WIG20 popłynie z piątą falą. Tak mówi teoria

Kamil Zatoński
opublikowano: 27-04-2009, 00:00

Optymiści mają podstawy, by liczyć

na kontynuację zwyżki na GPW. Jeśli ufają Elliottowi

Teoria fal Elliotta ma tylu zwolenników, ilu przeciwników. Rzadko jednak przystaje ona do wydarzeń na warszawskiej giełdzie tak dobrze, jak w ostatnich, udanych dla posiadaczy akcji, tygodniach. Przypomnijmy. Teorię tę Amerykanin Ralph Elliott stworzył w wyniku obserwacji fal morskich. Zakłada ona — mówiąc w dużym skrócie — że po każdej akcji (impulsie wzrostowym) następuje reakcja w postaci korekty — ruchu spadkowego. Co najważniejsze, ruchy te układają się w pewną sekwencję. W ramach impulsu wyższego rzędu (mówiąc inaczej: trwającego dłużej), można zaobserwować trzy fale wzrostów (lub spadków, jeśli ruch wyższego rzędu ma zniżkujący charakter) i przedzielające je dwie fale spadków (lub wzrostów). Po nich następuje trzyetapowa korekta, składająca się z dwóch fal zniżkujących (lub zwyżkujących) i jednej — zwyżkującej (lub zniżkującej).

Na razie taką "książkową" sekwencję dość łatwo można zaobserwować na wykresie WIG20 od końca lutego. Wtedy to indeks odbił po ponad 30-procentowym spadku od początku roku. Pierwsza fala zwyżki nazywana jest często falą nadziei, bo uczestnicy rynku są jeszcze podzieleni w ocenie szans na odwrócenie trendu spadkowego. Niepewność zderza się więc tutaj z nadzieją na odrobienie wcześniejszych strat, którą na GPW widać było w licznych głosach analityków. Spierali się oni, czy minęliśmy już dno, czy jeszcze spadniemy niżej.

Kiedy nadzieje na kontynuowanie wzrostów wygasły, nadeszła pierwsza korekta, którą pesymiści mogą dostrzec na WIG20 już 13 marca (była jednak dość płytka, licząc w cenach zamknięcia) lub (to wersja dla optymistów) dopiero prawie dwa tygodnie później. W drugim scenariuszu trzecia, wzrostowa fala była bardziej dynamiczna od pierwszej, bo ten sam zasięg ruchu indeksu (ponad 260 pkt) osiągnięto w krótszym czasie. Teoretycznie ta fala powinna być najdłuższa, bo tu zwykle inwestorów charakteryzuje największa pewność co do trwałości koniunktury, a chciwość zachęca ich do napychania portfeli akcjami. Proporcjonalnie do wzrostu zarobku na nich rośnie jednak niepewność co do utrzymania cen na dawno niewidzianych poziomach. Wtedy zaczynają — jak na GPW kilkanaście dni temu — przeważać głosy o nieuchronności korekty. Ta rozpoczęła się 16 kwietnia, więc na wykresie zarysowała się czwarta fala. Piąta, rozpoczęta w miniony wtorek, przynajmniej w teorii powinna mieć dynamiczny charakter, wywołany wiarą inwestorów w szybki zysk i napływem na rynek świeżego, gorącego kapitału. Na razie dalsze wzrosty wydają się bardziej prawdopodobne, niż spadki, choć — jak to zwykle bywa — nie brakuje odmiennych interpretacji (patrz obok).

okiem optymisty

Tomasz Jerzyk, analityk DM BZ WBK

Trzeba pokonać szczyt

Teoretycznym celem dla WIG20 powinno być teraz 1921 pkt, ale nie udało się tam dotrzeć. Można się zastanawiać, czy potencjał wzrostowy został już wyczerpany, czy może wzrost będzie kontynuowany, a zwyżkę z 1480 pkt do 1814 pkt traktować trzeba jako pierwszy element bardziej rozbudowanej struktury rynku byka. Druga interpretacja (która wydaje mi się najbardziej prawdopodobna) sugeruje wzrost powyżej ostatniego maksimum przy 1814 pkt z potencjalnym celem w zakresie 2165-2180 pkt. Potwierdzeniem poprawności takiego założenia będzie przebicie 1814 pkt. Ważne wsparcia dla indeksu znajdują się przy 1627 oraz 1596 pkt, gdzie znajduje się linia trendu wzrostowego. Kluczowe wsparcie dla wszelkich optymistycznych scenariuszy znajduje się przy 1480 pkt. Ewentualne przebicie tego pułapu będzie wskazywało na korekcyjny charakter zwyżki. Będzie to zapowiedź testu minimum przy 1253 pkt. Niekoniecznie od razu, ale w dającej się przewidzieć przyszłości.

okiem pesymisty

Sławomir Dębowski, analityk globtrex.com

Jeszcze dwie fale spadków

Uważam, że kwiecień był ważnym punktem zwrotnym dla WIG20. Prawdopodobnie ze szczytu przy 1814 pkt w ruchu pięciofalowym zejdziemy poniżej 1641 pkt. Na razie mamy korekcyjne odbicie, ale po jego zakończeniu (co mogło nastąpić w miniony piątek) czeka nas jeszcze co najmniej jedna fala spadków i zejście poniżej wspomnianej bariery 1641 pkt. Wtedy również powinno dojść do przełamania linii trendu wzrostowego, trwającego od początku marca. Z kwietniowego szczytu na wykresie WIG20 widoczna będzie wtedy spadkowa trójka. Sądzę jednak, że rynek nie przebije od dołu przez dno fali pierwszej przy 1641 pkt i pojawi się piąta, znów spadkowa fala.

Kamil

Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy