Warto mieć mocne nerwy

Kamil Zatoński
11-09-2006, 00:00

909,3 zł — taki będzie kurs odniesienia dla praw poboru (PP) Skotanu, debiutujących dziś w notowaniach GPW. Jest jednak niemal pewne, że rzeczywisty już na otwarciu będzie odbiegać od oszacowanego przez giełdę. Tak było ze wszystkimi tegorocznymi premierami praw poboru. Co więcej, można się spodziewać, że spora grupa inwestorów zechce szybko odmrozić środki ulokowane w niepłynnym już od kwietnia instrumencie.

Dokładnie 13 kwietnia kurs Skotanu został skorygowany o teoretyczną wartość PP i od tego dnia na rachunkach inwestorów oprócz akcji figurowały prawa poboru. Tyle że — o ile pierwsze można było swobodnie sprzedać, o tyle drugie mogły cieszyć oko tylko teoretycznie. Wraz ze wzrostem kursu walorów rosła papierowa wycena praw. Już na starcie kurs akcji skoczył o 116 proc., co wywindowało teoretyczną wartość PP do 990 zł. Pod koniec kwietnia, kiedy inwestorzy płacili za walory 72,50 zł, cena PP na papierze wynosiła aż 1710 zł. Obecnie kurs jest znacznie niższy, a zniecierpliwienie inwestorów może doprowadzić do tego, że masowo pozbywać się będą akcji, by jak najszybciej odzyskać środki i zrealizować i tak już pokaźny zysk.

Taki scenariusz sprawdził się we wszystkich poprzednich tegorocznych emisjach z prawem poboru. Co jednak najciekawsze, w większości wygrywali inwestorzy, którzy postanowili wykorzystać duże dyskonto i nabywali prawa poboru. Warto więc było w okresie wyprzedaży zachować stalowe nerwy, bo w dziewięciu z czternastu przypadków (nowe akcje lub PDA Jupitera, Lubawy i Mostostalu Zabrze nie weszły jeszcze do notowań) warto było kupić prawo i wejść w nową emisję.

Z szacunków „PB” wynika, że stopa zwrotu z objętych w ten sposób walorów (i sprzedanych po średniej cenie na pierwszej sesji po wejściu PDA lub asymilacji akcji, jeśli PDA nie były notowane) okazywała się relatywnie wyższa od stopy zwrotu, jaką przyniosła inwestycja w stare papiery w okresie od zakończenia notowań PP do momentu wejścia do notowań praw do akcji lub asymilacji (jeśli PDA nie były notowane). Jeśli więc nawet kurs w tym okresie spadał (a tak było w przypadku Alchemii, Swissmedu, Fonu, Ganta i Próchnika), to strata na nowych walorach była niższa niż na starych.

Szacując bonus dla inwestorów, którzy kupili prawa poboru i papiery nowej emisji, „PB” zdyskontował stopę zwrotu z takiej inwestycji o stopę zwrotu z inwestycji w stare akcje w analogicznym okresie. Taki zabieg pozwolił oddzielić zysk, który wyjaśniają naturalne ruchy rynku, od dodatkowego, który można interpretować jako premię za brak płynności. Objęte walory dopiero po pewnym czasie od zapisu wchodzą bowiem do obrotu, istnieje więc ryzyko, że kurs starych papierów silnie wtedy spadnie, a inwestor nie będzie mógł pozbyć się nowych. Częściowo premię te objaśniać może również ryzyko niedojścia emisji do skutku. Tak osiągnięte dodatkowe zyski najwyższe były w Capital Partners (14,1 proc.), Energomontażu Północ (5,5 proc.) i NFI Piast (5,4 proc.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Warto mieć mocne nerwy