Władze Ukrainy przyznają, że dług wobec Gazpromu istnieje

PAP
opublikowano: 10-02-2008, 14:36

Władze Ukrainy przyznały w niedzielę, iż  państwowa kompania gazowa Naftohaz jest zadłużona wobec rosyjskiego Gazpromu, deklarując jednocześnie gotowość spłacenia należności, jeśli Rosjanie zgodzą się na handel gazem bez pośredników.

Oświadczenie takie złożył Ołeksandr Turczynow, pierwszy wicepremier w rządzie Julii Tymoszenko.

"Naftohaz gotów jest w pełni rozliczyć się z długów pod warunkiem zawarcia bezpośredniej umowy (o handlu gazem) z rosyjskim Gazpromem" - powiedział Turczynow, cytowany przez biuro prasowe rządu w Kijowie.

Wicepremier podkreślił, że gazowy dług jest rezultatem działań poprzedniego ukraińskiego rządu premiera Wiktora Janukowycza.

Turczynow zaznaczył jednocześnie, że Ukraina nie podbiera gazu, przeznaczonego dla odbiorców zachodnioeuropejskich. Zadeklarował gotowość zaproszenia obserwatorów międzynarodowych, by "potwierdzili, że rzetelnie realizujemy swe zobowiązania i nie korzystamy z gazu, który nie należy do Ukrainy".

"Ukraina prezentuje jasne i konsekwentne stanowisko: zaostrzanie sytuacji wokół kwestii gazowej ma jeden cel. Jest nim pozostawienie pośredników gazowych na ukraińskim rynku" - oświadczył Turczynow.

W czwartek Rosja zagroziła wstrzymaniem dostaw swojego gazu na Ukrainę, jeśli nie ureguluje ona płatności za dostarczone od początku 2008 roku paliwo.

Zdaniem Gazpromu, od początku roku na Ukrainie "osiadło" 1,5 mld metrów sześciennych rosyjskiego gazu. Dług strony ukraińskiej z tego tytułu wynosi prawie 500 mln dolarów, a całość zadłużenia Ukrainy za dostawy gazu - 1,5 mld USD.

W sobotę Gazprom zwrócił się w tej sprawie bezpośrednio do prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki. Szef rosyjskiego giganta gazowego Aleksiej Miller napisał w telegramie do prezydenta, że z powodu "krytycznej sytuacji" prosi szefa sąsiedniego państwa o pomoc w rozwiązaniu kryzysu - podał w sobotę urząd prezydencki w Kijowie.

Miller zażądał w telegramie, by Naftohaz spłacił swe długi wobec Gazpromu najpóźniej do godziny 12. czasu moskiewskiego (10. czasu polskiego) w poniedziałek. Jeśli tak się nie stanie, we wtorek, w dniu wizyty Juszczenki w Moskwie, gaz dla Ukrainy zostanie odłączony - ostrzeżono.

Jeszcze w czwartek Juszczenko oświadczył, że groźby wstrzymania dostaw gazu na Ukrainę mogą być reakcją na oświadczenia premier Tymoszenko o zamiarze wyrugowania pośredników z ukraińsko- rosyjskiego handlu błękitnym paliwem.

"Obawiam się, że na ukraiński rynek gazowy zaczyna wkraczać polityka, a za polityką ciągną się ukryte interesy korporacyjne, których w prosty sposób nie da się skomentować" - powiedział Juszczenko w programie stacji telewizyjnej "1plus1".

Ukraina nie kupuje gazu bezpośrednio od Gazpromu. Koncern sprzedaje go najpierw zarejestrowanej w Szwajcarii spółce RosUkrEnergo (RUE), ta zaś odsprzedaje ukraińskiej firmie UkrGazEnergo. Udziałowcami RUE są Gazprom i ukraiński biznesmen Dmytro Firtasz.

Jarosław Junko (PAP)

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane