Warszawa chce wyjść ze Złotych Tarasów

Agnieszka Janas
opublikowano: 02-11-2004, 00:00

ING RE i Warszawa zgodnie realizowały inwestycję. Do czasu. Teraz władze miejskie wycofują się z projektu.

Miasto stołeczne Warszawa, mniejszościowy udziałowiec spółki Złote Tarasy, zażądało od ING Real Estate (ING RE), posiadacza 75 proc. udziałów w spółce, wykupienia jego walorów. Oznacza to konieczność wpłacenia przez ING RE 57 mln zł do kasy miasta.

To nie koniec kłopotów inwestora. Wojewódzki Sąd Administracyjny uwzględnił skargę Stowarzyszenia Przyjazne Miasto na tryb postępowania administracyjnego i uchylił pozwolenie na budowę. To efekt niedopełnienia obowiązku przez urzędnika miejskiego. Czy w tej sytuacji przyszłość projektu stanęła pod znakiem zapytania?

— Nie. Ponieśliśmy już koszty rzędu 1 mld zł. Uważam, że inwestycja Złote Tarasy odniesie sukces. Będziemy kontynuowali prace po przywróceniu pozwolenia na budowę — deklaruje Paul Trip, dyrektor generalny ING RE.

Przyczyny wystąpienia

Spółka zawiązana została w 1998 r. w celu realizacji wielofunkcyjnego centrum. Zgodnie z umową, ING RE ponosi koszty wykonania, a miasto wnosi grunt, wart — według szacunku z 1997 r. — 114 mln zł.

— Kontrakt zakłada też wykup udziałów miasta przez wspólnika. Miało to nastąpić w dniu uruchomienia centrum. Jednak miasto może w każdej chwili wystąpić z takim żądaniem. I tak się stało. Nie spodziewaliśmy się, że nastąpi to teraz, tym bardziej że wykupiliśmy już 25 proc. udziałów miasta za 57 mln zł. Prowadzimy rozmowy w tej sprawie — przyznaje Paul Trip.

Przedstawiciele władz Warszawy zwracają uwagę, że rola miasta nie polega na prowadzeniu działalności komercyjnej.

— To przekonanie legło u podstaw naszej decyzji o wyjściu ze spółki na zasadach, które będą korzystne dla miasta. Nie ma to nic wspólnego z obecną sytuacją projektu — wyjaśnia Adrian Dworzyński, przewodniczący zespołu ds. wystąpienia m.st. Warszawy ze spółki Złote Tarasy.

Dwa raporty

Nie rozwiązany jest też spór o wartość gruntów wniesionych aportem do spółki.

— Prawidłowość wyceny i zawarcia spółki potwierdzona została podczas kontroli NIK w 1999 r. Zgodnie z umową, wniesienie miało nastąpić po przedstawieniu przez ING RE potwierdzenia, że ma środki na realizację. To zabezpieczało interes miasta. Aport wniesiono w 2001 r. — mówi Wil van der Have, dyrektor zarządzający ING RE Development.

Tymczasem w stołecznej prokuraturze apelacyjnej trwa dochodzenie w sprawie wniesienia do spółki gruntu po zaniżonej cenie, czyli według szacunku z 1997 r. Według raportu NIK (styczeń 2004 r.), wartość terenu wzrosła o 80-100 proc., a to oznacza stratę miasta wysokości blisko 100 mln zł.

— W kontrakcie nie było zapisu o ponownej wycenie wartości gruntu w chwili wnoszenia aportu. Gdyby istniał, nie podpisalibyśmy porozumienia. Nie ma też klauzuli, że gdyby cena spadła — spadłyby udziały miasta. Umowa obowiązuje i będziemy ją realizować — ucina Wil van der Have.

— Chcemy zbadać rzeczywistą wartość zaangażowania miasta w spółkę. Jeśli stwierdzimy, że stan obecny jest niekorzystny dla miasta — będziemy negocjowali z ING RE zmianę. Weźmiemy pod uwagę wkład pracy spółki we wzrost wartości gruntów, choć nie tylko on spowodował wzrost. Efekty tych działań na pewno nie zwiększyły tak znacznie wartości działki. Grunty zawsze są w cenie. A miasto nie jest przeciwne inwestorowi — deklaruje Adrian Dworzyński.

Okiem eksperta

Bez paniki

Wyjaśnienie aktualnej sytuacji Zlotych Tarasów jest kwestią czasu. Zainteresowanie więc wynajmem w nich powierzchni handlowej było i jest wysokie. Obiekt ten to największy obecnie projekt w budowie w Europie Środkowej. Handlowcy zdają sobie sprawę z tego, że Złote Tarasy będą wywierały duży wpływ na zmianę zachowań i przyzwyczajeń warszawiaków. Powstaje przecież ośrodek handlu w sercu półtoramilionowego miasta — w miejscu, które mija dziennie 170 tys. ludzi. Takie położenie jest naturalną lokalizacją dla handlu. Dlatego sieci nieobecne jeszcze w Polsce podjęły decyzję, że wchodząc do kraju pierwszy sklep otworzą w Złotych Tarasach. Przedstawiciele spółek działających już w Polsce decydują się natomiast na wynajem większych niż dotychczas powierzchni lub poszerzają i urozmaicają swoje koncepcje handlowe.

Katarzyna Cetnarska, associate Cushman & Wakefield Healey & Baker

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu