Lukka Przemysława Powalacza

27-07-2017, 22:00

Prezes firmy Geberit Polska odczuwa deficyt biernego wypoczynku: czytania, niespiesznego poznawania lokalnej kultury i obyczajów... Właśnie tak można odpoczywać w Lukce.

Wielu uważa Lukkę za jedno z najpiękniejszych miast Włoch. Mnie urzekła ze względu na klimat, świetne położenie i to, że mimo przepięknej średniowiecznej zabudowy nie jest pełna turystów. A poza takim — powiedzmy — nieinwazyjnym charakterem miasta — jest tam jeszcze… wspaniała muzyka.

Przez wieki. Lukka jest bardzo starym miastem, założonym przez Etrusków. W drugim wieku p.n.e. stała się rzymską kolonią. To miejsce znaczących wydarzeń historycznych, np. w 56 roku p.n.e. Juliusz Cezar, Pompejusz i Krassus podpisali tu triumwirat. Bogactwo miasta początkowo budowano na rolnictwie i produkcji oliwy z oliwek, później rozwinęło się rzemiosło. Prowincja Lukka kwitła dzięki handlowi. Ciekawy epizod to początek XIX wieku, kiedy Napoleon Bonaparte ustanowił swoją siostrę księżniczką Lukki.

To przede wszystkim miasto ciekawe, o spójnej, bardzo dobrze zachowanej architekturze historycznej, z wąskimi uliczkami, podcieniami, placami i kamiennymi wieżami. Z kilkoma bardzo starymi zabytkami mającymi grubo ponad tysiąc lat. Na przykład Piazza dell’Anfiteatro — miejsce antycznego rzymskiego amfiteatru. Lukka nie narzuca się jakimś konkretnym zabytkiem,tak jak to jest z Pizą, do której ciągną tłumy, by zobaczyć wieżę. W Lukce każdy plac, każda ulica ma swój klimat, swój charakter. Piazza San Michele z majestatycznym kościołem Michele in Foro zbudowanym w miejscu dawnego rzymskiego forum. Niesamowite wrażenie robi wielopoziomowa kolumnowa fasada. Albo Piazza San Martino z romańską katedrą. Jej front zdobią trzy kolumnowe loggie, które nigdy nie zostały wykończone. W środku znajduje się XIII-wieczny pomnik św. Marcina, dzielącego się swoim płaszczem z żebrakiem. Można też zobaczyć najświętszą relikwię Lukki — Volto Santo, drewniany posąg Jezusa ukrzyżowanego (we wrześniu mieszkańcy ubierają rzeźbę w królewskie szaty i odbywają uroczystą procesję). Albo bazylika San Frediano, którą wzniesiono w VII wieku, a w XIII wieku kościół został podwyższony i otrzymał wspaniałą bizantyjską mozaikę „Wniebowstąpienie”. Nad miastem góruje średniowieczna wieża Torre Guinigi. Z jej dachu, na którym rośnie siedem wielowiekowych dębów, roztacza się fantastyczna panorama miasta. W XIV wieku powstało tu 250 takich budowli, ale nie przetrwały do dziś.

Kwintesencja Włoch. Lukka ma świetne położenie tuż przy autostradzie A11, w pobliżu rozjazdu na Viareggio. Zaledwie 30 kilometrów od Wybrzeża Liguryjskiego. W okolicy jest sporo uzdrowisk. 60 kilometrów do Florencji, godzina jazdy do Sieny, również godzina do San Gimigliano (gdzie znajdziemy najlepsze gelato, czyli lody, na świecie) czy do Volterry i dwadzieścia kilka kilometrów do Pizy. Lukka ma ogromny potencjał, ale wciąż nie jest jeszcze tym okładkowym, katalogowym kierunkiem. Ukryta w cieniu blichtru Florencji i Sieny, ma w sobie włoskie piękno i spokój, którego brakuje w najpopularniejszych miejscach turystycznych. Jednym z większych atutów Lukki są otaczające miasto mury obronne z okresu renesansu, o kilkumetrowej grubości, mieszczące na górze ponad czterokilometrowy deptak. Można nim obejść miasto, podziwiając je z góry, albo zafundować sobie np. niecodzienną poranną przebieżkę.

W Lukce zdecydowana większość sklepów na starym mieście znajduje się we wnętrzach zabytkowych kamienic, często nawet okna nie zostały zmodyfikowane. Idzie się uliczkami brukowanymi przed kilkuset laty, wchodzi do budynku sprzed wieków, a w środku nowoczesny sklep. Najbardziej lubię odwiedzać księgarnię Mondadori na Via Roma (otwartą aż do północy). Miasto i okolice widzę jako doskonałą bazę wypadową do zwiedzania Toskanii. Zazwyczaj zatrzymujemy się w jednym z niewielkich parkowych hoteli na obrzeżach miasta. W promieniu kilku kilometrów od Lukki nie ma tkanki miejskiej, mamy dokoła zieleń i czujemy, że jesteśmy na jednym z toskańskich pagórków. Ale o krok mamy Lukkę, gdzie z racji jej mniejszej popularności wśród turystów można łatwiej znaleźć m.in. bardzo przyzwoity lokal gastronomiczny. Mamy jeden ulubiony — Giglio na Piazza del Giglio. Z absolutnie świetną kuchnią. Jesteśmy tam już stałymi i co bardzo miłe — rozpoznawanymi i zawsze serdecznie witanymi klientami.

W Giglio karta dań jest krótka i zmienia się co roku. W tym sezonie najczęściej wybieraliśmy na primo piatto, pierwsze danie, tagliatelle z hibiskusem i cytryną (wybitny aromat) oraz aglio oglio con pepperoncino z kalmarami. Przepyszne! Moja młodsza córka Julia parę lat temu zamówiła pastę z buratą (rodzaj mozzarelli), w której się zakochała i chociaż rok później nie było jej już w karcie, poprosiliśmy o zrobienie tego dania specjalnie dla Julii. Rok temu również. Szef kuchni wyszedł do nas na salę i z wdziękiem oświadczył, że nie ma problemu. W Giglio w sezonie trzeba zarezerwować stolik znacznie wcześniej.

Letni festiwal. Koncerty w ramach Lucca Summer Festival odbywają się na Piazza Napoleone. To urokliwy plac otoczony platanami, gdzie na czas występów ustawia się krzesła. Na środku placu stoi statua, a na niej pomnik. Z niespotykaną w innych miejscach fantazją wokół statui zorganizowano lożę VIP. W tzw. sekcji statua jest podest i można sobie siedzieć pod pomnikiem, idealnie naprzeciw sceny, mając ją dokładnie na wysokości oczu. Jest tam kilkadziesiąt miejsc, oczywiście najdroższych. Festiwal w Lukce w tym roku obchodzi dwudziestolecie. Koncerty odbywają się od czerwca do pierwszych dni sierpnia, co kilka dni. W tym roku wystąpili m.in. Ennio Morricone, Erykah Badu, Lauryn Hill, Green Day, Robbie Williams, Pet Shop Boys i oczywiście muzycy włoscy. Sporo artystów, m.in. wymienione wcześniej panie, koncertowało w tym roku także na kultowym festiwalu jazzowym w Montreux, co daje obraz klasy tych muzyków. Festiwal w Lukce jest atrakcyjny ze względu na różnorodność artystów i urodę miejsca. Koncerty zorganizowano w scenerii zabytkowych kamieniczek. Towarzyszy im niepowtarzalna atmosfera. Piękne jest również to, że muzykę można połączyć z rytuałem kulinarnym. Wracając z koncertu Ennio Morricone tuż przed północą, widzieliśmy, że dopiero sprzątano w restauracji. Okazało się, że niektórzy rezerwowali w Giglio stoliki na zewnątrz już tygodnie przed startem festiwalu, by słuchać muzyki przy jedzeniu. Koncert Ennio Morricone był wyjątkowy. Większość filmowych hitów — z „Misji” czy z „Dawno temu w Ameryce” — kończyła się owacją na stojąco. Dało się odczuć wielki respekt dla kompozytora, szacunek dla artysty, który stworzył własną kategorię w historii współczesnej muzyki. A teraz po Oskarze za „Nienawistną ósemkę” po wykonaniu utworu z tej ścieżki dźwiękowej równie entuzjastycznie reagowali ludzie młodzi.

Miasto muzyki. Kiedy szliśmy na występ Ennio Morricone, w jednym z kościołów trwał koncert pieśni. Fragmentu posłuchaliśmy, stojąc na ulicy, zachwyceni śpiewem. Występy muzyczne odbywają się regularnie w kościołach. Od połowy marca do połowy listopada w San Giovanni, a zimą od połowy listopada do połowy marca w Muzeum Katedralnym. Letni Operowy Festiwal Pucciniego organizowany jest nad Jeziorem Massaciuccoli około 25 km od Lukki, obok willi, gdzie kompozytor tworzył swoje dzieła. To z Lukki pochodzi Giacomo Puccini — urodził się w 1858 r. w kamienicy przy Via Poggio nr 30, gdzie dziś mieści się muzeum poświęcone artyście. Przed jego domem jest mały placyk, na którym śpiewacy operowi organizują „spotkania śpiewające”. Byłem świadkiem tych śpiewów w sierpniu ubiegłego roku. Takich kameralnych imprez nie ma zbyt wiele w najpopularniejszych miastach turystycznych. Cenię Lukkę również za to, że będąc tam, znajduję się w niebanalnym historycznym otoczeniu, w którym są organizowane ciekawe wydarzenia — uczestnicząc w nich, nie jestem przytłoczony tłumem turystów. Niewielkie hoteliki, kameralne, nastrojowe miejsca do wypoczynku. Zabytki i życie kulturalne. Bliskość innych ośrodków i morza (plaż). Ale bez turystycznego zgiełku. Bez biletów wstępu i kolejek co krok. To miejsce, gdzie można przysiąść w kafejce na starym metalowym krzesełku, z gazetą w ręku. Gdzie stare rzeczy żyją swoim życiem. Można powiedzieć, że Lukka jest trochę... hipsterska.

Przemysław Powalacz

Prezes Geberitu Polska. W latach 2008-15 prezes Sanitecu Koło i starszy wiceprezes Grupy Sanitec. Członek rad nadzorczych, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Absolwent SGH oraz programu MBA UW & University of Illinois. Ukończył także kilka programów menedżerskich, m.in. w INSEAD, London Business School, HEC i Harvard Business School.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DANUTA HERNIK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Lukka Przemysława Powalacza