Woda opadnie, zmiana zostanie

Jacek Zalewski
opublikowano: 26-05-2010, 00:00

Dopóki powódź stoi w rozlewiskach, widok jest niezwykle przygnębiający, ale w pewnym sensie także spokojny. Prawdziwy dramat tragicznie doświadczonych ludzi zaczyna się, gdy wody opadają i odsłaniają zniszczony dobytek, mieszkania, sprzęty, potopione zwierzęta etc. Podobny mechanizm dotyczy oddziaływania powodzi w skali makro, na gospodarkę i całe państwo. W pierwszych relacjach na łamach "PB" podkreślaliśmy, że poza pojedynczymi przykładami walczących o byt przedsiębiorstw — których najbardziej znanym przykładem jest huta szkła w Sandomierzu — powódź nie przekłada się znacząco na gospodarkę. Jednak ze względu na skalę i długość wylewów rzek obraz ten stopniowo staje się mniej optymistyczny, co na pewno odzwierciedlą majowe statystyki. Bezdyskusyjne od początku pozostaje silne uderzenie wodnego żywiołu w finanse publiczne.

Stanowisko premiera Donalda Tuska, że na razie nie ma potrzeby nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej, jest całkowicie zrozumiałe. Zdecydowanie bardziej paniczne nastroje notowaliśmy rok temu, gdy w końcu doszło do pierwszej w dziejach III Rzeczypospolitej nowelizacji ustawy (poprzednio rządy co najwyżej awaryjnie blokowały wydatki), ale na spokojnie, po przeczekaniu najgorszego okresu. W tym roku ambicją ministra Jacka Rostowskiego i całego rządu będzie przetrwanie bez zwiększenia deficytu, metodą przeniesień oraz szukania oszczędności. Notabene zawsze gdy słyszę, że resorty robią zrzutkę i z rozmaitych rezerw celowych oraz ministerialnych zaskórniaków zbiera się miliardy — zastanawiam się w ogóle nad sensem uchwalania budżetu państwa w dotychczasowej formule. Może gdy przejdzie on na konstrukcję zadaniową, stanie się bliższy rzeczywistości.

Trudna sytuacja budżetu 2010 powoduje wysyp rozmaitych propozycji, skąd wziąć pieniądze. Najprostsze byłoby zwiększenie podatków, dla łatwiejszego odbioru przez opinię publiczną mające oczywiście charakter epizodyczny. O jednym z pomysłów, dotyczącym VAT, piszemy na stronie obok. I tak nie ma on żadnych szans realizacji, dlatego można sobie teoretycznie podywagować. Największą jego wadą jest całkiem realna możliwość, iż woda by opadła, a wyższa stawka pozostała. Akurat z VAT mamy bardzo złe doświadczenia — podstawowa stawka 22-procentowa miała się systematycznie obniżać wraz z poszerzaniem się bazy VAT-owców, ale nic z tego nie wyszło….

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy