Wall Street na rozdrożu

Marek Wierciszewski
opublikowano: 06-08-2010, 00:00

Jeśli na giełdzie nowojorskiej cykliczność będzie nadal obowiązywać, punktu zwrotnego i początku nowej prosperity można się spodziewać dopiero w latach 2016-18

Ogromny zakres wahań indeksów w ostatnich dwóch latach oraz skala rozbieżności prognoz na przyszłość siłą rzeczy prowokują do spojrzenia na rynek z szerszej perspektywy. Trwający od przeszło dekady trend boczny na giełdzie nowojorskiej to niewątpliwie przekleństwo dla milionów Amerykanów oszczędzających w funduszach powierniczych i emerytalnych. Jednak taki trend boczny nie jest niczym nowym w stukilkudziesięcioletniej historii Wall Street.

Okresy przedłużającej się dekoniunktury gospodarczej, takie jak wielki kryzys czy stagflacja lat 70., niechybnie oznaczały chude lata dla rynku akcji. W przypadku depresji lat 30. bessa przybrała najbardziej brutalną formę w całej nowoczesnej historii finansów, w ciągu 34 miesięcy pozbawiając inwestorów 89 proc. zainwestowanego majątku. Pomijając dywidendy, na odrobienie strat Dow Jones potrzebował dwudziestu lat.

Zupełnie inny kształt przybrał okres dekoniunktury na rynku akcji w latach 70. Po tym, jak w szczycie powojennego boomu indeks w lutym 1966 r. zbliżył się na zaledwie 5 punktów do historycznej granicy 1000 pkt, rynek wszedł w długotrwały trend boczny, a wspomniana bariera pękła na dobre dopiero w 1982 roku, po 16 latach bezproduktywnej huśtawki nastrojów.

W obu przypadkach ciężkie czasy w końcu jednak przeminęły. Gdy wyceny zostały sprowadzone do historycznie niskich poziomów, a rzesze zniechęconych inwestorów opuściły rynek, powstały podwaliny pod nowy rynek byka. Licząc od dna ostatniej bessy w trendzie bocznym (odpowiednio czerwiec 1949 i sierpień 1982), Dow Jones wzrósł odpowiednio o 516 proc. w ciągu następnych 16,5 roku i o 1409 proc. w ciągu następnych 17,5 roku. Szczyty kolejnych okresów prosperity na Wall Street przypadły zatem na wrzesień 1929, luty 1966 oraz styczeń 2000 r. W pierwszym przypadku cykl trwał 36,5 roku, w drugim były to 34 lata.

Na moment narodzin trendu wzrostowego mogło mieć oczywiście wpływ wiele czynników. Skupmy się jednak na dwóch z nich. I w latach 40., i w latach 80. hossa rozpoczęła się, gdy najliczniejszą grupą w strukturze demograficznej USA była ludność w wieku 25-30 lat. Czy to przypadkowa zbieżność? Pojawienie się rzeszy nowych płatników składek do funduszy emerytalnych nie mogło nie mieć wpływu na popyt na aktywa u progu hossy rozpoczętej w latach 80. (zaledwie 8 lat wcześniej, w 1974 r. wprowadzono indywidualne konta emerytalne). Co jednak nie mniej istotne, skokowe zwiększenie dostępności siły roboczej było czynnikiem o niebagatelnym znaczeniu dla możliwości rozwoju przedsiębiorstw, stanowiąc impuls podażowy.

Jak na tym tle wygląda obecna sytuacja? Wprawdzie na rynek pracy zaczęło już wchodzić liczne pokolenie dzisiejszych 15–30-latków, jednak struktura demograficzna społeczeństwa uległa znacznemu spłaszczeniu. Z tego względu trudno określić, czy zachowała ona tak bezpośredni wpływ na rynek kapitałowy (niewątpliwie znaczny wpływ ma samo zjawisko starzenia się społeczeństwa). Choć wpływ cyklu demograficznego na cykl rynkowy mógł się osłabić, trudno na tej podstawie kwestionować działanie tego ostatniego.

Drugim, oprócz demografii, istotnym czynnikiem warunkującym nadejście nowej hossy są wyceny spó- łek. Trend boczny z lat 70. zakończył się przy wskaźnikach cena/zysk z przedziału 7-10. Aż tak tanie musiały być akcje, by móc wyrwać indeksy z inercyjnego marszu w bok. Przy dzisiejszych wskaźnikach sięgających 15 akcje nie są może rażąco drogie, ale też daleko im do poziomów mogących w najbliższych latach uzasadnić dynamiczne zwyżki. Przy założeniu utrzymania obecnych poziomów cen i wypełnieniu przez spółki prognoz analityków wskaźnik cena/zysk na koniec 2011 r. powinien spaść w okolice 11.

Przy założeniu, że obserwowana cykliczność będzie nadal obowiązywać, hipotetycznego punktu zwrotnego i początku nowej prosperity spodziewać się można pomiędzy rokiem 2016 a 2018. Następne kilka lat flauty na rynku byłoby także spójne z sytuacją fiskalną w USA. Obecnie obserwowany szybki wzrost zadłużenia rodzi obawy o przyszły wzrost podatków. Wielu obserwatorów właśnie rekordowy deficyt budżetowy uważa za przyczynę zwiększania zapasów gotówki przez przedsiębiorstwa. Do odważniejszej ekspansji prywatna konsumpcja i inwestycje mogą potrzebować wyjaśnienia ścieżki wzrostu stosunku długu do PKB, na co trzeba będzie poczekać kilka lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy