Wiatrakom jest pod wiatr

AJ
opublikowano: 26-11-2009, 00:00

Polska nie wykorzystuje potencjału wiatrowego. Budowę elektrowni utrudnia biurokracja.

Polska nie wykorzystuje potencjału wiatrowego. Budowę elektrowni utrudnia biurokracja.

We wrześniu 2009 r. elektrownie wiatrowe w Polsce miały moc 666 MW. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej szacuje, że w 2020 r. zapotrzebowanie rynku na taką energię wyniesie aż 11-14 GW. Potencjał jest zatem duży. Budowę nowych farm blokuje jednak biurokracja.

— Wielu inwestorów zagranicznych przyglądało się polskiemu rynkowi, ale zraziły ich bariery prawne. Przed rozpoczęciem budowy inwestor potrzebuje wielu dokumentów, m.in. potwierdzenia zgodności z planem zagospodarowania od gminy, pozwolenia na postawienie masztów od Urzędu Lotnictwa Cywilnego, decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach inwestycji i ekspertyzy o wpływie przyłączenia farmy na krajowy system energetyczny — wylicza Wojciech Sztuba z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Dlatego przygotowania do budowy się wydłużają.

— 80 proc. inwestorów branżowych deklaruje, że trwały ponad trzy lata — mówi Marcin Krakowiak z firmy doradczej TPH Horwath.

Firmy znalazły jednak sposób na obejście trudności.

— Zagraniczni inwestorzy kupują gotowe spółki, które wcześniej postarały się o wszystkie pozwolenia. Są one dla nich cenne, ale to nie rozwiązuje problemu — mówi Wojciech Sztuba.

Nowe inwestycje wstrzymuje także mechanizm wydawania pozwoleń na przyłączenie do krajowej sieci energetycznej.

— Firma która je otrzyma, bezpłatnie rezerwuje moce na dwa lata. Doprowadziło to do zablokowania systemu przez potencjalnych inwestorów, którzy wcale nie muszą zrealizować przedstawionych planów — tłumaczy Wojciech Sztuba.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu