Winne drogi

  • Tomasz Kolecki-Majewicz
30-03-2017, 22:00

Łatwość dotarcia do każdego niemal miejsca, coraz mniejsze koszty podróżowania i drzemiąca w ludziach chęć poznawania spowodowały rozkwit turystyki. Także wyspecjalizowanej. Prężnie rozwija się enoturystyka, czyli zwiedzanie miejsc związanych z winem i jego kulturą.

Zachęta krajów i regionów winiarskich jest coraz bogatsza i ciekawsza. W wielu bez wysiłku można odnaleźć świetnie zorganizowane „winne drogi”, które zwiedza się pieszo, rowerem, samochodem, pociągiem, a nawet statkiem, zmierzając od jednej winnicy do drugiej. Wiele regionów jest znakomicie przygotowanych do przyjmowania miłośników wina. Oferują mnóstwo atrakcji na ścieżkach i równie wiele kwater agroturystycznych w pensjonatach i hotelach w miejscach ogólnodostępnych i w winnicach.

To trzeba przeżyć! Ten zapach świeżego moszczu, fermentującego wina unoszący się jesienią od poranka do wieczora… Niepowtarzalne przeżycie! A w innych porach roku można podglądać, a nawet uczestniczyć w różnych etapach wzrostu winorośli i tworzenia wina. Gdzie najlepiej pojechać? Dobrych pomysłów jest wiele…

Z przyjemnością zdradzę, o których myślę najczęściej. O festiwalach wina i białych trufli, które co roku odbywają się aż do pierwszej dekady listopada w północno-zachodnich Włoszech — w Piemoncie w miasteczku Alba i ościennych gminach Langhe i Roero, z miasteczkami komuny Barolo na czele.

Ależ to jest wydarzenie! Ile tam się dzieje! Zwolennikom zatykających dech w piersiach, imponujących widoków i wrażeń całą gamę przeżyć pierwszej wody… pardon, wina, gwarantuje Toskania. Florencja, Pistoia, Pisa, Montalcino, Chianti, Vin Santo — pięknych nazw nie zabrakłoby do recytowania przez jeszcze dłuższy akapit.

Italia za daleko? Proszę bardzo! Spróbujcie zatem Dolnej Austrii. Tamtejsze rowerowe Weinstrasse od lat zapełniają miłośnicy winnej turystyki. Od skalistego uroczego Wachau aż do Wiednia, którego uroków kulinarnych i architektonicznych bronić i chwalić nie trzeba. To samo dotyczy także regionów niemieckich, wśród których prym wiodą Palatynat i Mozela.

Piękne widoki, bajeczne wina i przygoda prima sort. Lubicie dalekie wyprawy? Czeka Kalifornia, a jej słynna kolejka, jeżdżąca od winnicy do winnicy, to już światowa legenda. Wszystko powyżej to tylko mała i bardzo niepełna mapa moich ulubionych podróży z winem w tle. Zazwyczaj obejmuje jeszcze Węgry, Portugalię, Francję i Hiszpanię. Co rano pobudka, szybka podróż do mety kolejnego etapu, a od południa do wieczora — chłonięcie. Widoków winnic pełnych ludzi i napęczniałych winogron.

Zapachów wina, moszczu i lokalnych rarytasów. Nowych znajomości, ciekawych historii, życiorysów i krajobrazów. Swoją trasę możecie wyznaczyć sami. I nie macie praktycznie innych ograniczeń oprócz czasu i budżetu. Od Portugalii po Gruzję, od Antypodów po Ameryki — wszędzie czekają was przygody, których tło winiarze skrzętnie dopieszczają do perfekcji. A koszty? Może być jak pod gruszą, może być jak w Dubaju… Wybór należy do was. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Kolecki-Majewicz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Winne drogi