Weterynarz potęgą jest - i basta

Adam Sofuł
opublikowano: 04-03-2008, 00:00

Do niedawna postrach w branży mięsnej siali rosyjscy weterynarze. Ich polscy koledzy postanowili, że nie będą gorsi. Udało im się ustrzelić całkiem niezłą zachodniopomorską firmę wędliniarską. Wygląda na to, że skutecznie.

Weterynarze, rzecz jasna, działali zgodnie z prawem. Polskim i unijnym. Mieli podejrzenia, stwierdzili uchybienia w dokumentacji, więc mieli prawo wstrzymać produkcję w firmie. Sęk w tym, że nie mieli dowodów, bo o takie trudno. Mimo braku dowodów ponad setka ludzi może trafić na bruk. Można zrozumieć służby weterynaryjne — to było głośne masowe zatrucie, ale skoro nie udało się złapać winnego, zrozumiałe, że przyszpilili jakiegoś podejrzanego. Może nawet najbardziej.

Problemem nie jest decyzja weterynarzy. Problemem jest to, że mają oni aż tak wielką władzę, że po latach zapalania przez kolejne rządy zielonego światła dla przedsiębiorczości, przeciętny przedsiębiorca nie ma najmniejszych szans w starciu z administracyjną machiną. Opisywany dziś w „Pulsie” przypadek Rol-Bancu można śmiało zadedykować politykom od lat bredzącym o dobrodziejstwie jednego okienka. Przypadek ów pokazuje, jak wielkim szaleństwem będzie musiał wykazać się Janusz Palikot, by zakoń- czyć prace swej komisji sukcesem. Bo firma wędliniarska zapewne nie jest zupełnie bez winy, jeśli chodzi o braki w dokumentacji — ale nie zmienia to faktu, że jak tysiące innych przedsiębiorstw — dla urzędników jest z założenia podejrzanym, a nie partnerem.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy