Węgiel na własnym garnuszku

Barbara Warpechowska
opublikowano: 04-12-2007, 00:00

Jeden szyb. Maszyna wyciągowa. Waga i 180 górników. Pierwsza w Polsce prywatna kopalnia Siltech wybiera resztki złoża w Zabrzu.

Zabrze-Biskupice. Najstarsza dzielnica miasta. Poprzednio byłam tutaj ponad 20 lat temu. Wszystko wygląda podobnie, ale jakby bardziej zapyziałe i opustoszałe. Widok przywołuje kadry z filmu „Ostatni seans filmowy” Petera Bogdanovicha. Pusty plac autobusowy, z którego kiedyś po każdej szychcie odjeżdżały co chwilę autobusy z górnikami. Wiatr rozwiewa po nim jakieś śmieci. Straszy ciszą. Przychodnia zdrowia, jednopiętrowe ceglane domy wymagają pilnego remontu. Nawet bar piwny, tętniący kiedyś życiem, świeci pustką.

Coś z przeszłości zostało. Z metalowej konstrukcji wita ten sam napis: „Kopalnia Węgla Kamiennego Pstrowski”. Niczym duch, bo od lat jej nie ma. Później w jej miejsce powołano Zakład Wydobywczy Surowców Mineralnych Jadwiga. Miał istnieć 20 lat, ale po kilku latach zaprzestano wydobycia.

W dawnym budynku dyrekcji kopalni Pstrowski mieści się Bytomska Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Ma sprzedać, co się da z pokopalnianego majątku. Kilka metrów dalej szary, niepozorny budynek. Na parterze kilka pomieszczeń zajmuje prywatna kopalnia Siltech.

Piętnastu odważnych

W połowie 2001 r. kilka śląskich firm oraz osób prywatnych utworzyło konsorcjum i powołało spółkę Siltech. Udziałowcami zostali m.in. Zakład Robót Górniczych Mysłowice, spółki: Demex, Bis, Terma Dom oraz Poch. 15 chętnych, którzy uwierzyli w powodzenie prywatnej kopalni. Inicjatorem i organizatorem przedsięwzięcia był Jan Chojnacki, do 1999 r. dyrektor zlikwidowanego ZWSM Jadwiga. Częściowo z jego budynków korzysta nowy zakład. Także złoża węgla zlokalizowane są w byłym obszarze górniczym kopalni. Chojnacki uważa, że Jadwigę zamknięto zbyt pochopnie.

— Dawała dochód i mimo chwilowych kłopotów finansowych miała całkiem niezłe perspektywy. Wydobycie blisko 1,8 tys. ton i zatrudnienie niespełna 450 osób. Plany nie zostały zrealizowane, bo polityka zakładała ograniczenie wydobycia. Dlatego sam spróbowałem. Dzięki przychylności władz, zastrzegam, że nie SLD-owskich [Chojnacki należy do SLD, przez kilka kadencji był posłem tego ugrupowania — przyp. B.W.], bo rozmawiałem z wicepremierem Januszem Steinhoffem i wiceministrem Andrzejem Karbownikiem, udało mi się uzyskać koncesję — przekonuje Chojnacki.

Na Śląsk przyjechał w 1961 r. Tutaj miał za darmo internat, a w szkole górniczej uczniowie otrzymywali pieniądze. Dzięki temu mógł pomóc mamie i trojgu młodszego rodzeństwa. Potem skończył wieczorowe technikum i studia na Politechnice Śląskiej. W górnictwie przepracował 43 lata.

— Siltech może się kojarzyć z silną techniką. Ale kupiliśmy spółkę o tej nazwie i tak zostało. Proszę mi wierzyć, „ch” na końcu nie pochodzi od mojego nazwiska — śmieje się Chojnacki.

Uruchomienie kopalni kosztowało około 2,5 mln zł. Pieniądze dali udziałowcy. Przeznaczono je m.in. na urządzenia i przygotowania do wydobycia. 24 czerwca 2002 r. na powierzchnię wyjechała pierwsza tona węgla.

Małe sobie poradzi

Na ścianie gabinetu prezesa wiszą mapy z zaznaczonymi obszarami górniczymi. Na większej narysowany obszar Jadwigi — ponad 60 km kw. Znacznie mniejsza pokazuje 8 km kw. Siltechu. Według Chojnackiego atutem kopalni jest jej wielkość. Mniejszy zakład łatwiej przystosowuje się do warunków konkurencji. Złośliwi w branży mówią, że w porównaniu z innymi kopalniami Siltech to trochę większy biedaszyb. Wydobywa od 180 do 200 tys. ton rocznie, a średnia kopalnia państwowa około 2,6 mln ton rocznie.

Cezary Kasperek, kierownik ruchu w Siltechu, od 1971 r. pracował w kopalni Pstrowski. Zaczynał w niej od stanowiska stażysty i przeszedł wszystkie szczeble kariery aż do kierownika ruchu.

— W Pstrowskim dotarcie do niektórych oddziałów zajmowało górnikom nawet godzinę. W Siltechu wystarczy 10 minut na pokonanie tysiąca metrów. Podobnie z głębokością. Tam schodziliśmy nawet na 1230 m, tutaj wydobywamy węgiel z pokładu 380 metrów. Dzięki temu, że pracujemy płycej, nie ma zagrożeń metanowych, pożarowych oraz tąpaniami. Również temperatura jest niższa — porównuje Kasperek.

