Wielkie pieniądze bez wielkiej polityki

  • Anna Pronińska
29-10-2013, 00:00

Z analizy prezydenckiego doradcy wynika, że przynależność partyjna nie ma wpływu na podział kasy z regionalnych programów operacyjnych. W samorządach zawrzało

Partia rządzi, partia dzieli? — takie pytanie zadał sobie profesor Paweł Swianiewicz, doradca prezydenta ds. samorządów. Żeby sprawdzić, jakie czynniki rzeczywiście decydują o przyznaniu unijnych dotacji, zbadał alokację pieniędzy z regionalnych programów operacyjnych (RPO) w dziesięciu województwach.

Przynależność polityczna lub jej brak nie mają większego znaczenia przy zdobywaniu dotacji — twierdzi Paweł Swianiewicz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Część samorządowców nie zgadza się z tym stwierdzeniem.
[FOT. WM]
Zobacz więcej

Przynależność polityczna lub jej brak nie mają większego znaczenia przy zdobywaniu dotacji — twierdzi Paweł Swianiewicz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Część samorządowców nie zgadza się z tym stwierdzeniem. [FOT. WM]

Twarde dane kontra mity

Chodzi o ogromne pieniądze. W nowej perspektywie unijnej z RPO do podziału będzie 28 mld EUR, czyli o 11 mld EUR więcej niż w obecnej. Część z nich trafi do samorządów lub ich jednostek zależnych.

„Przekonanie o wpływie przynależności partyjnej na decyzje alokacyjne jest dość szeroko rozpowszechnione w opinii publicznej, a podsycane przez jednostkowe doniesienia medialne. Warto zatem sprawdzić empiryczne istnienie owej zależności, choćby po to, by móc przeciwstawić twarde dane popularnym mitom funkcjonującym w świadomości społecznej” — opisuje w raporcie przygotowanym dla pisma „Wspólnota” prof. Paweł Swianiewicz.

Jego zdaniem, przynależność partyjna władz samorządowych gminy ma nikłe znaczenie dla alokacji funduszy z RPO. Z kilku powodów. Po pierwsze, odsetek bezpartyjnych wójtów/burmistrzów jest bardzo wysoki (78 proc. w kadencji 2010-14), co już pokazuje, że przynależność partyjna nie może być istotnym czynnikiem przy podziale pieniędzy. Po drugie, minimalnie wyższe dotacje otrzymały gminy rządzone przez osoby, które nie identyfikują się z żadną partią.

„Faktem jest, że włodarze należący do partii opozycyjnych w stosunku do koalicji rządzącej na poziomie województwa otrzymywali dla swoich gmin nieco mniejsze od przeciętnych dotacje, ale różnica w tym zakresie jest minimalna” — zaznacza Paweł Swianiewicz. Po trzecie, wśród samorządów, które nie otrzymały żadnej dotacji, najczęściej są gminy rządzone przez polityków z koalicji wojewódzkiej. Gminy opozycyjne natomiast bez żadnej dotacji występują najrzadziej.

Zamożny z plecami może więcej

Z raportu „Wspólnoty” wynika, że o otrzymaniu dotacji przez samorządy decydują głównie jakość składanych wniosków i aktywność władz samorządowych. Jest jednak wiele czynników, które również mogą zwiększyć lub zmniejszyć szanse na sukces. Ważna jest wielkość samorządu i zasobność jego budżetu. Zamożnej gminie łatwiej jest zmobilizować wkład własny, uzyskać kredyt i zatrudnić wyspecjalizowanych pracowników. Nie bez znaczenia są też: doświadczenie związane ze zdobywaniem dotacji oraz posiadanie „swoich ludzi” głównie w zarządzie województwa. Analizy wykazały, że nawet jeśli nie spełnia się tych warunków, to władze województwa na ogół starają się, by i tak każdemu samorządowi coś z dotacji skapnęło.

Nic się nie zmieni

Ekspert zastrzega, że przypadki rozdawania pieniędzy z klucza politycznego się zdarzały, ale „zapewne były sporadyczne i w skali dziesięciu objętych analizą województw nie przekładają się na uchwytne statystycznie prawidłowości dotyczące rozkładu dotacji”.

— Polska samorządowa lokalnie nie jest partyjną Polską — podsumowywał podczas XI Forum Kapitału i Finansów Paweł Swianiewicz. Część samorządowców ma podobne zdanie. — Decydowała jakość naszych wniosków, a nie to, że premier, minister transportu i marszałek województwa są z PO — mówi Teresa Blacharska, skarbnik Gdańska.

Zenon Szczepankowski, starosta przasnyski, którego powiat wyróżnił się wysoką skutecznością (per capita) w zdobywaniu unijnych pieniędzy, zapewnia, że samorząd nigdy nie miał w zarządzie województwa swojego przedstawiciela.

— Początkowo polityki przy podziale pieniędzy unijnych nie było widać, ale im bliżej wyborów, tym bardziej widać nutkę subiektywizmu — uważa Robert Perkowski, burmistrz podwarszawskich Ząbek. Są samorządowcy, którzy zupełnie nie zgadzają się z wnioskami prof. Swianiewicza.

— Z naszej dotychczasowej praktyki wynika, że wpływ polityki na podział unijnej i rządowej kasy jest ogromny. Najlepszy przykład, że zarząd województwa legalnie może zmienić kolejność na liście rankingowej opracowanej przez ekspertów albo ponaciskać na ekspertów. Nagle może okazać się, że projekt, który był na siódmym miejscu, wskakuje na drugie — pewnie dlatego, że gmina była rządzona przez „właściwych” ludzi.

Znam przypadki zmiany barw politycznych przez samorządowców — tylko po to, by zwiększyć szanse na uzyskanie dotacji. Nie łudźmy się. Jeśli wahadło polityczne wychyli się w drugą stronę, nic się nie zmieni. I pewnie nie jest to tylko polska przypadłość — mówi samorządowiec, który zastrzega anonimowość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz, Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Wielkie pieniądze bez wielkiej polityki