Wojna o laboratoria

  • Alina Treptow
opublikowano: 05-10-2016, 22:00

Ministerstwo Zdrowia zapowiada reformę diagnostyki laboratoryjnej. Branża i eksperci znów podzielili się na dwa obozy.

Na wczorajszej Komisji Zdrowia wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas poinformował, że resort zdrowia planuje reformę diagnostyki laboratoryjnej.

— Powołamy zespół, który zajmie się zmianami. Zaprosimy do niego przedstawicieli samorządu diagnostów i konsultantów ds. diagnostyki laboratoryjnej — zapowiada Jarosław Pinkas. Jest kilka punktów zapalnych, które dzielą nie tylko polityków, ale również branżę. Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych (KIDL) lobbuje za tym, by zawód diagnosty mogły wykonywać jedynie osoby z ukończonymi studiami medycznymi z obszaru analityki laboratoryjnej. Dzisiaj zatrudniani są również biotechnolodzy czy biolodzy (po wcześniejszym dokształceniu). Część środowiska zwraca uwagę, że takie ograniczenie znacząco zmniejszy liczbę diagnostów, co ostatecznie przełoży się na ograniczoną dostępność do badań. Jeszcze większe emocje budzi temat ulokowania laboratoriów. KIDL przekonuje, że pełne bezpieczeństwo pacjenta są w stanie zapewnić tylko szpitale z własnymi laboratoriami. Dzisiaj duża część lecznic zleca na zewnątrz tego typu usługi.

— Diagnostyka laboratoryjna to niezbędny element diagnostyki, procesu leczniczego i profilaktyki. Efektywna współpraca miedzy lekarzem i diagnostą jest jednak możliwa wtedy, kiedy diagnosta jest na miejscu, w szpitalu. Jego obecność pozwala też na szybkie powtórzenie badania, jeśli lekarz ma jakieś wątpliwości co do wyniku — przekonuje Elżbieta Puacz, prezes KIDL.

KIDL ma po swojej stronie konsultantów ds. diagnostyki laboratoryjnych oraz Naczelną Izbę Lekarską. Szpitale są za wyborem. Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, uważa, że każdy szpital ma swoją specyfikę. Dla jednego — i jego pacjentów — lepszym rozwiązaniem jest posiadanie własnego laboratorium, dla innego — zlecenie usług na zewnątrz. Biznes uważa, że zakazem outsourcingu rynek zrobi kilka kroków do tyłu. Zastrzega jednak, że wyjdzie z tego cało.

— W naszych przychodach szpitale mają 30-procentowy udział. Jakoś sobie bez nich poradzimy — mówi przedstawiciel firmy, specjalizującej się w badaniach laboratoryjnych. Zdaniem Grzegorza Byszewskiego, eksperta ds. społeczno-gospodarczych w Pracodawcach RP, zmiany są konieczne, ale gdzie indziej.

— Potrzeba jest większa kontrola jakości wykonywania badań — uważa Grzegorz Byszewski. Zdaniem Bartosza Arłukowicza, przewodniczącego Komisji Zdrowia, byłego ministra zdrowia, zmiany w diagnostyce są potrzebne.

— Rynek trzeba uregulować, ponieważ jest na nim wiele patologii — uważa Bartosz Arłukowicz. Jarosław Pinkas zgadza się ze swoim poprzednikiem. Podkreśla jednak, że trzeba wysłuchać wszystkich stron.

— Trudno omawiać reformę laboratoriów i ich miejsc bez szpitali. Obecne przepisy dają dowolność i część szpitali decyduje się na outsourcing — mówi Jarosław Pinkas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu