Warto mieć remedium na brak zapłaty na czas

  • Materiał partnera
opublikowano: 25-04-2019, 22:00

Rozmowa z Grzegorzem Micykiem, Head of Growth, SME Lending, Ferratum Group

Czy faktoring cichy to jedno z narzędzi zarządzania należnościami?

Grzegorz Micyk, Head of Growth, SME Lending, Ferratum Group: To jest remedium na obawy firm przed stosowaniem innych form zarządzania należnościami. Bo firmy lękają się reakcji ich kontrahentów na wieść, że stosują faktoring. Obawiają się posądzenia o kłopoty finansowe lub wprost przeciwnie — o taką niezależność, która może ośmielić kontrahentów do niepłacenia na czas. Faktoring cichy to korzystanie z finansowania zewnętrznego, ale bez konieczności informowania o tym kontrahentów.

Polska gospodarka ma się dobrze, PKB rośnie, ale większość małych i średnich firm od lat boryka się z tą samą bolączką — z utrzymaniem płynności finansowej. Jaki obraz tej sytuacji wyłania się z oficjalnych danych?

Zjawisko niepłacenia w terminie to nie jest jakaś polska specyfika. Nieodłącznie towarzyszy biznesowi, niezależnie od kraju. Warto dodać, że polscy przedsiębiorcy radzą sobie z tym problemem całkiem dobrze. Zagraniczni biznesmeni doceniają ich pracowitość i zdolność do przezwyciężania krytycznych sytuacji. Załamanie płynności finansowej często prowadzi do upadku i zamknięcia działalności gospodarczej, ale w Polsce liczba nowych firm bierze górę nad liczbą tych zamykanych. Bolączką przedsiębiorców są nie tyle opóźnione płatności, co — w o wiele większym stopniu — połączenie ich z wydłużonymi terminami płatności. Jeśli na prośbę kontrahenta taki termin sięga 60 dni, a potem zaczyna nie być dotrzymywany, to dochodzi do sytuacji, która niszczy plany przepływów finansowych i możliwości obrotu kapitałem. Wtedy firma doświadcza trudności z zapłatą poddostawcy, z zakupem materiałów czy z zamówieniem usługi, a w konsekwencji z realizacją planu sprzedaży.

Jak doświadczanie tego rodzaju trudności przekłada się na biznes prowadzony przez małych i średnich przedsiębiorców?

Za mało jest takich firm, które już na starcie poważnie biorą pod uwagę realną możliwość zderzenia się z brakiem zapłaty. Źródłem problemu jest nadmierny optymizm wyrażający się w przekonaniu, że „mnie to nie spotka”. W tym zakresie widać różnice między stosunkowo młodym, mniej doświadczonym polskim biznesem a dojrzałym, wyrafinowanym biznesem w krajach zachodnich. U nas w punkcie wyjścia często dominuje nieuzasadniony optymizm, a tam od samego początku ustawia się procedury dochodzenia należności i zatrudnia pracowników wyspecjalizowanych w prowadzeniu windykacji. To dlatego nie jest łatwo znaleźć w polskich firmach dobrze funkcjonujące procedury windykacyjne, które zakładają stały kontakt z kontrahentami i przypominanie im o zaległych należnościach. A tymczasem bywa, że firmy „testują” się nawzajem pod tym względem. Znane i opisane są przypadki, w których duże, zasobne przedsiębiorstwa zwlekają z zapłatą. W ten sposób jakby „badają” swoich kontrahentów — ich reakcje na brak zapłaty, ich procedury windykacyjne, a przez to ich jakość zarządzania biznesem. Odbierają systematyczne dochodzenie należności jako objaw zdrowia ich partnerów w biznesie. Proaktywne działanie na rzecz odzyskania zaległych należności to jeden z ważnych warunków rozwoju przedsiębiorstwa i osiągania powodzenia w biznesie.

Czy jest tak, że nadwiślańskie firmy wypracowują model biznesowy i szlifują plany sprzedażowe, a jednocześnie nie doceniają wagi zarządzania należnościami?

W Niemczech popularnym narzędziem jest dawanie kontrahentowi wyboru — zapłata za 60 dni bądź zapłata natychmiast, ale pomniejszona o opłatę sięgającą przykładowo 3 proc. W innych krajach zachodnich zauważalna jest wysoka świadomość praw, jakie przysługują przedsiębiorcom, i skłonność, by bez wahania korzystać z nich w razie potrzeby. Pod tym względem zachodni biznes góruje nad polskim. Nasi przedsiębiorcy niejednokrotnie cicho czekają na to, że kontrahent w końcu zapłaci zaległą należność. Można spotkać postawę wyrażającą się w słowach: „zamiast nękać kontrahenta telefonami i mejlami, lepiej spokojnie poczekać, bo wtedy pokazuję mu, że ma do czynienia z poważną firmą”. Niestety to jest fałszywe przekonanie. O wiele skuteczniej firma buduje wizerunek poważnego przedsiębiorstwa, gdy systematycznie i stanowczo przypomina o zaległościach płatniczych, gdy korzysta w procesie dochodzenia należności ze wsparcia kapitału zewnętrznego, gdy zna przysługujące jej prawa, umie zakomunikować je partnerom, a w razie konieczności przystąpić do ich wyegzekwowania. W Polsce przedsiębiorcy wolą unikać tej ostateczności, bo dochodzenie należności przed sądem jest bardzo czasochłonne. Warto jednak mieć świadomość, że jeśli opóźnienie w płatności przekracza 30 dni, to nie ma co dalej zwlekać — należy przekazać sprawę do e–sądu.

Co robić, gdy pieniądze nie wpływają na czas na konto i powstają zatory płatnicze? Jakie są dobre recepty?

Warto kooperować z wieloma kontrahentami. Firma, która buduje swój biznes na współpracy z 1–2 podmiotami, wystawia się na duże ryzyko. Gdy partnerzy z różnych względów nie płacą, grozi jej upadek. Pierwszym remedium jest więc większa liczba partnerów i ich dywersyfikacja. Drugim jest wdrożenie, i to od samego początku, procedur dochodzenia należności, a nawet przydzielenie konkretnym specjalistom odpowiedzialności za ich realizację, którzy w przypadku wystąpienia zaległości osobiście zwracają się do kontrahentów z przypomnieniem obowiązku zapłaty. Trzecim rozwiązaniem, którego nierzetelne firmy się obawiają, jest wpis do bazy dłużników, np. do Krajowego Rejestru Długów. Czwartym narzędziem, wciąż niedocenianym i stosowanym przez polskich przedsiębiorcóww ograniczonym zakresie, jest faktoring. To forma korzystania z zewnętrznego finansowania, która długofalowo poprawia płynność finansową przedsiębiorstwa, zabezpiecza jego zobowiązania i przychody, umożliwia ominięcie takich problemów w relacjach z kontrahentami, które mogą doprowadzić je do zerwania.

Nowe technologie uskrzydlają biznes. Czy okazują się pomocą także w obszarze zarządzania należnościami?

Oprogramowanie do zarządzania finansami poszerza możliwości oddziaływania na nierzetelnych partnerów za pomocą komunikatów generowanych automatycznie z systemu teleinformatycznego firmy. Również w ten sposób można przypominać o zbliżaniu się do terminu zapłaty czy o jego upływie. Pod względem dostępu do danych o przedsiębiorcach polskie firmy znajdują się w lepszej sytuacji niż firmy zachodnie. Nad Wisłą o wiele łatwiej jest sprawdzić kondycję finansową kontrahenta. Umożliwiają to już oficjalne rejestry danych o przedsiębiorcach.

Na czym polega faktoring cichy?

Firma wysyła fakturę jednocześnie do kontrahenta i do faktora. Od tego drugiego natychmiast otrzymuje zapłatę pomniejszoną o jego prowizję. Dzięki temu narzędziu zachowuje płynność finansową, a koszt skorzystania z usługi wlicza w koszty własne, nie narażając relacji z kontrahentem. Ma obowiązek zwrócić pieniądze faktorowi, nawet po pewnym czasie od terminu wymagalności faktury. Przedsiębiorca może korzystać z tej formy finansowania w systemie ratalnym.

Jak to narzędzie sprawdza się w praktyce? Co w tym względzie wynika z doświadczeń Ferratum Group?

Ferratum działa już w dziewięciu krajach europejskich, ale w Polsce dopiero zbiera pierwsze doświadczenia w stosowaniu faktoringu cichego. Tę formę finansowania przedsiębiorcy mogą uzyskać na 30, 60 lub 90 dni dla faktur o wartości od 4 do aż 400 tys. zł. Tak szeroki zakres wartości faktur umożliwia także większym i dojrzalszym firmom korzystanie z tego narzędzia w celu zdynamizowania kluczowych funkcji biznesowych i wzmocnienia własnej pozycji konkurencyjnej na rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Krzysztof Polak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu