Wielki błękit i ego

AGNIESZKA RODOWICZ
25-08-2016, 22:00

Podczas nurkowania na zatrzymanym oddechu można zanurzyć się w siebie, zatrzymać się, poobserwować swoje ciało i myśli. Agata Bogusz, rekordzistka Polski we freedivingu, wykorzystuje ten sport jako metodę pracy terapeutycznej i coachingowej.

W latach 50. panowało przekonanie, że nieprzekraczalną granicą, na jaką może zanurkować człowiek na jednym oddechu, jest 50 metrów. Jacques Mayol, słynny francuski freediver, którego życie było inspiracją filmu „Wielki błękit”, w 1976 r. jako pierwszy sięgnął 100 metrów. Dziś rekord wynosi 214 m i podejmuje się próby osiągnięcia 300 m! A maksymalny czas przebywania pod wodą bez oddychania wynosi już prawie 12 minut. Agata Bogusz jest w stanie wstrzymać oddech na 6 minut.

Zobacz więcej

Agata Bogusz ARC

Zen pod wodą

Z wykształcenia jest planistką przestrzenną, ale przez lata pracowała w reklamie. Była specjalistką od mediów społecznościowych. Lubi pracować z ludźmi, była więc w tym dobra. Świetna też była w nurkowaniu. Już jako nastolatka schodziła bez sprzętu na 20 metrów. Potem nurkowała z akwalungiem.

— W 2008 r. podczas wakacji w Egipcie poznałam czeskiego freedivera, który pokazał mi, na czym polega nurkowanie na zatrzymanym oddechu. Używa się do niego w zasadzie tylko własnych płuc. Przydatne, choć niekonieczne, mogą być: skafander, maska i fajka oraz długie płetwy — opowiada Agata Bogusz. Zaczęła schodzić pod wodę pod okiem Czecha i od początku osiągała znaczne głębokości. Rok później pojechała na swoje pierwsze zawody i ustanowiła trzy rekordy Polski: 55 metrów w stałym balaście w płetwach (zawodnik schodzi pod wodę i wynurza się jednakowo obciążony przy pomocy płetw), 36 m w stałym balaście bez płetw i 51 m we free immersion (zejście w dół po linie bez używania płetw).

Głębokość i wzrastające z każdym metrem ciśnienie wciągnęły ją najbardziej. Są też inne freedivingowe konkurencje, które praktykuje się na basenie: statyka, w której zawodnik leżąc na wodzie wstrzymuje jak najdłużej oddech, oraz dynamika, gdy freediverzy starają się przepłynąć pod wodą jak najdłuższy dystans z pomocą płetw lub bez nich.

Agata Bogusz jest w stanie pokonać 150 m w płetwach i 100 m bez nich, ale za basenowymi konkurencjami nie przepada. Woli nurkować na otwartych wodach. Dotarła w nich na głębokość ponad 70 m. Przy okazji odkryła, że freediving poza świetną zabawą przynosi jej dodatkowe korzyści.

— Wcześniej miałam duże trudności z opanowaniem stresu. Trudne sytuacje odbijały się bardzo niekorzystnie na moim zdrowiu. Psychicznym i fizycznym. Zauważyłam, że po nurkowaniu jestem bardzo rozluźniona, zrelaksowana i ten stan utrzymuje się długo — mówi Agata Bogusz. Jak to możliwe? Pozostawanie pod wodą bez możliwości zaczerpnięcia oddechu musi być stresujące. — Z jednej strony tak, ale z drugiej, żeby wytrzymać dłużej pod wodą, trzeba zapanować nad ciałem. By je kontrolować, trzeba z kolei kontrolować umysł — wyjaśnia freediverka. Bo to on generuje myśli, wywołujące stres: „Nie umiem, nie dam rady, boję się, nie poradzę sobie.”

— Freediving pozwolił mi uwolnić się od stresu. Zaczęłam zauważać reakcje ciała, zwiastującego jego nadejście i nauczyłam się w świadomy sposób rozluźniać — mówi Agata Bogusz. Gwarancją dobrego nurkowania jest też wyciszenie się, skupienie na „tu i teraz”. Przez regularne treningi można nauczyć ciało wchodzić w ten stan w kilka sekund. Tętno spada, głowa uwalnia się od natrętnych myśli, odpuszcza napięcie. — To było jak magia. Podobne efekty osiągają osoby praktykujące wiele lat medytację. Freediving przyniósł mi je zdecydowanie szybciej — twierdzi freediverka.

Baza na Bali

Odkrycie „efektów ubocznych” freedivingu spowodowało, że postanowiła podzielić się doświadczeniami i zostać instruktorką tego sportu. Dzisiaj ma najwyższe uprawnienia i jako jedyna w Polsce może prowadzić kursy nie tylko dla adeptów, ale i instruktorów freedivingu. W 2011 r. założyła też Bluego — firmę organizującą szkolenia, kursy i wyjazdy nurkowe. Kupiła trochę sprzętu, laptop, samochód, żeby dojeżdżać w miejsca, gdzie organizowała szkolenia. Zrobiła stronę internetową. Zainwestowała w sumie około 20 tysięcy złotych. Wciąż pracowała w reklamie, ale miała do tego coraz mniej serca.

— Dwa lata temu w czasie wakacji w Grecji zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę chciałabym w życiu robić? Co jest dla mnie najważniejsze? Stwierdziłam, że tą nadrzędną wartością jest pomaganie innym — mówi Agata Bogusz. Konsekwencją tego odkrycia była rezygnacja z pracy w agencji reklamowej i wybór kolejnych studiów. Psychologii, o której już kiedyś myślała. Miała też pomysł, żeby połączyć fachową wiedzę psychologiczną z efektami, jakie daje freediving. Kiedy przygotowywała się do egzaminów na koniec drugiego semestru, wpadło jej w oko ogłoszenie. Na Bali potrzebny był instruktor freedivingu. W pierwszej chwili odsunęła myśl o wyjeździe. Ale ogłoszenie nie dawało jej spokoju.

— Po kilku dniach postanowiłam napisać i sprawdzić, jakie są warunki posady. I czy mogłabym na pół roku przerwać studia — wspomina freediverka. Oferta pracy w bazie była atrakcyjna, a wzięcie urlopu dziekańskiego na pół roku bezproblemowe. Dokończyła semestr i w 2015 r. poleciała na Bali. Na miejscu okazało się, że potrzebny jest nie tylko instruktor, ale i menedżer bazy. Podjęła się obu zadań. Potem dostała pozwolenie na pracę, z czterech miesięcy zrobiło się osiem i tak Agata jest na wyspie do dziś. A wraz z nią Bluego, które tam oferuje kursy i treningi freedivingowe. Dla osób indywidualnych i firm.

Empatia i zaufanie

— Freediving to sport z jednej strony bardzo indywidualny, bo to, co dzieje się pod wodą, dzieje się głównie w głowie nurkującego. Z drugiej strony bardzo partnerski. Bo nie możemy pod wodą nic zrobić, jeśli nie mamy osoby, która nas asekuruje. Nawet na basenie — wyjaśnia Agata Bogusz. Obecność i zaufanie do partnera gwarantuje nie tylko bezpieczeństwo nurkującemu, ale też daje mu możliwość skupienia się na sobie, relaksu, rozluźnienia. Wspólne nurkowanie zmusza też partnerów do uruchomienia w sobie wysokiego poziomu empatii, by wczuć się w emocje drugiej osoby. Asystent ma za zadanie z jednej strony pomóc nurkującemu zrelaksować się podczas wstrzymywania oddechu, ale też wesprzeć go w wytrwaniu pod wodą i przesunięciu swoich limitów.

— To tworzy bardzo silną relację, opartą na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu, którą można kontynuować na płaszczyźnie zawodowej, biznesowej — mówi freediverka. Stąd pomysł szkoleń dla współpracowników i partnerów biznesowych. Dużo łatwiej nawiązać też kontakt z ciałem, gdy liczba bodźców jest ograniczona. A wejście pod wodę je redukuje. Na dodatek sytuacja zmusza nurkującego do pogłębienia kontaktu ze sobą.

— Dlatego kolejną naszą propozycją są unikalne na skalę światową warsztaty, wykorzystujące elementy freedivingu w procesie terapeutycznym — mówi Agata Bogusz.

Instruktorka freedivingu i współpracujące z nią psychoterapeutka i coach pomogą uczestnikom poznać i przekroczyć swoje ograniczenia, pozbyć się negatywnych przekonań na temat samego siebie, swojego ciała, seksualności, świata i swoich możliwości. Warsztaty połączą nowoczesne formy pracy coachingowej w grupie, pracy z oddechem i relaksacją z elementami freedivingu, jakimi są deprywacja sensoryczna i praktyka uważności.

— Z tego, co wiem, jesteśmy pionierkami tej metody. Opracowałyśmy ją na podstawie własnych doświadczeń życiowych i umiejętności zawodowych — mówi Agata Bogusz. W pierwszej edycji warsztaty dostępne będą tylko dla kobiet.

— Do Polski na stałe chyba już nie wrócę. Na południu Europy, w Azji lub Ameryce Środkowej szukam miejsca na własny ośrodek, w którym będą prowadzone zarówno szkolenia z freedivingu, jak i warsztaty rozwojowe i terapeutyczne, wykorzystujące najnowocześniejsze metody psychoterapeutyczne — w tym wodę i pracę z oddechem jako znaczące części procesu — zapowiada Agata Bogusz.

Rozgląda się właśnie za partnerem biznesowym, dzięki któremu będzie mogła zrealizować marzenie. I przymierza się do udziału w kolejnych zawodach, zmotywowana dobrymi wynikami i odnowionymi rekordami Polski, osiągniętymi podczas startów w maju na Filipinach. Planuje przekraczanie kolejnych granic. Głębokości i swoich własnych. Ale w sposób bezpieczny, z szacunkiem dla ciała i umysłu. Bo naczelna zasada freedivingu, która znakomicie sprawdza się w życiu i biznesie, brzmi: Nic na siłę. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA RODOWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Wielki błękit i ego