Wolny handel z USA oddala się w czasie

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 10-02-2014, 00:00

Umowa między Unią i Stanami Zjednoczonymi przyniosłaby ogromne korzyści dla polskiej gospodarki. Jednak na razie ma spory poślizg.

Negocjatorzy Unii Europejskiej i USA przygotowują się do marcowej, czwartej rundy rozmów na temat umowy Transatlantyckiego Partnerstwa w Handlu i Inwestycjach (TTIP). Negocjacje nie będą jednak łatwe. Jeszcze kilka miesięcy temu unijni i amerykańscy oficjele mówili, że chcieliby zakończyć prace najpóźniej jesienią 2014 r., zanim wygaśnie obecna kadencja władz Komisji Europejskiej. Obecnie najwcześniejszą braną pod uwagę datą jest koniec 2015 r. Jeśli dodać do tego konieczność ratyfikacji umowy przez poszczególne kraje,a także proces implementacji prawa, może się okazać, że wolny handel zacznie obowiązywać dopiero za parę ładnych lat.

— Rok 2014 jako koniec negocjacji jest nieosiągalny, a rok 2015 wydaje się bardzo optymistyczny — uważa Andrzej Dycha, wiceminister gospodarki.

Znaczenie TTIP trudno przecenić. Umowa ma nie tylko zliberalizować cła, ale też ujednolicić rozmaite regulacje. Jeśli jakiś produkt może być sprzedawany w UE, powinien być dozwolony też w USA. I odwrotnie. Według szacunków Centre for Economic Research, jeśli uda się choćby o połowę ograniczyć te regulacje, będzie to podnosić dynamikę PKB Polski o 0,2 pkt proc. rocznie.

— Dużym firmom TTIP obniży koszty wejścia do USA. Głównym beneficjentem będą małe i średnie firmy, któreprzy obecnych barierach właściwie nie mają szans na amerykańskim rynku — przekonuje Paweł Zalewski, wiceprzewodniczący Komisji Handlu Międzynarodowego w Parlamencie Europejskim. Od początku wiadomo było, że o zgodę nie będzie łatwo. Sama kwestia ujednolicenia regulacji to syzyfowa praca. Zarówno w UE, jak i w USA obowiązują miliony norm, np. standardów bezpieczeństwa w samochodach, wymogów technicznych dla maszyn czy ograniczeń dla branży kosmetycznej. Urzędnicy z UE i USA muszą zebrać te przepisy, porównać je, a następnie (często z udziałem zaplecza naukowców) ustalić, jak powinny wyglądać nowe normy.

— Dochodzenie do kompromisu to żmudny proces, bo każdy regulator uważa, że akurat jego standardy są najlepsze — mówi Elena Bryan, przedstawiciel USA przy UE, negocjator umowy. W trakcie prac nad umową pojawiają się jednak kolejne przeszkody. Choć Niemcy i Francja jeszcze rok temu były orędownikami porozumienia, obecnie podchodzą do niej z rezerwą. Część polityków francuskich obawia się np., że na umowie straci tamtejsze rolnictwo.

— Kryzys mija i politycy przestają poszukiwać nowych źródeł wzrostu, a zaczynają wykazywać przejawy protekcjonizmu — mówi Wawrzyniec Smoczyński, dyrektor zarządzający think-tanku Polityka Insight.

Kością niezgody jest też energia. Jej ceny w UE są trzykrotnie wyższe niż w USA, co dla europejskich firm z energochłonnych branż (np. chemicznej czy metalurgicznej) jest ogromnym zagrożeniem. Jeśli miałyby nagle zacząć konkurować z firmami z USA na równych zasadach regulacyjnych, mogłyby nie wytrzymać tego wyścigu. Dlatego nieoficjalnie mówi się, że USA nie godzą się uwolnić swojego rynku energii (tamtejsze ceny poszłyby w górę, przez co firmy z USA straciłyby konkurencyjność na świecie). Tymczasem UE nie godzi się na umowę TTIP, która wyłączałaby kwestię energii. Takich kontrowersyjnych obszarów pojawia się coraz więcej, np. kwestie dopuszczenia do UE żywności GMO i wołowiny wspomaganej hormonalnie czy ujednolicenie standardów ochrony danych osobowych. Uzyskanie kompromisu wewnątrz UE, a następnie z USA będzie bardzo trudne i czasochłonne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy