Wirtualny budżet, ale zgodnie z kalendarzem

Kazimierz Krupa
09-09-2003, 00:00

Wróżenie z fusów, lanie wosku, albo lanie wody to zajęcia równie przyjemne co bezproduktywne. Ale emocje mogą wzbudzać ogromne. A jak ktoś jeszcze ma bujną wyobraźnię, to ho, ho. Podobnie ma się sprawa z budżetem. Rok w rok uchwalaniu ustawy budżetowej towarzyszą ogromne emocje. Tak naprawdę jednak, oczywisty dla nich powód jest tylko jeden — zgodnie z Konstytucją, wobec nieuchwalenia przez parlament ustawy budżetowej do 31 stycznia, (w tym przypadku 2004 roku) prezydent może podziękować posłom i rozesłać ich do domów. W tym roku byłoby to nawet prezydentowi na rękę, bo zrealizowałby zapowiedź (wspólną z premierem) ogłoszenia wyborów w maju przyszłego roku. Ale scenariusz ten nie ma szans na realizację — premier już się z deklaracji wycofał (nie pierwszej i zapewne nie ostatniej), rząd więc budżet przyjmie, a parlament uchwali w terminie. Tyle tylko, że warto by wiedzieć, co uchwali. A to pozostaje tajemnicą.

Dzisiaj rząd przyjmie projekt ustawy budżetowej na rok 2004 i skieruje go do Komisji Trójstronnej (harmonogram prac w ramce obok). Nic zapewne nie stanie na przeszkodzie, by dochowany został ustawowy termin przekazania projektu ustawy do Sejmu. Jak jednak można pracować, dyskutować nad szczegółowymi zapisami ustawy budżetowej (budżet uchwala się z dokładnością do jednego tysiąca złotych) w sytuacji, kiedy nie znamy zapisów praktycznie żadnej z ustaw podatkowych. Przecież właśnie okołobudżetowe ustawy podatkowe decydują o dochodach budżetu, a w nich jest znacznie więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Dyskutuje się o podstawowej stawce VAT, premier zapewnia, że „zrobi wszystko”, by rozliczający się poprzez PIT „mali przedsiębiorcy” płacili według stawki 19 proc., nie rozstrzygnięta jest sprawa kwoty wolnej od podatku... Czy na te wszystkie pytania rząd będzie umiał jednoznacznie odpowiedzieć po dzisiejszym posiedzeniu?

Jeżeli dodamy do tego, że jest to przecież pierwszy budżet unijny (o przebiegu procesu integracyjnego to już zupełnie nic nie wiemy), że wysokość deficytu budżetowego pozostaje niezgłębioną tajemnicą również dla premiera Hausnera (dołączył w ostatnim czasie do tych, którzy są za, a nawet przeciw, ale zawsze trzeba ich rozumieć dwuznacznie), że o dyskusjach pomiędzy ministrami nie wspomnę — to mamy i tak niepełny obraz kulis tworzenia ustawy budżetowej. Tu nie idzie o różnice liczone w tysiącach, ale w dziesiątkach miliardów złotych. Warta może polecenia rządowi jest metoda przyjęta przez Radę Polityki Pieniężnej, która — nie mogąc trafić w cel inflacyjny — zaczęła go określać widełkowo. Gdy i to nie pomogło, i widełki zawsze były zbyt małe, podobno zamierza przestać określać cel inflacyjny, albo zawierać go w plus minus nieskończoność. Wtedy, z pewnością, trafi.

Wyścig z czasem rząd i parlament z pewnością wygrają. Być może pobiją nawet ubiegłoroczny rekord, kiedy 18 grudnia budżet, jako gotowy dokument, opuścił parlament i jeszcze w grudniu prezydent mógł go uroczyście podpisać. Tylko czy rzeczywiście o ściganie się z czasem w tym wszystkim chodzi? Wszak nie od dziś wiadomo, że pośpiech jest złym doradcą, a wskazany jest jedynie przy łapaniu pcheł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Wirtualny budżet, ale zgodnie z kalendarzem