Wciąż czekamy na twarde dno

Expander
21-10-2008, 10:40

Nasza giełda pozostaje pod wpływem nastawienia negatywnego nastawienia do aktywów z naszego regionu.

Jest ono związane ze spekulacjami, że Węgry podążą śladem Islandii i staną na skraju bankructwa. To spowodowało, że w poniedziałek węgierskie akcje jako jedyne na świecie traciły. Nie pozwoliło to na odbicie na warszawskim parkiecie. Przełożyło się też na kolejny wzrost rentowności naszych obligacji i rozciągnięcie premii za ryzyko inwestowania w nie do najwyższego poziomu od początków 2005 r. To wynik nie tylko złego nastawienia do aktywów z naszego regionu, ale szerzej do aktywów z rynków wschodzących. Widać, że coraz mocniej odczuwają kłopoty globalnej gospodarki.

Wzrost PKB w Chinach w III kwartale zmniejszył się do 9%, najniższego poziomu od 2003 r., a w Indiach nieoczekiwanie zdecydowano się na cięcie stóp procentowych, by wspomóc gospodarkę. Stopy spadły z 9% do 8% mimo że inflacja przekracza 11%. Mamy też inne skutki zwalniania gospodarek na świecie. Deficyt budżetowy w Wielkiej Brytanii przez 6 miesięcy od marca do września sięgnął 37,6 mld funtów, najwięcej od 1946 r., czyli początku zbierania takich danych. Analitycy nie mają już wątpliwości, że również przyszły rok będzie bardzo trudny. Specjaliści z Deutsche Banku zapowiadają na 2009 r. 1,1% spadku PKB dla Grupy G-7 (USA, Japonia, Wielka Brytania, Francja, Kanada, Włochy, Niemcy). Będzie to największy spadek od Wielkiej Depresji. Światowa gospodarka ma wzrosnąć o zaledwie 1,2% wobec 3,2% w tym roku.

Słabe perspektywy gospodarcze skłoniły Bena Bernanke do wezwania do przygotowania planu pomocy gospodarce. Wsparcie fiskalne miałoby przede wszystkim być nakierowane na pomoc w dostępie do kredytu dla konsumentów, kupujących domy i dla biznesu. W tym można upatrywać przyczyn wczorajszej silnej zwyżki na amerykańskiej giełdzie. Korzystnie wypadły też wskaźniki wyprzedzające koniunktury, które we wrześniu w porównaniu z sierpniem poprawiły się. Natomiast w skali roku wciąż notują znaczny spadek. Lepszy od oczekiwanego wynik był pochodną wzrostu podaży pieniądza. To zaś można wiązać z działaniami poprawiającymi płynność na rynkach finansowych. W sumie więc z tych danych raczej nie płynie zbyt optymistyczny przekaz. Pewnie też dziś mało kto takiego oczekuje. Natomiast głównym pytaniem jest na ile słabe perspektywy gospodarcze odzwierciedlone już zostały w cenach akcji, a na ile jeszcze nie. Sądząc po wciąż wysokich wycenach amerykańskich spółek wciąż jeszcze jest miejsce na dostosowanie cen akcji do kiepskich warunków makroekonomicznych. Stąd czekamy na test poziomów 777-800 pkt przez S&P 500. Dopiero tam upatrywalibyśmy możliwości utworzenia twardszego dna. Wczorajszego wzrostu ze względu na bardzo niskie obroty na amerykańskiej giełdzie nie traktujemy „poważnie”. Dla naszej giełdy wsparciem jest 28,5 tys. dla WIG. Trudności z oddaleniem się od niego sugerują, że warszawski parkiet trwalszego dołka będzie szukać niżej.

Katarzyna Siwek, Expander

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Expander

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Wciąż czekamy na twarde dno