Windykacja stosowana

Dawid Tokarz
16-05-2006, 00:00

W szkole średniej nie tylko się uczyli, ale też handlowali elektroniką. Skromne początki, ale konsekwencja sprawiła, że pokierują spółką giełdową.

— W związku z problemami przemysłu ciężkiego Śląsk w latach 90. był zagłębiem wierzytelności. Huty, kopalnie czy spółki z zaplecza górnictwa miały olbrzymie problemy z płatnościami. I stąd wybór branży. Może gdybym urodził się na Wybrzeżu, zostałbym marynarzem? — zastanawia się Igor Kazimierski, prezes Cash Flow.

Wybór

W windykacji zaczął działać w 1995 r. Jak mówi po latach, trafił na zbyt zachowawczych wspólników. Chciał się rozwijać, więc ich zmienił. W 1997 r. spotkał się z kolegą ze szkoły średniej — Grzegorzem Gniadym (obaj, ucząc się, jednocześnie działali aktywnie w młodzieżowym klubie kultury i rozrywki w Dąbrowie Górniczej). Ten właśnie wrócił z Niemiec, gdzie skończył studia i pracował jako finansista (m.in. w oddziale ING banku i w firmie konsultingowej z grupy Deutsche Banku).

Zaczęli wspominać, jak to w początkach wolnego rynku próbowali — wspólnie — sił w biznesie, m.in. sprowadzając z Niemiec i Austrii elektronikę, którą później sprzedawali w rodzinnym mieście i okolicach. Któryś rzucił: może spróbować jeszcze raz? Tak powstał pomysł spółki windykacyjnej. A dlaczego Cash Flow?

— Huty czy kopalnie w tamtym czasie miały olbrzymi majątek, ale popadały w tarapaty właśnie ze względu na ujemny cash flow, czyli braki gotówki. Poza tym ta nazwa od wielu lat chodziła mi po głowie. No i jest po angielsku... — tłumaczy dziś Igor Kazimierski.

To on wyłożył pierwszą gotówkę — na założenie spółki cywilnej i początkowe transakcje. Dlatego objął 70 proc. udziałów. Wiedzę kolegi przywiezioną z Niemiec obaj wycenili na 30 proc. Dziś proporcje są odrobinę inne: 57 do 43, ale wciąż na korzyść Kazimierskiego (od końca 2004 r. wspólnicy kontrolują akcje Cash Flow przez swoje zarejestrowane na Cyprze spółki).

Mocna reklama

Siedzibą Cash Flow została Dąbrowa Górnicza, lecz spółka szybko stała się znana w całym kraju (dziś drugie jej biuro mieści się w Warszawie). Szefowie Cash Flow specjalizowali się w obrocie długami dużych, powszechnie znanych spółek. Występowali o upadłość m.in. Mostostalu Zabrze, Naftobudowy i Elektromontażu Export (by wymienić tylko firmy giełdowe). A kiedy to nie wystarczało — sięgnęli po reklamę. I od razu zrobili duże wrażenie.

„To Twoja jedyna nieruchomość, na której nie ustanowimy hipoteki” (na zdjęciu: nagrobek). „To Twoje jedyne mienie, po które nie przyjdziemy z komornikiem” (na zdjęciu: trumna). „To jedyny samochód, którego Ci nie odbierzemy” (ka- rawan). Te ogłoszenia prasowe z 2003 r. przyniosły Cash Flow nagrody na konkursach reklamy i wielu nowych klientów, a w konsekwencji — kilka ofert przejęcia kontrolnego pakietu akcji spółki; składające je fundusze venture capital i inni inwestorzy finansowi musieli obejść się smakiem.

Kontrowersyjne reklamy przysporzyły też Cash Flow sporo wrogów. Część konkurentów uznała, że godzą w wizerunek całej branży, którą „przeciętny Polak” kojarzy z zakapiorami z bejsbolami, wymuszającymi zwrot długów niekonwencjonalnymi (czytaj: bezprawnymi) metodami.

Szefowie śląskiej spółki nalegali, by — oczywiście — traktować ich anonse z dystansem. Dziś nie ukrywają, że przyniosły efekt — dłużnicy już wiedzą, że Cash Flow trzeba traktować poważnie. Przyznają też, że wciąż z wizerunkiem branży nie jest najlepiej.

I stąd pomysł wejścia na giełdę: odcinamy się od negatywnych wyobrażeń i jednocześnie pokazujemy: jesteśmy przejrzyści i czyści — tłumaczą zgodnie właściciele.

O wprowadzeniu Cash Flow na warszawski parkiet zaczęło być głośno w 2005 r. Pojawiały się terminy: czerwiec 2005 r., wrzesień 2005 r., grudzień 2005 r. Jak tłumaczyli właściciele Cash Flow — nie udawało się, bo nie sprzyjała temu sytuacja rynkowa: inne oferty publiczne, zmiany przepisów etc. Było też coś innego. Okazuje się, że Cash Flow miał problemy ze sprawozdawczością finansową. Z akt rejestrowych spółki, po które sięgnęliśmy, wynika, że sprawozdanie finansowe za 2001 i 2002 r. dotarło do sądu dopiero w 2004 r., a to za 2003 r. — w marcu 2005 r. Dodatkowo to ostatnie zostało zatwierdzone przez walne zgromadzenie akcjonariuszy przed wydaniem opinii przez biegłego. Sąd to wytknął — i konieczne było usunięcie nieprawidłowości.

Sukces

Przełożenie debiutu nie wyszło spółce na złe. Cash Flow sprzedał wszystkie 2,5 mln oferowanych akcji, zgarniając z rynku 20 mln zł. Zapotrzebowanie było znacznie większe: instytucje finansowe zamierzały nabyć prawie 10 mln walorów, a inwestorzy indywidualni — około 30 mln.

W efekcie od dziś spółka nie będzie miała dwóch, ale 4083 akcjonariuszy. Nadal jednak wydarzenia w firmie będą kontrolować jej założyciele: Igor Kazimierski i Grzegorz Gniady. Zachowają 66,7 proc. kapitału i — dzięki uprzywilejowaniu ich akcji — aż 83,9 proc. głosów na WZA.

— Już w 2000 r., kiedy na osnowie spółki cywilnej tworzyliśmy akcyjną, w naszych głowach tliło się marzenie upublicznienia spółki. GPW to bowiem nie tylko możliwość zdobycia kapitału, ale też szansa na zwiększenie popularności firmy. Plan skonkretyzował się w 2004 r., a dziś się dopełnia. Warto było czekać — sumuje Grzegorz Gniady.

— To nie koniec. Obiecujemy, że jeszcze nieraz inwestorzy o nas usłyszą. I o nowościach, nad którymi już pracujemy — dodaje Igor Kazimierski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Windykacja stosowana