Warto być na WallStreet

Rozmawiał: Kamil Zatoński
opublikowano: 11-06-2017, 22:00

Konferencja w Karpaczu kierowana jest do drobnych inwestorów, ale nie omijają jej także przedstawiciele instytucji.

Andrzej Domański, członek zarządu Eques Investment TFI, uważa, że impreza, organizowana corocznie przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych to doskonała okazja do spotkania z ekspertami, przedstawicielami spółek i dystrybutorami funduszy.

Andrzej Domański jesienią 2016 r. zamienił Noble Funds TFI na Eques TFI, gdzie utworzył fundusz Akumulacji Majątku FIZ. Jego aktywa w kilka miesięcy urosły do około 25 mln zł. Całe towarzystwo zarządza aktywami o wartości ponad 1,5 mld zł.
Zobacz więcej

NOWE WYZWANIE:

Andrzej Domański jesienią 2016 r. zamienił Noble Funds TFI na Eques TFI, gdzie utworzył fundusz Akumulacji Majątku FIZ. Jego aktywa w kilka miesięcy urosły do około 25 mln zł. Całe towarzystwo zarządza aktywami o wartości ponad 1,5 mld zł. Marek Wiśniewski

Choć była to już 21. Konferencja WallStreet, to pan pojawił się na niej po raz pierwszy. Jak ocenia pan ją z perspektywy zarządzającego funduszem?

Andrzej Domański: Konferencja była bardzo interesująca, a większość paneli i prezentacji na wysokim poziomie. Z największym zaciekawieniem słuchałem tego, co o koniunkturze mają do powiedzenia Wojciech Białek, główny analityk CDM Pekao, a także Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adam Smitha, który mówił o wpływie ostatecznej likwidacji OFE na koniunkturę gospodarczą. Choć akurat nie ze wszystkimi poglądami profesora się zgadzam. Niektóre dyskusje prowadzono na zbyt wysokim poziomie ogólności, a znamienny był skład panelu, zatytułowanego „Lokomotywy polskiej giełdy”, w którym było aż trzech przedstawicieli spółek, kontrolowanych przez skarb państwa. Takich spółek w WIG20 też jest bardzo dużo i daje to odpowiedź na pytanie, dlaczego przez długi czas flagowy indeks odstawał od indeksów europejskich pod względem stopy zwrotu. Gdyby na naszą giełdę patrzeć przez pryzmat spółek z mWIG40, to odbiór byłby zupełnie inny. CD Projekt, Forte, Amica — to tylko przykłady kilku firm, których zarządy mają wspólny interes z moim, jako zarządzającego funduszem — by poprawiać wyniki, rosnąć i wypłacać dywidendę. Z takimi spółkami w składzie WIG20 bylibyśmy w zupełnie innym miejscu.

Czego panu zabrakło na konferencji?

Brakowało trochę części poświęconej makroekonomii, szerszego spojrzenia na gospodarkę. Choć w krótkim terminie nie ma to większego przełożenia na giełdę, to myślę, że byłoby dobrze, gdyby te zagadnienia przybliżono także inwestorom indywidualnym. Z rodzimych ekonomistów największym zaufaniem darzę Ernesta Pytlarczyka z mBanku i Marcina Mrowca z Banku Pekao.

WallStreet to okazja do spotkania z inwestorami indywidualnymi, ale także przedstawicielami spółek.

Byłem na prezentacjach m.in. Famuru, Sare, OEX i Kruka, porozmawiałem też z osobami z działu relacji inwestorskich PKO BP. Wizyta na WallStreet była dla mnie biznesowo pożyteczna także dlatego, że poznałem tam zaskakująco wielu przedstawicieli dystrybutorów funduszy. Myślę, że za rok też pojawię się w Karpaczu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu