Warto zejść na ziemię

PO nie rozumie premiera, Samoobrona zapewnia o monolicie koalicji, a rynek zastanawia się, czy i kiedy premier poda się do dymisji.

Warto zejść na ziemię

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 28-06-2006, 00:00

PO nie rozumie premiera, Samoobrona zapewnia o monolicie koalicji, a rynek zastanawia się, czy i kiedy premier poda się do dymisji.

Premier Kazimierz Marcinkiewicz zaapelował wczoraj na antenie Polskiego Radia do opozycji o wzniesienie się ponad podziałami i współpracę w kwestiach gospodarczych. Wymienił podatki, ustawę o finansach publicznych i ustawę o swobodzie działalności gospodarczej.

— Kazimierz Marcinkiewicz zapędził się w kozi róg działań socjotechnicznych. Nie rozumiem tego apelu — premier ma większość koalicyjną, powinien być spokojny o losy przedkładanych przez rząd ustaw. Inaczej rozumiem demokrację — komentuje Hanna Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca PO.

Krzysztof Filipek z Samoobrony nie widzi problemu.

— Sprawy podatków czy finansów publicznych wymagają merytorycznej, rzeczowej współpracy, a nie tylko krytycznej postawy opozycji — tłumaczy.

Przyznaje jednak, że Samoobrona ma odmienne od rządu zdanie na temat np. 50-procentowego uzysku dla twórców.

— Jednak żadnych pęknięć w koalicji nie ma — zapewnia.

Opozycja ma inne zdanie. Podobnie jak część ekonomistów. Piotr Kalisz z Banku Handlowego zwraca uwagę na pojawiające się od dłuższego czasu sygnały o konflikcie między premierem i jego politycznym zapleczem.

— Odejście Zyty Gilowskiej może stać się katalizatorem dalszych napięć i prowadzić do osłabienia, a nawet rezygnacji premiera. Nastąpiłaby ona najprawdopodobniej po wakacjach. To jednak tylko jeden z możliwych scenariuszy — zastrzega Piotr Kalisz.

Analitycy obawiają się, że jego realizacja odbiłaby się negatywnie na rynkach finansowych.

 

Reakcja na apel premiera o konstruktywną współpracę

- Dobre propozycje koalicji na pewno zostaną przez nas poparte. Jeśli rząd przygotuje dobry budżet, zaproponuje kompleksowe pakiety ustaw podatkowych, przedstawi pomysły na zmniejszenie bezrobocia czy propozycje usprawnienia uzyskiwania środków z UE — usiądziemy i będziemy rozmawiać. Są obszary, gdzie jesteśmy w stanie prowadzić dialog, a nie potępiać w czambuł tego, co wymyśli koalicja. Nie możemy jednak popierać budżetu, znając tylko jego założenia, czy podatków, gdy nie znamy ostatecznych rozstrzygnięć. Ten apel to gest rozpaczy wynikający z postawy Samoobrony, która szantażuje PiS. To dowód rozbicia i konfliku wewnątrz koalicji i samego PiS. Zmiana tracącego wpływy premiera, jest nieunikniona, być może nastąpi już za kilka miesięcy.

Zbigniew Chlebowski, Platforma Obywatelska

- To co się dzieje w MF przechodzi wszelkie wyobrażenia, mamy trzeciego ministra finansów i nie wiadomo, czy będzie chciał realizować politykę Zyty Gilowskiej. Nie widzę potrzeby poparcia apelu. Rząd przyjął propozycję odebrania twórcom kosztów uzyskania przychodu, a teraz się z tego wycofuje. Nie możemy patrzeć na proponowany przez rząd pakiet zmian, który nawet nie trafił do komisji. Mamy zapowiedzi, a nie ma żadnych projektów, prywatyzacja nie przebiega zgodnie z planem, brakuje konkretnych propozycji, a kredyt zaufania kiedyś się kończy. Będziemy poważnie odpowiadać na poważne apele. Jeśli premier zacznie poważnie traktować gospodarkę, wtedy my też potraktujemy go poważnie. W obecnej sytuacji apel premiera poważny nie jest.

Anita Błochowiak, Sojusz Lewicy Demokratycznej

- Nie będziemy popierać rządowych pomysłów w ciemno. Musimy je poznać. Owszem, jesteśmy w opozycji, ale ważne projekty ustaw, dobre dla gospodarki, poprzemy. Dziś jednak trudno o nich mówić, bo ich nie znamy. Dyskusji, także wewnątrz Rady Ministrów, mieliśmy wiele, ale potem okazywało się, że nie ma na nie zgody albo że rząd się z projektów wycofuje. Poczekajmy, zobaczymy, jakie propozycje zostaną przedstawione.

Kwestia zastąpienia Kazimierza Marcinkiewicza przez Jarosława Kaczyńskiego jest czysto hipotetyczna. Nie sądzę, by do tego doszło, gdy absolutnym liderem w rankingach poparcia społecznego jest urzędujący premier. Nie sądzę, by prezes PiS chciał doprowadzić do sytuacji, która skończyłaby się źle dla jego formacji.

Jarosław Kalinowski, Polskie Stronnictwo Ludowe

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane