Wkraczamy w nieznane

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 29-12-2008, 00:00

Prognozy sprzed roku się nie sprawdziły. Wszystko przez jeden amerykański bank. Oby takie niespodzianki się nie powtarzały.

Prognozy sprzed roku się nie sprawdziły. Wszystko przez jeden amerykański bank. Oby takie niespodzianki się nie powtarzały.

Dokładnie rok temu pytaliśmy ekonomistów, jaki będzie 2008 r. Właściwie wszyscy zapewniali, że będzie to czas dobrej, choć lekko słabnącej koniunktury, a gospodarka wzrośnie o 5,5 proc. Znany ekonomista Jan Winiecki mówił, że Stany Zjednoczone unikną mocnego spowolnienia. Wszystko się zgadzało do 15 września. Wówczas za oceanem gruchnęła wiadomość, że Lehman Brothers, kolosalny bank z ogromną tradycją i zaufaniem, idzie na dno. Tego dnia niemal wszyscy bardziej świadomi ekonomiści oświadczyli, że w ciągu kilku godzin sytuacja światowej gospodarki zmieniła się nie do poznania — problemy, z jakimi zmagał się sektor finansowy, okazały się znacznie większe, niż wcześniej sądzono. Od tego czasu nie było tygodnia, w którym jakiś zespół analityczny nie zrewidował w dół prognoz wzrostu gospodarczego dla świata i Polski. Przed upadkiem banku spodziewano się, że polski PKB wzrośnie o 4-5 proc. Dziś ten przedział jest znacznie niżej i — co gorsza — jest znacznie szer- szy: Danske Bank prognozuje -0,5 proc., polski rząd 3,7 proc.

Co z tego wynika? Że tak naprawdę nikt nie wie, jak będzie wyglądał rok 2009. Nie dlatego, że ekonomiści nie potrafią liczyć. Powód jest inny — w światowych finansach dzieją się dziś rzeczy niewyobrażalne i nieprzewidywalne. Trudno jest mieć pretensje do polskich ekonomistów, że nie znali sytuacji finansowej Lehman Brothers.

— Perspektywy gospodarcze dla Polski i świata nigdy nie były tak zamglone jak obecnie. Odpowiedzialne stwierdzenie, o ile w przyszłym roku wzrośnie PKB w Polsce, jest obarczone bardzo dużym ryzykiem — mówi Jan Winiecki.

Prognozy przestają być tylko wkładaniem setek liczb do jednego algorytmu i wyliczaniem na tej podstawie dynamiki w odpowiednim przedziale. Żeby dziś przewidzieć jakikolwiek wskaźnik (od cen trzody chlewnej w Polsce po PKB dla USA), trzeba wiedzieć, jaki skutek przyniesie polityka prowadzona w ostatnich miesiącach w największych gospodarkach świata.

— Politycy rządów Stanów Zjednoczonych i większości krajów strefy euro zareagowali histerycznie na kryzys finansowy. Widać, że nie są przygotowani na recesję. W imię swojej preferencji dla danej filozofii ekonomicznej stosują różne chaotyczne kroki monetarne i fiskalne. Dzisiaj prognozowanie czegokolwiek jest bardziej aktem wiary w słuszność podejmowanych kroków niż dowodem wiedzy i doświadczenia. Dlatego jedni spodziewają się recesji, a inni utrzymania stosunkowo dobrej koniunktury. To przypomina bardziej deklarację ideową niż naukowe wyliczenie — uważa Jan Winiecki.

Dlatego w tegorocznym materiale na temat prognoz gospodarczych na 2009 r. rysujemy dwa scenariusze — jeden skrajnie optymistyczny, drugi pesymistyczny. Prawda zapewne będzie leżała gdzieś pośrodku.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane