniądze z Unii — w powszechnej opinii nikt nie ma tak dobrze w kryzysie jak budowlanka.

— Pieniądze z UE płyną, autostrady powinny się budować, miejsca na stadiony są. Branża może czuć się bezpiecznie. Tak powinno być, ale nie jest. Klient prywatny, czyli banki i korporacje, myślą kategorią: koszty, koszty, koszty i wstrzymują inwestycje. I z tej perspektywy rynek w krótkim czasie siadł. Wygraliśmy przetargi np. na realizację Tesco, ale dowiedzieliśmy się, że projekt został wstrzymany. Kontrakty klienta publicznego żyją swoim życiem. Sytuacja, która dla Polski mogłaby stać się wielkim przyspieszeniem, nie jest wykorzystywana. Tempo projektów jest takie samo jak dwa lata temu. Budżet w styczniu ściął wydatki. I nagle dowiadujemy się, że duży projekt dla wojska o wartości 200 mln zł, na który mieliśmy już podpisaną umowę, został wstrzymany. Zahamowano też wydatki na szpitale, szkolnic-two wyższe, infrastrukturę, a do wydawania pieniędzy z UE jesteśmy nieprzygo- towani — twierdzi Roman Wieczorek, prezes Skanska Polska.

Ostra walka

Nie dość, że jest mniej zamówień, to więcej rywali. Skoro Polska w najbliższych latach ma być wielkim placem budowy, to ściągają tu firmy z Hiszpanii, Grecji czy Irlandii, gdzie rynek się załamał.

— Znacząco wzrosła konkurencja. W latach 2007/2008 do projektu startowało pięć, sześć, może siedem firm. Teraz ubiegają się 44. I decyduje jeden czynnik: cena — mówi Roman Wieczorek.

Tymczasem dla Skanskiej liczy się wynik, sprzedaż jest na drugim planie, więc firma nie jest skora do udziału w wojnie cenowej. Wręcz przeciwnie, z uwagi na kryzys ostrożnie patrzy na biznesowych partnerów.

— Analiza różnych rodzajów ryzyka jest w Skanskiej bardzo rozwinięta, dzięki czemu mieliśmy dobre wyniki i unikaliśmy strat. W kryzysie zdecydowaliśmy, że jeśli do tej pory selekcja, weryfikacja klientów i partnerów były na dobrym poziomie, to teraz mają być na rewelacyjnym. Powołaliśmy kilkuosobowy zespół do monitorowania sytuacji klienta i jego banku — mówi Roman Wieczorek.

Weryfikacja banku — czy to nie przesada?

— Absolutnie nie. Podpiszemy kontrakt na 100 mln zł i nagle firma nam powie: "Nie chciałem was oszukać, ale bank mi padł i nie mam z czego zapłacić". W naszej branży najpierw my inwestujemy, często kilkadziesiąt milionów, i jeśli nie dostaniemy płatności od klienta, to wpadniemy w spore kłopoty. Dla mniejszych firm może to oznaczać upadłość. Weryfikujemy też podwykonawców, bo jesteśmy w dużej mierze od nich uzależnieni. Zlecamy np. specjalistyczną elewację za 30 mln zł i jeśli firma, która ją realizuje, padnie, będziemy bezradni. A za niedotrzymanie terminów klient nalicza nam kary —tłumaczy Roman Wieczorek.

W żołnierskich słowach

Prezes Skanskiej kieruje polskim ramieniem szwedzkiego potentata z branży budowlanej. Globalna skala dała mu przewagę nad konkurencją. Ale pomógł też zwykły zbieg okoliczności.

— W 2008 r. w budowlance kręciło się jak nigdy. Pod koniec września byliśmy na spotkaniu korporacyjnym w USA. Agenda była w ostatniej chwili zmieniana, bo upadł Lehman Brothers. Dowiedzieliśmy się, że choć dziś jest dobrze, za chwilę będzie źle. To dało przewagę nad konkurencją, którą trzeba było wykorzystać — mówi Roman Wieczorek.

Okazało się, że nie było to takie proste.

— Dzwonię do Polski, przekazuję złe wieści i słyszę: "Co ty gadasz, giełda się kręci, zlecenia przychodzą". A ja muszę przekonać 6 tys. pracowników, że idzie złe. Wiedziałem, że jeśli będą o tym wiedzieli tylko członkowie zarządu, to przegramy i nie wykorzystamy szansy. Kluczowe było dotarcie do kilku tysięcy osób rozproszonych po budowach w całej Polsce. Powiedzenie, że nadciąga kryzys, że będziemy musieli ciąć koszty i wytłumaczenie, dlaczego. Zaprosiliśmy do Warszawy 800 pracowników na rozmowy. By z jednych ust, w jednej formie dostali informację, co się dzieje. W prostych, żołnierskich słowach przekazaliśmy, dlaczego na budowie pod Rzeszowem trzeba być ostrożnym, bo padła ikona bankowości w USA. Postawiliśmy na jeszcze częstsze przebywanie pośród ludzi. Spotykamy się z nimi na miejscu, by porozmawiać, wytłumaczyć, pokazać. Zadaniem kluczowych osób jest wprowadzenie alertu, bo to, że jesteśmy dobrą firmą, nie znaczy, że nie mamy być czujni — mówi Roman Wieczorek.

Przesłanie mobilizacji jest ofensywne.

— Alert wprowadzamy nie pod hasłem, że się wali, ale z pytaniem, czy pod koniec kryzysu będziemy przygotowani do bycia absolutnym biznesowym liderem. Czy nadal będziemy utrzymywali najwyższe marże w Pols- ce i powiększymy udział w rynku — dodaje Roman Wieczorek.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / W Skanskiej ogłoszono alert