Prezes Chojnacki zjeżdża na dół przynajmniej raz w tygodniu.

— Pod ziemią stosujemy ten sam reżim, co zakłady państwowe. Kopalnia to dół, na górze są tylko liczby — podkreśla Chojnacki.

Jaka praca, taka płaca

Zapewnia, że pracownicy są wyposażeni w aparaty ucieczkowe, nowoczesne lampy, standardową odzież roboczą. Poza tym stosują wszelkie zabezpieczenia — tamy zaporowe, urządzenia rejestrujące i sygnalizujące. Wydobycie prowadzą za pomocą kombajnów chodnikowych. Każdy pracownik jest ubezpieczony i dodatkowo ma wykupioną polisę w innej firmie.

Jan Chojnacki wyznaje kilka prostych zasad, m.in. taka płaca, jaka praca. Jednak najważniejsza z nich mówi o tym, żeby firma wychodziła na swoje, a ludzie byli zadowoleni.

W Siltechu nie ma Karty Górnika, ale zarobki, jak przekonuje prezes, nie odstają zbytnio od pensji w państwowych kopalniach. Firma ma fundusz socjalny, dzięki któremu realizuje niektóre świadczenia, np. paczki okolicznościowe dla dzieci pracowników (Mikołaj, Dzień Dziecka itp.), świąteczne bony towarowe, wczasy pod gruszą czy zapomogi.

Jeśli finanse pozwalają, pracownicy mogą liczyć na dodatkową nagrodę roczną. Ubiegłoroczny zysk na to pozwolił. Średnia nagroda wyniosła blisko 1,4 tys. zł na rękę. Ale nie ma równego dzielenia.

— Nie można tak samo traktować pracownika, który często korzysta ze zwolnień lekarskich, i tego, który nie choruje. O nagrodzie decyduje głównie wydajność pracy — zapewnia Chojnacki.

Węgiel z Siltechu ma bardzo dobre parametry. W kopalni nie ma zakładu przeróbczego, co obniża koszty wydobycia. Kupców nie brakuje. 46 odbiorców płaci o parę złotych mniej niż na przykład w Kompanii Węglowej.

— Mamy płynność finansową, regulujemy wszystkie zobowiązania wobec budżetu i dostawców towarów — mówi prezes.

Chojnacki nie chwali się jednak zyskiem. Zapewnia, że to, co zarobią, inwestują w rozwój.

Siltech otrzymał koncesję na siedem lat. W przyznanych mu złożach zalega około dwóch milionów ton węgla. W pobliżu są inne złoża. Chojnacki rozpoczął starania o wydłużenie obecnej oraz o nową koncesję na pobliski obszar górniczy. Liczy, że ich uzyskanie umożliwi wydobycie przez najbliższe 15 lat. n

Maniak kina

Peter Bogdanovich urodził się w rodzinie serbskich emigrantów uciekających przed nazizmem do Ameryki. Jego matka była Żydówką. „Ostatni seans filmowy”, obraz prowincjonalnej Ameryki, krytycy uznają za arcydzieło. Z ośmiu nominacji do Oscara otrzymał dwa za role drugoplanowe dla Cloris Leachman i Bena Johnsona. Wyreżyserował również „Maskę”, historię chłopca z tzw. chorobą lwa z Cherr w roli głównej. Popularnością cieszył się „Papierowy księżyc”, cierpka komedia z czasów wielkiego kryzysu z oscarową rolą 10-letniej Tatum O’Neal, grającej u boku ojca Ryana. Reżyser stał się też bohaterem skandalu, kiedy zazdrosny mąż zamordował gwiazdę „Playboya” Dorothy Stratten, m.in. z powodu romansu z Bogdanovichem.

Im głębiej, tym cieplej

W kopalni, poza akcją ratowniczą, nie wolno pracować przy temperaturze powyżej 33 st. Przy 28-33 st. dniówka górnika trwa do 6 godz. Poniżej 28 st. wynosi 7,5 godz. Specjaliści z Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach podają, że w ostatnich 15 latach średnia głębokość eksploatacji wzrosła o blisko 120 m, a wraz z nią temperatura o 3,6 st.

Liczby Siltechu

800

ton Tyle węgla na dobę wydobywa Siltech, co daje od 180 do 200 tys. ton rocznie.

204

osoby Tylu pracowników zatrudnia kopalnia, w tym 16 w administracji.

2,5

tys. zł netto Tyle wynosi średnia miesięczna płaca w kopalni Siltech.

Najsłynniejszy przodownik

Zlikwidowana kopalnia w Zabrzu imię zawdzięczała Wincentemu Pstrowskiemu (1904-48), górnikowi i rębaczowi dołowemu. Pracując na emigracji, wstąpił do Komunistycznej — Partii Belgii, a po powrocie do Polskiej Partii Robotniczej. 27 lipca 1947 r. w liście otwartym do górników wezwał ich do współzawodnictwa pracy i przekraczania norm: „Od maja ubiegłego roku pracuję jako rębacz na kopalni Jadwiga w Zabrzu. W lutym br. wykonałem normę 240 proc., wyrąbując 72,5 m chodnika. W kwietniu wykonałem normę 293 proc., wyrąbując 85 m chodnika. W maju dałem 270 proc., wyrąbując 78 m. Kto wyrąbie więcej niż ja?”. Wierzył, że rywalizacja przyspieszy odbudowę zniszczonego kraju. Inicjatywę przypłacił życiem. Zmarł na białaczkę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy