Wózek łatwiej ciągnąć we dwójkę

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 29-09-2009, 00:00

Dobrze przygotowana inwestycja to 80 proc. powodzenia. Gdy inwestor i wykonawca się dogadają — sukces jest całkowity.

Janusz Zaleski uważa, że inwestor i wykonawca powinni się dogadać co do zasad

Dobrze przygotowana inwestycja to 80 proc. powodzenia. Gdy inwestor i wykonawca się dogadają — sukces jest całkowity.

"Puls Biznesu": Walczycie, o to, aby umowy między inwestorem i wykonawcą dawały obu stronom takie same uprawnienia. Dlaczego to takie ważne?

Janusz Zaleski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa: Cofnę się do 1989 r., gdy w Polsce obowiązywały tzw. ogólne warunki realizacji inwestycji — wzorzec dla przedsiębiorstw państwowych. Potem wprowadzono swobodę kontraktów. Artykuł 353 kodeksu cywilnego, ustęp pierwszy, mówi, że strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według własnego uznania, byleby jego treść nie sprzeciwiała się właściwości (naturze) stosunku i zasadom współżycia społecznego. Ten zapis reguluje wszystkie umowy zawierane w Polsce.

To dobrze czy źle?

Źle, bo na podstawie tych przepisów buduje się zarówno domek jednorodzinny, jak i stadion. Swoboda zawierania kontraktu jest różnie pojmowana i mylona z samowolą. W praktyce z przepisów kodeksu cywilnego wynika jedynie, że obie strony kontraktu mają te same prawa, a jeżeli się tego nie przestrzega, narusza się normy. Nic z tego nie wynika, bo w kodeksie nie ma jednoznacznych zapisów dotyczących umów o roboty budowlane.

Na czym polega specyfika umowy między inwestorem i wykonawcą?

Zawiera się ją, gdy nie ma obiektu, a trzeba przewidzieć wszystko, co wiąże się z budową. Tymczasem inwestor przygotowuje umowę według własnego uznania — mimo że ogólne zapisy kodeksu cywilnego dają obu stronom te same uprawnienia. Inwestycja powinna być partnerska, a często nie jest.

Jakie mogą być skutki?

Inwestor stara się wykluczyć z umowy niewygodne dla siebie zapisy i przerzuca całe ryzyko na wykonawcę. Firma wykonawcza, by nie doprowadzić swej spółki do upadłości, musi te czynniki przeliczyć na złotówki. To podraża koszty inwestycji. Chodzi m.in. o rewaloryzację cen materiałów, ewentualne zmiany podatkowe itd. Szkoda, że tak się dzieje, bo dobrze przygotowana inwestycja to 80 proc. powodzenia, ale gdy inwestor i wykonawca mają ten sam cel, to sukces zapewniony jest w 100 procentach. Wózek muszą ciągnąć obie strony.

To tylko polska specyfika?

Niemieckie przedsiębiorstwa mają wzorzec umów wprowadzający partnerskie relacje między inwestorem i wykonawcą. Można np. modyfikować wartość kontraktu, ale nie wolno zmienić treści umowy.

Generalnie na świecie najlepszym wzorcem dla przedsiębiorców budowlanych jest tzw. FIDIC. Skrót pochodzi od nazwy Międzynarodowej Federacji Niezależnych Inżynierów, która opracowała międzynarodowe standardy zawierania kontraktów budowlanych. Ten wzorzec przewiduje wszystkie warianty umowy.

Jest wzorzec, z którego każdy może korzystać, ale nie trzeba się na nim wzorować, bo mamy swobodę zawierania umów. Koło się zamyka?

Tak. Inwestor korzysta z wzorca w stopniu, w jakim to dla niego wygodne. Zapisów FIDIC nie można wprowadzić jako obowiązującego w Polsce prawa, bo przeczyłoby to zapisom kodeksu cywilnego. Pozostaje tylko kierować się zdrowym rozsądkiem.

O wygranej w przetargach decyduje cena. Chińska firma, która dała najniższą, zbuduje w Polsce autostradę. Według innych firm biorących udział w przetargu odbije się to na jakości inwestycji. Kolejna patologia?

Prawo zamówień publicznych nie zakłada, że ma wygrać najtańsza oferta. W Polsce wygrywa ten, kto da najniższą cenę, bo urzędnicy chcą uniknąć podejrzeń i odpowiedzialności. Również kontrolujący przetargi sprawdzają je tylko z punktu widzenia ceny, a nie przepisów ustawy o zamówieniach publicznych. Uważam to za złą praktykę.

Co przepisy mówią o zatrudnianiu obcokrajowców?

Jakiś czas temu pojawiły się firmy, które sprowadzały do Polski cudzoziemców, w tym Chińczyków, nazywając to usługą budowlaną i twierdząc, że nie obowiązuje ich polskie prawo. Ministerstwo pracy uznało taką działalność za nielegalną. Będziemy się domagać, by zagraniczne firmy przestrzegały polskich przepisów. Żeby sprowadzić zagranicznego specjalistę, trzeba m.in. zrobić badanie rynku, by chronić go przed wzrostem bezrobocia. Ci, którzy decydują o wygranych w publicznym przetargu, powinni się zastanowić nad skutkami swych decyzji.

Deweloperzy skarżą się na prawo budowlane — ich zdaniem zbyt obszerne. Nawet urzędy mają z tym problemy.

Powinniśmy zmierzać do kodyfikacji przepisów, by powstał jeden kodeks budowlany. Trudne zadanie, ale musi do tego dojść. Trzeba będzie odłożyć wiele szczegółowych przepisów na bok i skodyfikować główną treść.

Czy może się powtórzyć sytuacja sprzed kilku lat, gdy inwestor hotelu Hyatt odmówił wykonawcom zapłaty, bo rzekomo źle wykonali usługę?

Nieuczciwość nie jest objęta żadnym przepisem, może się więc zdarzyć. Wszystko zależy od zapisów umowy. Jeżeli jest poprawnie sformułowana, z uwzględnieniem interesu obu stron, takie zjawisko nie wystąpi.

Im bliżej Euro 2012, tym bardziej nerwowo. Coraz więcej firm odwołuje się od wyników przetargów, co blokuje inwestycje. Jak oceniacie takie działania?

Skoro inwestor może kształtować umowę bez konsultacji z wykonawcą, to nie można zabierać tego prawa wykonawcy. Odcinamy się jednak od pieniactwa, które trzeba tępić. Prawo wykonawcy do odwołań powinno być zachowane, a tylko w szczególnych przypadkach piętnowane.

Czy pogorszenie koniunktury wpłynęło na kondycję firm wykonawczych?

Odmieniamy słowo kryzys przez przypadki. Należałoby ważyć słowa. Zleceń jest dużo i jeśli ktoś o nie zabiega, to je znajdzie. Problem to brak finansowania. Dopóki polityka instytucji finansowych się nie zmieni, nic się nie poprawi. Ale moim zdaniem prognozy dla budownictwa są dobre, zleceń nie zabraknie.

Agnieszka

Zielińska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane