W zielone gramy

MONIKA WITKOWSKA
25-08-2016, 22:00

Biznesmeni ze Starachowic rozliczają się w miejscowej walucie. Korzyści z tego wiele, więc Filip Prokop, współwłaściciel Hotelu Senator, jeden z pomysłodawców płatności zielonymi, chciałby wprowadzić je w całej Polsce.

— Nocowali u nas Doda, zespół De Mono i Mariusz Pujszo z filmową ekipą „Ostatniego klapsa” — wymienia jednym tchem Filip Prokop. Specjalnym gościom proponuje noclegi w luksusowych apartamentach Sensual lub Pink. Projektował je wspólnie z Arturem Bugno, architektem z Warszawy. Pierwszy apartament jest biały, w drugim natomiast zdecydowali się na śmiałe połączenie kolorów: mocny róż kanap i miękkich obić skontrastowali z czarnymi ścianami. Chociaż noc kosztuje 650 zł, chętnych ponoć nie brakuje.

— Sensual trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem, buduarowy Pink upodobali sobie młodzi biznesmeni. Dlatego stopniowo dobudowujemy kolejne apartamenty. Mamy już pięć — opowiada Filip Prokop.

Za wynajęcie pokoju, jedzenie w restauracji i wszystkie inne usługi hotelowe można płacić zielonymi. I nie chodzi w tym przypadku o potoczną nazwę dolarów. Zielony to lokalna waluta, którą biznesmeni ze Starachowic chcą w przyszłości wprowadzić w całej Polsce. Na razie zielonym można płacić w Świętokrzyskiem, Małopolsce i na Mazowszu. W Świętokrzyskiem do tego przedsięwzięcia przystąpiło już 130 firm.

Kapitał zostaje

— Zielony to rodzaj barteru. Idea jest prosta: przedsiębiorcy posługują się lokalną walutą w transakcjach między sobą, nie rezygnując z waluty państwowej. Zielonego nie da się zamienić na złotówki, można jedynie wydać u któregoś z partnerów. Gdy sprzedamy coś za zielone, musimy je później wydać. I tak lokalny rynek się nakręca — opowiada Filip Prokop. Do płacenia zielonymi przekonał swoich pracowników.

— Na początku byli trochę nieufni, ale zaoferowałem im premię w zielonych. Dziś wiedzą, w których sklepach spożywczych można zielonymi płacić, do jakiego pójść fryzjera i w którym warsztacie naprawić samochód — mówi przedsiębiorca.

Lokalne waluty są znane od setek lat, a dzisiaj jest ich na świecie aż pięć tysięcy. Najstarszą i najbardziej rozwiniętą jest szwajcarski WIR frank. Filip Prokop i Arkadiusz Pająk do pomysłu przekonali się 1,5 roku temu. Razem z Dariuszem Brzozowcem, liderem projektu lokalnych walut, postanowili wprowadzić go w Polsce.

— Takie programy sprawdziły się w wielu krajach: w Belgii, która jest wielkości województwa świętokrzyskiego, bierze w nim udział aż 6 tys. firm i 120 tys. konsumentów. W Szwajcarii 20 proc. obrotu małych i średnich firm dokonuje się w lokalnej walucie. Posługiwanie się nią zapobiega wyprowadzeniu kapitału z kraju. Zielonego nie da się wytransferować za granicę. Plusem jest również to, że lokalne waluty z założenia są bezodsetkowe. Dzięki temu ten pieniądz krąży o wiele szybciej, bo przechowywanie go nie ma sensu ekonomicznego. Można też korzystać z debetów, co nie pociąga za sobą żadnych kosztów — twierdzi Dariusz Brzozowiec.

Korzyść dla regionu

Pomysł wspiera prezydent Starachowic, Marek Materek, najmłodszy włodarz miasta w Polsce.

— Lokalna waluta to przede wszystkim wsparcie dla przedsiębiorców, którzy prowadzą w naszym województwie działalność gospodarczą. Dzięki temu ich pieniądze nie wędrują do Holandii, Belgii czy Niemiec, ale są wydawane w Starachowicach. Jeżeli firma przystępuje do programu, to zachęca pracowników, żeby premie, które otrzymają w zielonych, wydali w naszych sklepach. To wzmacnia lokalną gospodarkę. Firmy, które działają na tym terenie, zyskują nowych klientów. Jeśli byłaby taka możliwość, to również urzędnikom wypłacałbym premię w zielonych — zapewnia prezydent.

Koszt wprowadzenia lokalnej waluty to prawie 1,5 mln zł. — Wchodzą w to: wynajęcie biura, pensje dla pracowników i działania marketingowe. Najwięcej kosztowało stworzenie aplikacji, bo zatrudniliśmy do tego wysokiej klasy specjalistów. Aplikacja umożliwia dostęp do setek firm, które dokonują transakcji w zielonych. Dużo też włożyliśmy własnej pracy, spotykamy się z właścicielami firm i przekonujemy ich do pomysłu. Odbyłem wiele satysfakcjonujących spotkań, doprowadziłem do podpisania ponad 100 z 280 zawartych już umów — informuje Filip Prokop.

Hotel z historią

O idei zielonych potrafi rozmawiać godzinami, ale — jak twierdzi — nie zaniedbuje przy tym codziennych obowiązków dyrektora hotelu, którym zarządza razem ze wspólnikiem Arkadiuszem Pająkiem. Biznes odziedziczyli po rodzicach.

Ryszard Prokop i Stanisław Pająk rozpoczęli budowę obiektu w 1995 r. — Kupili od miasta zdewastowany budynek, który nie cieszył się dobrą sławą. Wcześniej urzędowała w nim Służba Bezpieczeństwa, potem mieściła się tu komenda Milicji Obywatelskiej, następnie PTTK, a na końcu miejski szalet — opowiada Filip Prokop. Wspólnicy zbudowali dwupiętrowy hotel na 40 miejsc i z mieszkaniami na wynajem. Wtedy był to jedyny hotel w mieście. Korzystali z niego głównie robotnicy.

W 2000 r. został rozbudowany. Przybyły sale konferencyjne, restauracja, siłownia, zakład fryzjerski i bar nocny. W takim stanie ojcowie przekazali biznes synom, dając im wolną rękę w działaniu. Nowi właściciele zmianą wystroju wnętrz podzielili hotel na części o różnym standardzie: od turystycznej do biznesowej.

Stworzyli też strefę wellness z basenem, kilkoma saunami i grotą solną, klub nocny z kręgielnią, restaurację Atrium. Od kilku lat w hotelu można też korzystać z gabinetu spa, który współpracuje z marką Dr Irena Eris. W Senatorze zatrzymują się nie tylko biznesmeni, ale również rodziny z dziećmi, które w Góry Świętokrzyskie przyjeżdżają na wakacje. W okolicy znajdują się m.in. Muzeum Przyrody i Techniki, Park Rozrywki Bałtów, klasztor na Świętym Krzyżu i najsłynniejsza w Polsce Jaskinia Raj. Filip Prokop żartuje, że wkrótce we wszystkich tych miejscach będzie można płacić zielonymi. &

© Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MONIKA WITKOWSKA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / W zielone gramy