Wrogiem numer jeden stał się oligarcha

Adam Sofuł
opublikowano: 19-09-2007, 00:00

Ryszard Krauze doczekał się statusu podejrzanego — poinformowała o tym wczoraj warszawska prokuratura okręgowa. Na razie miliarder wciąż przebywa za granicą i zapewne przed wyborami (jakby one miały cokolwiek zmienić) nie wróci. Prokuratura zarzuca Krauzemu składanie fałszywych zeznań i utrudnianie śledztwa. Grozi mu za to do pięciu lat więzienia.

O winie lub niewinności twórcy Prokomu zdecyduje kiedyś sąd. Warto jednak zwrócić uwagę, że status podejrzanego — chociaż nieformalnie — miał on na długo przed wtorkową decyzją prokuratury. Podobnie jak wielu innych polskich biznesmenów z listy najbogatszych. Prezydent powiedział wszak, że „jeżeli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma”. A obecna ekipa rządząca robi wiele, by społeczeństwo przekonać, że to „skądś” nie było do końca uczciwe. Świadczy o tym fakt, że w ciągu kilku miesięcy wrogiem numer jeden z byłego agenta komunistycznej bezpieki stał się bliżej nieokreślony oligarcha. Ta filozofia przyświeca — skądinąd znakomitej pod względem realizacyjnym — wyborczej reklamówce PiS. Na haśle walki z oligarchami rządząca partia zdaje się budować obecną kampanię wyborczą. Skutecznie — w sondażu przeprowadzonym na zlecenie emitowanego w telewizji publicznej programu „Forum” sondażu wynika, że 78 proc. Polaków jest za prześwietleniem majątku najbogatszych. Teraz lodówka będzie pustoszała nie w wyniku wprowadzenia podatku liniowego, jak wmawiano nam przed dwoma laty, ale na skutek przestępczych działań oligarchów.

Rządząca dziś partia nieraz zapewniała, że zerwie niejasne i korupcjogenne związki między polityką i biznesem. I trudno znaleźć kogoś, kto by się pod tym hasłem nie podpisał. Sęk w tym, że zerwano wszystkie związki — biznesmen nie jest osobnikiem, z którym polityk mógłby się pokazać. Dość popatrzeć na rządowe samoloty podczas wyjazdów zagranicznych — niegdyś roiło się tam od biznesmenów, w tej kadencji — ani jednego. Dla zasady. Może to rzeczywiście dobra antykorupcyjna zapora, warto jednak zauważyć, że kanclerz Niemiec lub prezydent Francji nie mają oporów przed zabieraniem biznesmenów w swoje zagraniczne wojaże.

Polityka i świat biznesu „niedawno temu w Polsce” rzeczywiście wchodziły w niezbyt czytelne związki. Przez ostatnie dwa lata nie stały się one jasne, po prostu zanikły, a politycy i biznesmeni zaczęli stanowić dwa odrębne światy. Napięcie między nimi narasta i oby nie zakończyło się otwartym konfliktem. Bo można postawić dolary przeciw orzechom, że z takiej wojny zwycięsko wyjdą politycy. Ale to będzie pyrrusowe zwycięstwo.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu