Wita Stwosza, a się żegna

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 19-06-2018, 22:00

Przeżegnawszy się albo nie, inwestor powita wśród aktywów figurę jak z ołtarza w kościele Mariackim lub trzy pozostałe rzeźbiarskie kandydatki — grobową, niewidomą i zmysłową.

1. Mumia powraca za 60-90 tys. GBP

Sezon mdlących upałów schłodzić może powiew z krypty, lodowaty wzrok trumiennego portretu albo zwyczajnie zimny kamień z hieroglifami. Podczas zaplanowanych na 3 lipca londyńskich aukcji rzeźby, kontekst głębi piramid zaprzątnie głowy kolekcjonerów rzeczywiście nie bez powodu, dlatego że starożytności będą w tym przypadku autentyczne, a nie umowne — wapienna stela zapisana została inskrypcjami 1,5 tys. lat przed wydarzeniami z betlejemskiej stajenki, a mumiowa podobizna skutecznie przedłuża życie ciemnookiej elegantki, która wpinała sobie różne ozdoby już na początku naszej ery.

Wyceniony na równowartość 294-441 tys. zł portret Egipcjanki jest przykładem tzw. malarstwa enkaustycznego, które zna chyba każdy, chociażnie pod tak mglistą nazwą, a bardziej jako dziwne twarze z przepastnymi oczami, które kojarzą się z kinowymi przygodami archeologów. Pod fachowym terminem kryje się pszczeli wosk, którego używano jako spoiwa farby, dzięki któremu do naszych czasów przetrwały nienagannie zaplecione włosy portretowanej, jej ozdoby z perłami czy grube rzęsy, czarne jak wnętrza sarkofagów. Jak podaje „The Economist”, właśnie takim wizerunkom poświęcono ostatnio owocne badania, pozwalające stwierdzić, że pigmenty do farb przybywały z różnych zakątków, lipowa deska mogła być ze środkowej Europy, a pędzel malarza był najprawdopodobniej z wiewiórczego, a nie bydlęcego czy kociego ogona.

2. Ślepy zaułek za 100-150 tys. GBP

Rzymską, marmurowo bladą kobiecą głowę wyceniono do 735 tys. zł i zadatowano z przybliżeniem na II w. n. e. Najprościej wytknąć, że brakuje jej czubka nosa i może czegoś — chociaż już nie do końca wiadomo, czego — co wypełniłoby krzyczące pustką, starannie wykrojone oczodoły. Jak podaje katalog, posąg nigdy nie był restaurowany, ale w młodości przyglądał się przechodniom inkrustowanymi źrenicami, co wskazuje, że miał jednak oczy i niekoniecznie były tak mleczne i mętne jak kamień skóry i włosów. Niczego już nie brakuje i wszystko jasne? Otóż niekoniecznie, dlatego że jasność właśnie — jak niezbicie wykazały badania — bezlitośnie dowodzi głębokiej jeszcze ciemnoty.

Wyobrażenie, że epoka antyku skąpana była w nieskazitelnym kamiennym beżu, zrodziło się w Europie w połowie XIV w., kiedy prace wykopaliskowe pozwoliły odkurzyć pierwsze figury, zagrzebane w popłochu wraz z upadkiem rzymskiego imperium. Czasem brakowało im dłoni, często nosów, ale zawsze były białe, co odcisnęło się na ówczesnej świadomości silniej niż fałdujące równiny uderzenie asteroidy — antyk był genialny, bo nie potrzebował farby.

Na polichromowane figury średniowiecza padł więc pogardliwywzrok — kościelne posążki, które usilnie i zbyt dosłownie udawały rzeczywistość w pstrokatych szatkach, były już tylko jak wnętrzarskie dekoracje. Zauroczona tym czystym pięknem starożytności Europa oddała się niebawem renesansowi, powielając na potęgę marmurowe posągi, tymczasem przyduszone pyłem ścienne malowidła wciąż ukrywały niespodziankę: na ocalałych starożytnych freskach widać przecież rzeźby na cokołach, ale w papuzich kolorach, zdobione złotem i o wysadzanych kamieniami oczach. Antyk był żywy jak kalejdoskop i wielobarwny, dlatego patrząc, jak trudno wyobrazić sobie ślepą rzeźbę z Sotheby’s z rumianymi policzkami, widzimy dopiero, jak trwale się nabraliśmy.

3. Kim Kardashianza 1 mln GBP

Gdyby inwestor na rynku rzeźby spojrzał na współczesny dorobek mniej łaskawym i obeznanym okiem, starożytność zyskałaby pewnie bardziej szczerą przychylność niż XX wiek, który zamiast starannie wypielęgnowanego warsztatu proponuje sylwetkę wyłącznie z czterech zaokrągleń — po jednym przypada na głowę i biodra, a dwa są dla wypełniania dekoltu. „Déméter” z polerowanego na złote lustro brązu jest dojrzałym dziełem Jeana Arpa. W 1960 r. wykonał model, z którego powstała seria pięciu odlewów. Niezależnie od tego, czy antyk jawił się w głowie Arpa jako niezmącony beż, czy kolorystyczny karnawał, rzeźbiarz udał się w latach 50. do Grecji, przywożąc do swojego warsztatu mitologiczne inspiracje. Demeter, wyceniona od 700 tys. do 1 mln GBP (3,4-4,9 mln zł), była w tych okrutnie zawiłych historiach boginią urodzaju — zboża, które karmi, i ziemi, która rodzi. Jej krągłości były wobec tego zarówno wyrazem samego stylu rzeźbiarza, jak i trafnym nawiązaniem do tematu, bo tzw. abstrakcja organiczna to nic innego, jak formy zdjęte z bioder i dekoltów, ale oderwane od właściwych bogiń i potraktowane przez artystów jako miękkie wzory.

4. Ołtarz Stwosza za dwa grosze

Nie bluźniąc, rzadką na rynku figurę autorstwa Veita Stossa — swojskiego Wita Stwosza — wyceniono w przedziale 200-300 tys. GBP (980 tys. — 1,5 mln zł), a więc z jednej strony jest warta niemało, ale z drugiej — to zaledwie cząstka spodziewanej ceny XX-wiecznego odlewu o kształtach Kim Kardashian. Wspomniana „Déméter” wyszła spod dłuta cenionego dadaisty i surrealisty w serii pięciu egzemplarzy, natomiast mniej hojnie wyceniona figura Jezusa jest na rynku tak rzadka, że katalog znajduje jej co prawda jakieś rodzeństwo, ale w zbiorach Wiktorii i Alberta, czyli wchłaniającym morze turystów londyńskim muzeum. Według ekspertyzy, wystawiony Corpus Christi ściśle nawiązuje do bogatego ołtarza w krakowskim kościele Mariackim, dlatego za miejsce jego wykonania przyjmuje się albo Małopolskę, albo Norymbergę, a czas postaniaszacuje w przedziale 1490-1500 r.

Podczas gdy na katalogowym zdjęciu figura wydaje się rozciągać naprężone ramiona na dystans godny nawy jakiegoś strzelistego kościoła, w rzeczywistości jest bukszpanowa i nie ma nawet 35 cm długości. Niespotykany na rynku obiekt mistrza krucyfiksów jakby zaplątał się w obiegu, przemycając w małej skali każdą z warsztatowych niezwykłości — skrajne zmęczenie ciała oddane w fotograficzny detalach, ekspresyjne ponad naturalny rozmiar koszmaru. Stwosz był obserwatorem ulic swojej epoki, więc na krakowskim ołtarzu znajdziemy pełną panoramę kostnych zwyrodnień, skórnych chorób, a nawet dolegliwości wenerycznych, deformujących ciało. Sylwetka Jezusa jest natomiast naprężona co do mięśnia i opleciona przeraźliwą siatką żył wdzierającą się do góry już po wklęsłości podbrzusza. Pomiędzy wyszarpanymi ramionami zwisa głowa z rzeźbiarskimi koleinami grymasu, która — według noty w katalogu — odbija cierpienie oddane już we wszystkich partiach z wyjątkiem uderzająco kontrastujących, nienagannych loków zarostu. Broda figury jest staranna i piękna urodą antyku — spoczywa na napiętej klatce z przebijającymi żebrami, zupełnie jakby nie wiedziała, co się stało z resztą ciała. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wita Stwosza, a się żegna