Wraca inflacja, wracaj na giełdę

opublikowano: 25-01-2017, 22:00

Inflacja coraz śmielej wkracza na rynki. Jeśli tylko nie wymknie się spod kontroli, zadziała stymulująco na rynek akcji

W grudniu 2016 r. ogólny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) dla Polski w ujęciu rocznym wzrósł o 0,8 proc. Tym samym zakończyła się trwająca od lipca 2014 r. deflacja w naszej gospodarce. Inflacja już jakiś czas temu zaczęła, mniej lub bardziej śmiało, powracać także na zagraniczne rynki, w dużej mierze za sprawą wzrostu cen surowców energetycznych. Zdaniem Jarosława Niedzielewskiego, dyrektora departamentu inwestycji w Investors TFI, należy oczekiwać, że zarówno w Polsce, jak i na świecie zjawiska inflacyjne będą się nasilać, a w przypadku naszej gospodarki podsycać je mogą dodatkowo czynniki prawno-gospodarcze. — Inflacja surowcowa ze świata przełoży się na polską gospodarkę. Ale oprócz tego dodatni wpływ na przeciętny poziom cen w naszym kraju mogą mieć także: dalszy wzrost wynagrodzeń oraz ograniczenie po stronie podaży pracy, co dodatkowo wzmacnia presję na wzrost wynagrodzeń. W tym drugim przypadku wynika to przede wszystkim z obniżenia wieku emerytalnego i efektów programu 500+, który wpływa na zmniejszenie aktywności zawodowej i żądania podwyżek w szczególności mieszkańców mniejszych miast — mówi Jarosław Niedzielewski.

Umiar w cenie

Wśród ekonomistów panuje przekonanie, że umiarkowana inflacja jest korzystna dla gospodarki, co poniekąd uzasadnia dążenie banków centralnych nie tylko do wychodzenia z deflacji, ale również osiągania wyznaczonych celów inflacyjnych. Większość ekspertów, zapytanych o wpływ inflacji na rynek akcji, podpisuje się pod stwierdzeniem, że umiar jest wskazany także w tym przypadku. Innymi słowy, uważają, że do pewnego momentu inflacja powinna działać stymulująco na rynek akcji.

— Najlepsze otoczenie dla rynku akcji tworzy umiarkowany poziom inflacji, której towarzyszą rosnące oczekiwania inflacyjne — mówi Karol Godyń, zarządzający w Skarbiec TFI. Zdaniem wielu zarządzających, obecna sytuacja inflacyjna w Polsce sprzyja rynkowiakcji. Wynika to zarówno z poziomu wskaźnika przeciętnego poziomu cen, jak też faktu, że gospodarka po długim czasie wyszła z deflacji. Andrzej Domański, zarządzający Eques TFI, idzie o krok dalej i wskazuje, że przy obecnej — umiarkowanej — inflacji akcje są najsensowniejszą klasą aktywów.

— W takich warunkach akcje dają najlepszą ekspozycję na realne aktywa, których cena rośnie — twierdzi Andrzej Domański.

Punkt przegięcia

Granica wyznaczająca poziom, przy którym inflacja przestaje pozytywnie oddziaływać na rynek akcji, jest umowna. Eksperci raczej stronią od utożsamiania jej z celem inflacyjnym, choć zdaniem Karola Godynia, przekroczenie górnego pasma dopuszczalnych wahań, a więc w polskich realiach 3,5 proc., można już uznać za sygnał ostrzegawczy.

— Przekroczenie górnego ograniczenia może budzić uzasadnione obawy o interwencję banku centralnego, czyli zacieśnianie polityki monetarnej i podwyższanie stóp procentowych. Wyższe stopy procentowe oznaczają większe koszty kredytowania dla przedsiębiorstw — argumentuje zarządzający Skarbca. Tomasz Manowiec, zarządzający Noble Funds TFI, powołując się na badanie dotyczące rynku USA, wskazuje na wysoką zależność wycen amerykańskich spółek od inflacji. Mnożniki były najwyższe przy 2-4-procentowej inflacji.

— W ujęciu globalnym taki poziom inflacji można uznać za optymalny — mnożniki w wycenach są wtedy najwyższe — mówi Tomasz Manowiec.

Kto zyska, kto straci

Trzymana w ryzach inflacja to generalnie dobra wiadomość dla rynku akcji. Są jednaksektory, które można uznać za mniej lub bardziej podatne na jej wpływ. — Co do zasady, rozsądna wartość inflacji działa szczególnie pozytywnie na te branże, które charakteryzuje łatwość w przenoszeniu cen na odbiorców, np. sektor surowcowy, nieruchomości czy firmy związane z handlem produktami spożywczymi — w ich przypadku wyższa inflacja sprzyja dynamice sprzedaży. Rosnąca inflacja jest natomiast problemem dla branż, w których panuje duża konkurencja, a uwarunkowania rynkowe nie pozwalają na podnoszenie cen, m.in. sektor odzieżowy i budowlany — mówi Tomasz Manowiec. Zdaniem Karola Godynia, w warunkach inflacji lepiej powinny radzić sobie spółki bardziej dojrzałe, cechujące się stabilnymi zyskami.

— Przewaga tego typu podmiotów nad spółkami typu wzrostowego wynika z tego, że cechują się większymi bieżącymi przepływami pieniężnymi, co z perspektywy wyceny oznacza mniejszą wrażliwość wyceny na stopy procentowe używane do ich dyskontowania — twierdzi Karol Godyń. Andrzej Domański do potencjalnie zagrożonych wyższym poziomem inflacji dorzuca spółki dywidendowe.

— Rosnąca inflacja zmniejsza atrakcyjność spółek płacących wyższe dywidendy, ponieważ stopa dyskonta używana do wyceny bieżącej wartości dywidendy również rośnie — twierdzi zarządzający Eques TFI. Na rosnącej inflacji, w ślad za którą podążają podwyżki stóp procentowych, korzystają banki, głównie dzięki rosnącym marżom kredytowym. Jednak z tego samego sektora, przy tych samych założeniach, może płynąć zagrożenie dla przeciętnego Kowalskiego-depozytariusza.

— W 2017 r. realne oprocentowanie depozytów prawdopodobnie zostanie zredukowane do zera. Przy nominalnej stawce wynoszącej około 1,5 proc., nasilających się głosach o wzroście inflacji w kierunku celu inflacyjnego, braku podstaw do tego, aby oczekiwać wzrostu akcji kredytowej, a co za tym idzie — podwyższenia stawki oprocentowania depozytów to bardzo prawdopodobny scenariusz. W porównaniu z wcześniejszymi latami, gdy deflacja dodawała do nominalnego oprocentowania przysłowiowe trzy grosze, ten rok może być dużym rozczarowaniem — mówi Andrzej Domański.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu