Węgierski BUX poprawia szczyty hossy, a WIG20 śpi

(Artur Szymański)
opublikowano: 17-01-2005, 16:54

Poniedziałek był już ósmym dniem z rzędu nudnej konsolidacji. WIG20 pozostaje na tym samym poziomie od sesji czwartkowej. Wczoraj indeks zanotował kosmetyczny wzrost o 0,18 proc. Kolejna sesja na przeczekanie przeszła do historii.

Poniedziałek był już ósmym dniem z rzędu nudnej konsolidacji. WIG20 pozostaje na tym samym poziomie od sesji czwartkowej. Wczoraj indeks zanotował kosmetyczny wzrost o 0,18 proc. Kolejna sesja na przeczekanie przeszła do historii.

Warszawscy inwestorzy tęsknym okiem wypatrują powrotu kapitału zachodniego. Ten jednak mocno angażuje się na razie na Węgrzech, Warszawę odkładając na później. Poniedziałek przyniósł ponad 1,5-proc. wzrost budapeszteńskiego BUX-a, zaś w ciągu pięciu ostatnich sesji wzrósł on aż o 6,5 proc. W tym samym czasie WIG20 zyskał zaledwie 0,2 proc. Kontrast widać jak na dłoni. Tylko zagranica będzie w stanie doprowadzić do znaczącego ruchu w górę i poprawienia szczytu z 3 grudnia.

Krajowi inwestorzy mają pewne problemy nawet z utrzymaniem rynku na obecnym poziomie, udaje się to ostatkiem sił. Jeśli szybko nie dostaną wsparcia ze strony zachodnich spekulantów, to dojdzie do wybicia w dół z wąskiego przedziału konsolidacji. Kto wie czy zachodni kapitał właśnie nie czeka aż naszym inwestorom puszczą nerwy i zaczną wyprzedawać akcje największych spółek GPW… Mogliby wówczas skupować je po niższej cenie, a dopiero później położyć na rynku duży popyt windujący kursy.

Prędzej czy później zagranica pojawi się w Warszawie, a będzie temu towarzyszyć spadająca wartość węgierskiego indeksu. Środki z realizowanych zysków na Węgrzech posłużą do rozgrzania rynku polskiego. Nie raz tak już bywało i pewnie wielokrotnie ten sprawdzony scenariusz będzie się powtarzał. Doświadczenie uczy, że terminu ataku kapitału zachodniego nie da się przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem. Pozostaje więc czekać, a tylko najwięksi ryzykanci mogą pokusić się o uprzedzenie napływu kolejnej fali hossy.

W poniedziałek po raz kolejny spadła aktywność inwestorów. Na całym rynku handel podsumowano na około 330 mln zł, podczas gdy w piątek były o 100 mln zł wyższe. Od czwartku zaś, gdy wyniosły 680 mln, zaangażowanie graczy spadło o połowę. Coraz więcej inwestorów zaczyna tracić orientację i nie mogąc podjąć decyzji, nie robi po prostu nic. Przy coraz płytszym rynku łatwiej nim sterować, co duzi inwestorzy mogą łatwo wykorzystać. Wywołanie małej paniki nie powinno być problemem, o ile przyjdzie im na to ochota.

Z największych spółek słabo w ciągu dnia zachowywały się PKO BP, PKN Orlen i Telekomunikacja Polska tracące po 1 proc. Przed końcem dwie ostatnie wyciągnęły jednak na zero, a bank zyskał nawet 0,4 proc. Potaniały nieco BRE Bank i BPH, ten drugi przy sporym obrocie. Szósty dzień z kolei stracił na wartości Polimex-Mostostal Siedlce. Podrożały natomiast mniejsze komponenty WIG20 – ponad 1-proc. zwyżki zanotowały Orbis, Computerland, Stalexport, Kety, GTC oraz Agora, której ponad 1-mld przychody w 2004 r. włączyły ją do elitarnego grona miliarderów.

Na szerokim rynku wystrzelił kurs Sanwilu. Notowania poszły w górę o 24,5 proc. przy dużych jak na nią obrotach 8,5 mln zł, po dzisiejszym splicie akcji w stosunku 1 na 30. Po podziale walorów zostanie podwyższony kapitału, spółka chce wyemitować od 25 mln do 75 mln nowych walorów. Prospekt do końca miesiąca ma trafić do KPWiG. AS

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Artur Szymański)

Polecane