Warszawa pobiera lekcje w Londynie z PPP

Izabela Tadra
opublikowano: 03-08-2009, 00:00

Warszawscy urzędnicy mają sen o partnerstwie publiczno-prywatnym. Jak go przekuć na jawę? Tego uczyli się nad Tamizą.

Warszawscy urzędnicy mają sen o partnerstwie publiczno-prywatnym. Jak go przekuć na jawę? Tego uczyli się nad Tamizą.

Warszawa ma szansę zostać prawdziwym pionierem idei i rozwiązań partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), a przy tym zupełnie zmienić oblicze. Z niedawnej wizyty w Londynie urzędnicy ratusza przywieźli notes pełen kontaktów do polonijnych i brytyjskich przedsiębiorców chcących inwestować w stolicy oraz wiedzę i doświadczenie z tamtejszych działań PPP.

— Zainteresowanie inwestorów jest naprawdę duże. Spotkaliśmy wielu chętnych, którzy są gotowi z nami budować — mówi Paweł Pawłowski, zastępca dyrektora warszawskiego Biura Obsługi Inwestorów.

Ratusz właśnie wybrał doradcę, który będzie dla niego przygotowywał analizę poprzedzającą inwestycję w Zakład Utylizacji Stałych Odpadów Komunalnych (ZUSOK). Dwuetapowe eliminacje wygrała firma Deloitte.

Za jednym zamachem

Zarówno ZUSOK, jak i pozostałe planowane przez miasto inwestycje ratusz chce zrealizować opierając się tylko na pieniądzach z funduszy europejskich i wyłożonych przez prywatnych inwestorów.

— Finansowanie pozabudżetowe tych inwestycji jest naszym celem i punktem wyjścia dla analiz. Chcemy też zrealizować je wszystkie na podstawie instrumentów PPP, czyli koncesji na roboty budowlane — mówi Paweł Pawłowski.

Miasto powoli przygotowuje się do planów modernizacji wiat przystankowych. Inwestor postawi wiaty, a będzie czerpać korzyści z umieszczonych na nich reklam.

— Wiaty chcemy wyposażyć w ekrany LCD i toalety oraz dołączyć do nich miejskie rowery. Wierzymy, że uda nam się znaleźć firmę, która będzie w stanie dostarczyć nam wszystkie te usługi za jednym zamachem — mówi Paweł Pawłowski.

Na celowniku ratusza są też parkingi podziemne. Mają one powstać m.in. na Placu Defilad i przy Emilii Plater oraz Placu Teatralnym. Zwłaszcza ta ostatnia lokalizacja ma kusić inwestorów, bo znajdują się tam resztki Marywilu, czyli zabytkowego kompleksu handlowo-usługowego z XVII w., który będzie można zrewitalizować pod okiem konserwatora zabytków.

PPP nie lubi IT

Brytyjczycy nie poskąpili urzędnikom dobrych rad.

— Na podstawie ich doświadczeń okazało się, że nie należy w ramach PPP robić inwestycji z dziedzin IT. Technologia rozwija się szalonym tempie. To, co było wczoraj nowoczesne, jutro będzie przestarzałe. Jest to szczególnie bolesne, gdy umowa z inwestorem opiewa na kilkadziesiąt lat — tłumaczy Paweł Pawłowski.

Na błędach i sukcesach innych Warszawa chce się również uczyć budowania szpitali. Tych na zasadzie PPP chce zbudować co najmniej dwa.

— Miasto nie ma takich doświadczeń, dlatego wolimy by zajął się tym komercyjny partner, który buduje kilkadziesiąt szpitali rocznie i z tego żyje. Potem będzie mógł czerpać zyski ze szpitalnego kateringu, pralni czy utylizacji odpadów — mówi Paweł Pawłowski.

Ale na to trzeba będzie jeszcze poczekać. Choćby dlatego, że kolejną lekcją, jakiej udzielili Anglicy, to nie szczędzić czasu na analizy i przygotowania.

— Plany Warszawy są interesujące, ale należy być wobec nich umiarkowanym optymistą. PPP polega na współpracy, a nie wyłącznie na przerzuceniu kosztów i odpowiedzialności na inwestora. Wyzwaniem dla stolicy będzie wypracowanie takiej formy współpracy, która przyciągnie inwestorów — mówi Michał Prochowicz z kancelarii Krassowski, doradzającej przy zamówieniach publicznych oraz zagadnieniach związanych z PPP.

I przypomina, że miastu nie uda się zupełnie uniknąć wydatków. Choćby tych na analizy przygotowawcze i doradztwo.

Izabela Tadra

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Izabela Tadra

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy