Wakacje z adrenaliną

Mirosław Konkel
opublikowano: 14-08-2009, 00:00

Organizatorzy incentive travel zacierają ręce. Bo w kryzysie Mazury wygrywają z Majorką.

Dzięki światowej recesji polska turystyka eventowa rośnie

Organizatorzy incentive travel zacierają ręce. Bo w kryzysie Mazury wygrywają z Majorką.

W 1910 r. Henry Ford zorganizował dla swoich najlepszych sprzedawców aut wycieczkę z Ohio do Nowego Jorku. Wydarzenie to uznaje się za początek mody na incentive travel. Wciągu stu lat podróże motywacyjne bardzo się jednak zmieniły. Początkowo chodziło przede wszystkim o zwiedzanie turystycznych atrakcji. Z czasem istotą tych wyjazdów stały się ekstremalne przeżycia, emocje i wrażenia. Takie jak lot helikopterem nad Wielkim Kanionem, przejazd samochodem Roberta Kubicy czy lekcje samby w Brazylii. Choć kryzys wymusza tańsze atrakcje — surfing na Zatoce Helskiej lub skoki spadochronowe w Piotrkowie Trybunalskim.

Krew, pot i… jacuzzi

Karol Ratyński, psycholog biznesu i trener, przekonuje, że menedżerowie i specjaliści z reguły nie lubią wypoczywać w spokoju i ciszy. Bo są to ludzie o twardych, niezłomnych charakterach, których rozsadza energia.

— Samiec alfa nie wytrzyma trwającego całe dnie leżakowania pod palmą kokosową. Musi się zmagać — z przeciwnościami losu albo z samym sobą. Dobre warunki po temu stwarza na przykład paralotniarstwo albo kajakarstwo górskie — tłumaczy szkoleniowiec.

Andrzej Borowiec, szef działu IT w jednym z warszawskich banków, jedzie we wrześniu w Bory Tucholskie. Już nie może się doczekać trwającej dwa tygodnie szkoły przetrwania, którą tam przejdzie.

— Choć od lat żyję we względnym luksusie, spartańskich warunków się nie boję. Będziemy budować szałasy, łowić ryby, polować na grubego zwierza, a nawet wcielimy się w grupę antyterrorystów — cieszy się Andrzej Borowiec.

Jednak incentive travel nie sprowadza się tylko do męskich zabaw w plenerze. Rozumieją to właściciele hoteli, pensjonatów i ośrodków wczasowych. Dlatego nie szczędzą pieniędzy na takie inwestycje, jak gabinety odnowy biologicznej, sauna, jacuzzi czy spa. Pamiętają też o klimatyzowanych salach konferencyjnych, różnej wielkości, by mogły się w nich odbywać zarówno spotkania kameralne, jak i w szerszym gronie.

— Mniej oficjalny charakter zebrań i bardziej atrakcyjny wystrój pomieszczeń pozwalają na osiągnięcie lepszych efektów biznesowych — przekonuje Małgorzata Karasiewicz, dyrektor Hotelu Wierchomla.

Jeśli nie Hawaje, to co?

W okresie prosperity firmy wysyłały kluczowych pracowników dosłownie na krańce świata. Czymś zwyczajnym były odwiedziny w afrykańskich wioskach, nurkowanie w Wielkiej Rafie czy kąpiele w przeręblach na Islandii. Kryzys jednak okroił budżety na incentive travel. Dzięki temu wiele osób na nowo odkrywa Polskę.

— Pal licho egzotyczne miejsca. Ważniejszy jest program imprezy. Lecimy na Hawaje? Świetnie, ale wielką przygodę można też przeżyć nad Bałtykiem czy w Tatrach — przekonuje Karol Ratyński.

Organizatorzy "wypoczynku z adrenaliną" stają na głowie, by "korpoludy" się nie nudziły.

— Do najbardziej pożądanych atrakcji należą: jazda wozami terenowymi lub quadami w górskim terenie, a także paintball, park linowy, wspinaczka skałkowa — wymienia Michał Tkaczyk, specjalista ds. turystyki i sportu w Hotelu Wierchomla.

A po wyczerpującym wysiłku trzeba się wzmocnić. Dlatego np. sopocki Sheraton kusi azjatycką kuchnią, dużym barem z widokiem na molo oraz piwnicą win.

Kryzys daje kopa

Światowa recesja może wręcz pomóc polskiej branży eventowej i hotelarskiej. Co do tego nie ma wątpliwości Robert Kuhn, wiceprezes Grupy TSO, która specjalizuje się w turystyce dla biznesu. Jego zdaniem rodzime firmy mają się dobrze, a mimo to raczej rezygnują z drogich imprez zagranicznych. Głównie z powodów społecznych i wizerunkowych.

— Kiedy wszyscy mówią o kryzysie i zaciskaniu pasa, po prostu nie wypada lecieć na Majorkę czy Malediwy, chyba że w interesach — twierdzi Robert Kuhn.

A gdy polski oddział mimo globalnej dekoniunktury zarabia kokosy? Nawet wtedy egzotyczne wojaże postrzegane są jako rozrzutność. I centrala koncernu, znajdująca się np. w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku, nigdy się na takie wyjazdy nie zgodzi.

— W rezultacie krajowi organizatorzy incentive travel mają więcej zleceń niż w okresie prosperity — zauważa menedżer z TSO.

Nie zmienia to jednak faktu, że nadal jesteśmy daleko za światową czołówką. A szczególnie za Azją. Tamtejsza infrastruktura hotelowa nastawiona jest na turystykę biznesową, która kwitnie zwłaszcza poza sezonem.

— Ale i polscy hotelarze są coraz bardziej świadomi, że nie da się wyżyć z dwóch wakacyjnych miesięcy. Co wzmacnia ich zainteresowanie klientami korporacyjnymi — stwierdza Robert Kuhn.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu