Wiara w niemożliwe

Michał Mizera
25-03-2011, 00:00

Dla wielu wciąż córka swoich rodziców. Ale wybija się na samodzielność. Odpowiada za Och-Teatr. Właśnie wprowadza na afisz legendarny musical "The Rocky Horror Show". I gra, intensywnie gra. Szykuje się do roli w sztuce Witkacego. Oczywiście na własnej scenie.

"Business Class": Och-Teatr ma już ponad rok. Co z tej perspektywy ocenia pani jako sukces? Co się nie udało?

Maria Seweryn: Udało się stworzyć miejsce, które już jest znaczącym punktem na kulturalnej mapie Warszawy, jest rozpoznawalne, nie tylko jako teatr, ale też scena muzyczna. Udało się przeprowadzić półroczny projekt edukacyjny, który spotkał się z dużym zainteresowaniem publiczności. No i udało się kilka premier, z których jesteśmy bardzo zadowoleni. W tym kilka debiutów aktorskich i reżyserskich. A porażki? Chciałabym, żeby Och-Teatr stał się miejscem, gdzie można wpadać od rana do nocy, jest tu internet i kawa. Wydawało mi się, że to będzie bardzo łatwe, od świtu zapełnić teatr ludźmi, którzy będą ciekawi go od środka: tu jacyś aktorzy próbują, tu ktoś wnosi dekoracje. To jeszcze przed nami. Popełniamy błędy, ale uczymy się na nich i idziemy do przodu.

Och-Teatr ma nietypową przestrzeń do gry. Łatwiej tu chyba zorganizować koncert niż przedstawienie teatralne.

Ten świat muzyczny to było dla mnie odkrycie, nie znałam go wcześniej od kulis i to także zawdzięczam Och-Teatrowi. Wspaniałe koncerty odbyły się do tej pory! A przestrzeń wymaga po prostu innych środków, jest inna niż tradycyjna. Ale czy trudniejsza? Nie ma się gdzie w niej ukryć, nie da się stanąć plecami do widza, nie ma grania frontalnego. Ale też, tak jak scena klasyczna, ma swoje wymagania i żelazne zasady. Niewątpliwie ta scena to wyzwanie.

Lada chwila odbędzie się premiera musicalu "The Rocky Horror Show". Karkołomny pomysł jak na prywatny teatr!

Tak dużego przedsięwzięcia jeszcze nie było w naszej Fundacji. Oczywiście poza samą budową teatru. Podwójna obsada, wyłoniona w prawie półrocznym castingu. Szukaliśmy najlepszych z najlepszych i to się udało. Wszyscy są dyspozycyjni przez półtora miesiąca, bowiem chcemy zagrać 38 spektakli pod rząd, co — jak na teatr repertuarowy — jest pewnym eksperymentem i wyzwaniem. Dla nas to organizacyjny test, ciekawi jesteśmy efektów. Oszczędzamy, co prawda, na zmianach dekoracji i świateł, ale… Zupełnie inaczej planowana jest też promocja. Po paru latach dorobiliśmy się pierwszej dużej siatki reklamowej przy Alejach Jerozolimskich. Ogromna ilość sprzętu, mikroportów — to wszystko w tej skali jest dla nas nowością i ogromnym ryzykiem. Ale to jest też tytuł, który nas porwał od razu i o którym myśleliśmy od dawna.

A może to po prostu sposób na podreperowanie kasy, zwłaszcza po zeszłorocznej żałobie?

Teatr stanął na nogi już w sierpniu ubiegłego roku. Sala była pełna, pękała w szwach po premierach późnowiosennych i teraz mamy wielu widzów, nie użalamy się. Proszę pamiętać, że repertuar planujemy na dwa, trzy lata do przodu. A na ratowanie Och-Teatru po wydarzeniach kwietniowych powstała spontanicznie i w bardzo krótkim czasie przede wszystkim "Biała bluzka", monodram mojej mamy. To mój ulubiony spektakl w Och-Teatrze, stał się prawdziwą lokomotywą tego miejsca. Och-Teatr nie istniałby bez Krystyny Jandy.

Nie tylko pilnuje pani repertuaru, ale też wszelkich remontów. Co jeszcze zostało do zrobienia?

Wentylacja. Przystosowanie budynku po dawnym kinie do naszych potrzeb było gigantyczną pracą i wiązało się z ogromnymi wydatkami. Ale nie wszystko udało się zrobić. Okazało się, że wentylacja grawitacyjna w dawnym kinie zupełnie nie wystarcza. Rok temu, w lipcu, przy dużych upałach zdarzyło się nam parę omdleń na widowni, a mama po "Białej bluzce" była niemal znoszona ze sceny. Na szczęście znalazł się sponsor, który nam pomoże w uruchomieniu wentylacji. Dobrze byłoby jeszcze wymienić drzwi, wyremontować garderoby, bo tam przez 50 lat było mieszkanie, przejęliśmy je w bardzo niedobrym stanie, w dwa dni przekształcając trzy przejściowe pokoje na garderobę. Najważniejsze, że zrobiliśmy dach i że już nie będzie kapać nam na głowy.

