Wino z Tesco zalało parkiet

Weonika Kosmala
opublikowano: 22-06-2016, 22:00

Śledzenie giełdowych indeksów wydaje się bez sensu, skoro w najwyżej oceniane wino można inwestować dosłownie za rogiem.

Od połowy czerwca winiarzy rozpalają wyniki najważniejszych degustacji w branży — zwłaszcza najwyższe miejsca, które pozajmowały wina z supermarketowych przecen. Etykieta chilijskiego La Moneda Reserva Malbec nie odstawałaby właściwie od reszty, która okleja inwestycyjne wina w piwnicy, gdyby nie fakt, że marką nie jest żadne ze znanych châteaux, tylko Asda — sieć supermarketów z Wielkiej Brytanii. Zwycięzcami w innych kategoriach są też trunki ze sklepów Marks & Spencer i Tesco, więc żal byłoby nie sprawdzić, czy za opinią ekspertów nie stoi czasem chociaż najmniejszy potencjał inwestycyjny.

Francois from Strasbourg [CC BY 2.0], via Wikimedia Commons
Zobacz więcej

Francois from Strasbourg [CC BY 2.0], via Wikimedia Commons

Złoto Inków

Na dzień ogłoszenia not z degustacji „Decantera” przypadło akurat podanie stawek za najnowszy rocznik Mouton Rothschild, który przez wiele miesięcy będzie jeszcze dojrzewał w beczkach. Cena za przyszłą butelkę to jednak 384 EUR (1,7 tys. zł), a całą skrzynką obraca się za około 4,3 tys. GBP (25 tys. zł), według danych międzynarodowej giełdy Liv-ex. La Moneda Reserva Malbec z rocznika2015 kosztowała 5 GBP (29 zł), ale została przeceniona, mimo że krytycy przyznali jej 95 punktów na 100, rozwodząc się przy tym o wspaniałej strukturze i niezwykłym aromacie. Białe wino z Marks & Spencer sprzedaje się za 10 GBP (57 zł), a słodkie australijskie z Tesco trafiło na podium w kategorii do 15 GBP. Silną pozycję w tych rankingach zajęło Chile — co w połączeniu z niską ceną daje już właściwie komplet wskazówek, że winom może być daleko do inwestycyjnych aktywów.

Efekt Warhola

Oceny ekspertów mogą nawet zapierać dech, ale wino i tak nie będzie drożeć, jeśli będzie go w obiegu za dużo. Podaż na skalę sieci osiedlowych sklepów już to wyklucza, a jeśli doda się do tego ocenę potencjału starzenia, inwestorowi nie pozostanie chyba nic poza otwarciem butelki. Okazyjnie kupione skrzynki z Chile zalicza się w branży do produktów Nowego Świata, który doczekał się już co prawda osobnych indeksów, ale za ich wzrost odpowiada prawie wyłącznie Napa Valley. Poza Burgundią i Bordeaux drożejące wina mogą pochodzić przecież i z RPA, i z Włoch, ale spośród obu Ameryk prym wiedzie zdecydowanie północna. Supermarketowy faworyt z Chile to w dodatku Malbec — z czerwonego szczepu, który poza Francją popularny jest głównie w Argentynie. Malbec Cobos z Viña Cobos od trzech lat zwiększa rynkową wartość, a średnia stawka według Winesearcher to prawie 700 zł za butelkę — ale co z tego, skoro katalogi aukcyjne skrzętnie zapełniają wina z Europy, a czasem z Kalifornii. Argentyńscy producenci od lat zapowiadająjuż, że zamierzają skończyć z wizerunkiem egzotycznych pamiątek z dalekiej Ameryki Południowej, ale do tej pory niewiele z wysoko ocenianych trunków przebiło próg 100 USD za butelkę. W przeciwieństwie do malbeków z marketu z oceną płynności na tym rynku nie należy więc przesadzać, bo obrót inwestycyjnym winem ewidentnie nie podlega regułom pop-artu. Pomysł, jaki miał na dobra kolekcjonerskie Andy Warhol, zakładał, że sztuka ma być tak dostępna i prosta jak zupa pomidorowa z supermarketu. Nie udało się do tej pory z ani jedną klasą inwestycyjnych aktywów. © Ⓟ

Zwycięzcami są też trunki ze sklepów Marks & Spencer i Tesco, więc żal byłoby nie sprawdzić, czy za opinią ekspertów nie stoi czasem potencjał inwestycyjny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weonika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy