W sprawie KDT rząd nie ma planu B

Agnieszka Berger
29-10-2003, 00:00

Premier Hausner ogłosił wczoraj kolejny termin, w którym rząd ma się zająć ustawą o rozwiązaniu kontraktów długoterminowych (KDT) w energetyce. Połowa listopada to termin dobry, jak każdy inny. Problem nie w dacie, lecz w tym, czy rzeczywiście przybliżamy się do likwidacji niewygodnych KDT. Niestety, wygląda na to, że ani trochę... Rząd wciąż stoi przed tą samą alternatywą: albo dogada się z oprotestowującymi projekt zagranicznymi właścicielami polskich spółek energetycznych i bankami kredytującymi energetykę, albo spróbuje wdrożyć projekt na siłę. Nie ma wątpliwości, że i jedno, i drugie będzie nas słono kosztować. Inwestorzy nie chcą stracić na rozwiązaniu korzystnych umów, czemu trudno się dziwić. Niestety oznacza to, że aby ich ugłaskać, musimy zapłacić odszkodowania na poziomie, który zaakceptują, czyli bardzo wysokie. Jeśli rząd, mówiąc kolokwialnie, postanowi ich „olać”, ustawa o KDT bez żadnych wątpliwości wyląduje we wszystkich możliwych trybunałach, poczynając od konstytucyjnego, a na strasburskim kończąc. To również może się skończyć wysokimi odszkodowaniami — w dodatku nie podlegającymi negocjacji.

Eksperci, którzy obserwują losy projektu chłodnym okiem, dają mu dziś mniej niż 50 proc. szans. Co gorsza, z upływem kolejnych miesięcy ich prognozy są coraz mniej optymistyczne. A najgorsze jest to, że jak zwykle nikt nie pomyślał o planie B. I wkrótce może się okazać, że zostaliśmy z ręką w nocniku pełnym drogiej energii, której nikt nie chce kupić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / W sprawie KDT rząd nie ma planu B