Łatwo dzisiaj pozyskać sponsorów na działalność teatru?

Teatr Polonia ma partnera strategicznego, firmę Axa, która daje nam poczucie bezpieczeństwa. Och-Teatr dotąd nie ma, niestety, takiego mecenasa, ale szukamy go i jesteśmy w trakcie obiecujących rozmów. To jest dość trudne, przegrywamy ze sportem w przedbiegach, zwłaszcza w obliczu Euro 2012. Na szczęście są z nami blisko sponsorzy, tacy jak Knauf, Daikin, Para Paints, Roca, Kan, TTW Opex czy Vogel Noot, którzy pomagali nam przy budowaniu Polonii i są z nami przy remoncie Och-Teatru. Bez nich nie dalibyśmy rady. Robią to z sympatii do nas i do mojej mamy. Mam nadzieję, że jest to także prestiż i satysfakcja dla nich. To jest jednak zawsze z ich strony gest dobrej woli. Na pewno bardzo ważne jest, czy prezes firmy lubi teatr, czy nie. Ci, którzy z nami są, to także nasi najwierniejsi widzowie. Po prostu.

A miasto i ministerstwo nie pomagają?

Nie działalibyśmy, gdyby nie pomoc miasta i ministerstwa, startujemy regularnie w konkursach i zdobywamy granty. Ale i tak wciąż się zastanawiamy, czy damy radę dłużej funkcjonować w obecnych warunkach, z wiecznym nożem na gardle. W maju zeszłego roku byliśmy bliscy zamknięcia. Wciąż szukamy sposobów na uniknięcie tak drastycznych sytuacji.

Jednym z kluczy do powodzenia jest urozmaicony repertuar.

Ale to nie wystarcza. Zwłaszcza że nie wybieramy tytułów tylko pod kątem zarobku, bo samo zarabianie nas nie interesuje. W momencie, w którym myślelibyśmy wyłącznie o pieniądzach, stracilibyśmy poczucie sensu. A nie muszę tłumaczyć, że przy trudniejszych tekstach z frekwencją bywa różnie. Mimo że bardzo się staramy, żeby każdy mógł do nas przyjść: mamy bardzo zróżnicowane ceny biletów, raczej nie przekraczamy 80 zł, poza dwoma czy trzema tytułami. A wejściówki są po 25 zł, w zasadzie na miejsca siedzące, choć najczęściej z boku widowni.

Wciąż jednak proponujecie nowości, już zapowiada pani "W małym dworku" Witkacego.

I to w reżyserii Anny Augustynowicz. Bardzo się cieszę na tę premierę, nie tylko dlatego, że to mój ukochany tekst i że mam zagrać Widmo, ale także z powodu bardzo dobrej obsady, którą udało się nam zgromadzić. Uważam też za niezwykle ciekawe to, że taki reżyser jak Anna Augustynowicz wchodzi do teatru prywatnego. To może być pewien impuls dla środowiska. W kwietniu zaczynamy próby, premiera w połowie czerwca, na otwarcie nowego sezonu w Och-Teatrze. A jesienią rezerwujemy czas dla Teatru Montownia i Piotra Cieplaka.

A nie brakuje pani tego szalonego działania w grupach niezależnych? Sporo fajnych rzeczy pani tam zrobiła!

Brakuje. Ale też wierzę w to, że życie składa się z pewnych etapów, może więc przyjdzie znowu taki moment, że będę mogła wrócić do niezależnych, szalonych eksperymentów. Z drugiej strony — mam też silne poczucie, że nie poradziłabym sobie w Och-Teatrze, gdyby nie tamte offowe doświadczenia. Dały mi wiarę, że pasja, pracowitość, zapał, konsekwencja, determinacja muszą przynieść efekty. Gdybym po szkole teatralnej poszła na spokojny etat i nie poszukiwała, to dzisiaj nie dałabym rady. Nie wierzyłabym w niemożliwe. l

Maria Seweryn

Aktorka i reżyserka

Aktorka filmowa i teatralna, członek zarządu Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury. Występowała m.in. w spektaklach Piotra Łazarkiewicza, Anny Augustynowicz, Krzysztofa Warlikowskiego, Przemysława Wojcieszka. Można ją oglądać w spektaklach Teatru Polonia i Och-Teatru: "Metoda", "Bóg", "Dowód", "Koza albo kim jest Sylwia?", "Darkroom", "Trzy siostry", "Lament na placu Konstytucji", "Kobiety w sytuacji krytycznej". Wyreżyserowała spektakl "Zaświaty, czyli czy pies ma duszę?". Sporo tego… Terminy na

www.teatrpolonia.pl.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Wiara w niemożliwe