Wiatraki i zasilacze są lepsze

Kamil Kosiński
opublikowano: 12-05-2010, 00:00

Producenci komputerów starają się, by zużywały jak najmniej energii. Kolejne generacje serwerów są więc coraz tańsze w eksploatacji.

Nie tylko procesory decydują o energooszczędności serwerów

Producenci komputerów starają się, by zużywały jak najmniej energii. Kolejne generacje serwerów są więc coraz tańsze w eksploatacji.

Pod względem zużycia energii 15 serwerom z 2005 r. odpowiada zaledwie jeden tej samej klasy z 2010 r. Ale jeśli wziąć pod uwagę rok 2006 r., to współczynnik ten wynosi już tylko pięć do jednego.

— W 2006 roku energooszczędność serwerów bardzo się zwiększyła. Wiązało się to z wprowadzeniem technologii wielordzeniowej do serwerowych procesorów Intela. To zaś pociągnęło za sobą zmniejszenie zapotrzebowania na prąd przez pamięci. Jeśli elementy obliczeniowe potrzebują mniej energii, to producenci serwerów mogą w nich stosować słabsze zasilacze i systemy chłodzenia — tłumaczy Marcin Wesołowski, menedżer ds. produktów korporacyjnych w polskim oddziale Della.

Wiatraków przybywa

Nie wszystkie jednak energooszczędne rozwiązania stosowane w serwerach są wypadkową tego, co robią producenci procesorów. Firmy, które na skalę przemysłową montują komputery, także wnoszą swój wkład w energooszczędność serwerów. Stosowane przez nie innowacje pochodzą czasem z tak odległych od IT dziedzin życia, że mało kto by się tego spodziewał.

— Aby uzyskać jak największą wydajność, kształt skrzydełek naszych wentylatorów opracowali inżynierowie Boeinga — chwali się Marcin Wesołowski.

Liczy się też miejsce zamontowania wentylatorów.

— Odchodzi się od tego, że jeden lub dwa wentylatory chłodzą cały serwer. Wentylatorów w serwerze może być nawet 10. Są nakierowane na newralgiczne elementy, jak procesor, pamięć, dysk twardy, i włączają się niezależnie od siebie. Nie ma sensu chłodzenie elementu, którego temperatura nie zagraża jego pracy. Wentylator też przecież pracuje na prąd — opowiada Romuald Pacek z Hewlett-Packard Polska.

By takie wybiórcze chłodzenie było możliwe, producenci serwerów rezygnują ze stosowania standardowych płyt głównych dostarczanych przez producentów procesorów lub przez firmy niezależne. Samodzielnie opracowana płyta główna umożliwia zamontowanie na niej czujników monitorujących ciepło poszczególnych układów. W jednym serwerze może ich być ponad 30 i w połączeniu z odpowiednim umieszczeniem wiatraków dają zamierzony przez producenta efekt.

— Układ elementów na płycie głównej zaprojektowanej przez producenta serwera jest zoptymalizowany pod kątem konkretnej konstrukcji i inny niż na uniwersalnych płytach dostępnych dla składaczy. Projekt i sposób montażu płyty głównej jest też ściśle związany z kształtem obudowy i rozmieszczeniem znajdujących się w niej elementów — tłumaczy Adam Dyszkiewicz, odpowiedzialny za serwery x86 w Fujitsu Technology Solutions.

Przykładem może być prowadzenie kabli przy krawędziach obudowy lub zastępowanie ich elementami drukowanymi na płycie głównej. Ułatwia to obsługę serwera, bo aby wymienić jakiś element, nie trzeba przedzierać się przez plątaninę bezładnie zwisających kabli. Ale wygoda obsługi to nie wszystko.

— Takich rozwiązań nie wprowadza się dla wygody serwisu. Podstawowy powód to eliminacja zaburzeń w prze- pływie powietrza w maszynie, a co za tym idzie — zwiększenie efektywności chłodzenia — mówi Adam Dyszkiewicz.

Potencjał zasilaczy

Przez kilka lat zwiększyła się też sprawność energetyczna zasilaczy. Najlepsze mają ją na poziomie ponad 90 proc., czyli tylko niespełna 10 proc. prądu zużywanego przez serwer bezpowrotnie się traci. Najsprawniejsze zasilacze nie trafiają jednak do wszystkich serwerów, nawet w firmach, które je w swoich maszynach wykorzystują. Niektóre firmy montują je tylko w wybranych rodzinach maszyn, inne traktują jako opcję, którą można wykorzystać w każdym lub niemal każdym serwerze. Oczywiście, za odpowiednią opłatą.

Mając możliwość wyboru zasilacza serwerowego, należy się zastanowić nad jego mocą. Przyjmuje się, że zasilacz jest najbardziej efektywny, gdy serwer wykorzystuje około 60 proc. swojej mocy obliczeniowej. Ale wiele zainstalowanych w serwerowniach maszyn nawet nie zbliża się do tego poziomu. Dlatego nadmiar zasilaczy, traktowany jako zabezpieczenie w razie awarii, stała się również częścią koncepcji Green IT.

— Zmniejsza się moce zasilaczy, by zagwarantować, że przy typowym obciążeniu serwera będą pracowały z optymalną sprawnością energetyczną. Może się jednak zdarzyć, że w razie awarii jednego zasilacza w serwerze w pełni obciążonym zadaniami obliczeniowymi moc dostarczana przez drugi będzie za mała. Wtedy układ zarządzający automatycznie obniży zużycie energii poszczególnych elementów, zapewniając stabilną pracę do czasu przywrócenia pełnego zasilania — wyjaśnia Adam Dyszkiewicz.

Montowane w płytach głównych czujniki, podobne do monitorujących ciepło, mogą też wyłączać przepływ prądu przez puste gniazda pamięci i kart PCI. Oszczędność niewielka, ale zważywszy, że serwery pracują z reguły przez całą dobę, być może warto ją rozważyć. Szczególnie w starszych serwerach.

— W wielkich firmach ekonomia skali sprawia, że koszty energetyczne serwerów są bardzo dobrze liczone. Raczej nie wykorzystuje się tam modeli starszych niż sprzed czterech lat. Ale w sektorze publicznym i w średnich firmach około 60 proc. serwerów ma więcej niż pięć lat, a więc ich wymiana na nowsze jest najbardziej opłacalna — zachęca Marcin Wesołowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy