Wrzesień był bardzo dobrym miesiącem dla posiadaczy akcji

Piotr Kuczyński
04-10-2004, 00:00

To będzie interesujący tydzień. Inwestorzy będą oczekiwali piątkowego, miesięcznego raportu o rynku pracy w USA.

Z Ameryki

Niespodzianek nie było – wrzesień zakończył się w sposób typowy dla tego miesiąca w roku wyborów prezydenckich. Kończące kwartał „window dressing” bykom pomagało, a pierwszy dzień kwartału fundusze zaczęły wręcz euforycznie. Nie przeszkadzała nawet rosnąca cena ropy i przegrana przez prezydenta Busha debata prezydencka. Pomogło niewątpliwie i to, że nie było ostrzeżeń istotnych dla spółek, a poza tym rosły kursy akcji firm sektora surowcowego. Od lipca indeks surowców (CRB) odbijając się od dolnego ograniczenia kanału trzyletniego trendu wzrostowego zyskał 8 proc. i wyraźnie dąży ku górnemu ograniczeniu, a to oznaczałoby zwyżkę o dalsze 10 proc. Takie wzrosty cen towarów sugerowałoby powrót intensywnego ożywienia gospodarczego, ale nigdzie nie widać potwierdzenia.

Wzrost ceny ropy nie był jedyną zła informacją, która trafiła na rynek. Indeks zaufania konsumenta podawany przez Conference Board spadł we wrześniu drugi miesiąc z kolei (indeks nastroju Uniwersytetu Michigan też), a liczba konsumentów, którzy twierdzili, że trudno jest dostać pracę wzrosła. Niektórzy komentatorzy rynku cieszyli się z powodu większego od prognoz wzrostu PKB w drugim kwartale, ale zapomnieli dodać, że wzrost konsumpcji był najniższy od 3,5 roku, a wzrost zapasów najwyższy od 4 lat. Wydatki Amerykanów w sierpniu nie wzrosły, a powinny były – wszak to był sezon zakupów przed rozpoczęciem roku szkolnego. Poza tym tygodniowe zmiany na rynku pracy były znaczne gorsze od prognoz. Lekko spadł indeks ISM dla sektora produkcyjnego. Widać wyraźnie, że gospodarka nadal grzęźnie.

Opinie członków amerykańskiego banku centralnego (Fed) o sytuacji gospodarczej są jednak nadal urzędowo optymistyczne. W zeszłym tygodniu wypowiadał się na przykład prezes Fed z Kansas – powiedział, że rosnąca cena ropy wyhamuje nieco gospodarkę amerykańską, ale z pewnością jej nie wykolei i nie zwiększy znacznie inflacji, a słaby dolar pomoże eksportowi. Słucha się tego jak bajki o żelaznym wilku. Jak długo jeszcze słabnący dolar, podnosząc nie tylko ceny ropy, ale i innych surowców, nie będzie miał wpływu na inflację? I to nawet przy wątpliwym założeniu, że Azjaci się nie zdenerwują i nadal będą inwestowali w instrumenty wyceniane w dolarach. Poza tym rosnące ceny surowców, jeśli inflacja ma wzrastać powoli, będą zmniejszały zyski firm. Jeśli cena ropy będzie nadal rosła, to konsument też ucierpi.

Niejednoznaczna jest sytuacja na rynku obligacji. Spadająca rentowność może sygnalizować powrót do recesji. Stephen Roach z Morgan Stanley twierdzi, że prawdopodobieństwo wejścia gospodarki USA, i co za tym idzie również światowej, w recesję w 2005 r. wzrosło do 40 proc. Trzeba jednak brać pod uwagę i to, że dla ceny kredytów bardziej ważna jest rentowność obligacji, a nie oficjalne stopy procentowe. Spadająca rentowność pomaga firmom, a więc i gospodarce. Rosnące stopy oficjalne przenoszą się powoli na kredyty krótkoterminowe i mogą zaszkodzić konsumentowi, ale z kolei cena kredytów hipotecznych związana jest z rentownością obligacji 10-letnich – spadając pomaga rynkowi nieruchomości. Tylko ilu Amerykanów, z tych, którzy chcieliby to zrobić, jeszcze nie dokonało refinansowania?

Jeśli spróbuje się połączyć to, co widać na rynku akcji (zwyżka), obligacji (zwyżka, czyli spadek rentowności) i towarów (zwyżka) to widać, że, zgodnie z międzyrynkową analizą techniczną i podziałem cyklu koniunktury zaproponowanym przez Martina Pringa, rynki są w fazie trzeciej, kiedy to rosną wszystkie. Fazę czwartą powinien zapoczątkować sygnał sprzedaży na rynku obligacji (być może wyprzedzony sygnałem sprzedaży dolara). Wtedy wejdziemy w fazę, w której ciągle jeszcze zwyżkują ceny akcji (fala piąta Elliotta) i drożeją towary. Dopiero w piątym etapie zaczynają tanieć akcje, a gospodarka idzie ku recesji. Wniosek? Jest jeszcze sporo czasu do załamania koniunktury na rynku akcji.

To powinien być bardzo interesujący tydzień. W piątek zostanie opublikowany miesięczny raport o rynku pracy i co prawda w dniu publikacji zazwyczaj nie ma on prawie żadnego wpływu na rynek, ale na poprzedzających go sesjach inwestorzy bardzo się do niego przygotowują. Oprócz tego zwróciłbym szczególną uwagę na dane o zamówieniach fabrycznych i zapasach w hurtowniach. Teoretycznie opisujący stan sektora usług indeks ISM też powinien poruszyć rynkiem, ale inwestorzy go zwyczajowo lekceważą, mimo że usługi to blisko 70 proc. gospodarki amerykańskiej. Wydarzeniem, chociaż nie impulsem, będzie kwartalny raport Alcoa (składnik DJIA) – rozpoczyna on wysyp raportów kwartalnych amerykańskich spółek. Początek jesieni i rok wyborczy sprzyjają bykom, ale dopóki S&P 500 nie opuści z impetem kanału wielomiesięcznego trendu spadkowego to średnioterminowego sygnału kupna nie będzie.

Z Polski

I znowu tradycji stało się zadość. Po tygodniowej korekcie, która nastąpiła po pięciu tygodniach zwyżki, kolejny zakończył się wygraną byków. Przypomnę, że w miniony poniedziałek byliśmy w pesymistycznych nastrojach, bo wskaźnik Wigometr ujawnił, iż na rynku jest dużo niedźwiedzi (60 proc.) i tylko 16 proc. byków. Tak duży pesymizm prawie na pewno nie mógł przedłużyć korekty. Pamiętajmy, że kontrariańskie podejście każe wypatrywać krańcowych przejawów optymizmu lub pesymizmu inwestorów i oczekiwać zachowań rynku przeciwnych do ogólnych oczekiwań. I od razu powiem, że w tym tygodniu Wigometr w niczym nam nie pomoże. Siły byków i niedźwiedzi są wyrównane i nie ma znaczenia, że nieco więcej jest niedźwiedzi.

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej (RPP) o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian, ani przekazanie projektu budżetu do Sejmu nic giełdzie nie pomogły. W zasadzie słusznie, że informacja o przekazania budżetu przeszła bez echa, bo niewiele się zmieniło w stosunku do pierwotnych założeń. Nie jest to z pewnością budżet wyborczy i dlatego nie wierzę, by ocalał w Sejmie. Ale to i tak nie ma znaczenia, bo najwyżej wejdziemy w nowy rok na podstawie prowizorium budżetowego, które będzie właśnie tym projektem. Brak podwyżki stóp wynika z tego, że RPP albo uznała racje krytyków jej ostatnich decyzji albo się tej krytyki przestraszyła. Jak zwykle wewnętrznej konsekwencji i logiki w tej decyzji było niewiele i rynek był zaskoczony, co nie znaczy, że była to zła decyzja. Oczywiście znalazło się dla niej wiele zawiłych uzasadnień, ale faktem jest, że ten organ jest kompletnie nieobliczalny. Nie spodziewałem się, że będę musiał popierać program głoszony przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS), ale muszę to zrobić. PiS myli się uważając, że za problemy przedsiębiorstw państwowych odpowiada „postkomuznim” i „lumpenliberalizm”, bo tak naprawdę odpowiada za to po prostu neoliberalizm, który wyznają od dawna nasze elity gospodarcze. Nie myli się jednak twierdząc, że trzeba uczynić Narodowy Bank Polski (NBP) odpowiedzialnym za wzrost gospodarczy. Od dawna twierdzę, że nic by się nie stało, a wręcz byłoby pożądane, by NBP lub RPP miały takie zadania jak na przykład amerykański Fed. Nawiasem mówiąc ciekaw jestem jak z takimi poglądami PiS chce po wyborach utworzyć koalicję z Platformą Obywatelską... To się po prostu nie da złożyć. Ciekawy będzie ten nowy Sejm i obawiam się, że nikt z jego składu nie będzie zadowolony.

Teraz decyzje w sprawie stóp procentowych podejmie zarówno Bank Anglii jak i Europejski Bank Centralny (ECB). Jeśli chodzi o ten drugi to prawie na pewno nie podniesie stóp. Gospodarka Eurolandu rozwija się bardzo powoli. Ostatnie dane o indeksach PMI mówią o zwolnieniu w sektorze produkcyjnym do poziomu najniższego od siedmiu miesięcy. Nie bardzo wiadomo, z czego tak się cieszą inwestorzy w Eurolandzie. Obawiam się, że na przykład piątkowe, duże wzrosty są tylko wyrazem „chciejstwa”, bo zazwyczaj październik kończył spadki i rozpoczynał się trend wzrostowy. Jeśli zaś chodzi o bank to będzie przede wszystkim patrzył na inflację. Jest co prawda nieco wyższa od celu inflacyjnego, ale wzmacniające się euro wpływ drożejących surowców będzie tonowało. Ostatni, delikatny spadek inflacji wyraźnie to pokazał. Decyzja Banku Anglii nie jest taka pewna, chociaż i tutaj też prawie na pewno zmiany stóp nie będzie. Poważne banki centralne rzadko zaskakują rynki finansowe (chyba, że chodzi o wywołanie efektu szoku), więc nie oczekuję niespodzianki. Jednak jak zwykle, przed posiedzeniami, inwestorzy będą trochę niespokojni. Czekać będą przede wszystkim na konferencje prasowe (nawiasem mówiąc one też nie wniosą nic nowego do obrazu sytuacji).

Zbliżamy się do głosowania wotum zaufania dla rządu (15.10), ale ja bym się tym specjalnie nie przejmował. Pewnie jakaś niepewność będzie się utrzymywała, ale, gdyby na świecie trwał nadal trend wzrostowy, to korekta byłaby jedynie okazją do kupna akcji. Rząd wotum zaufania z całą pewnością dostanie. Zresztą popatrzmy na Węgry, gdzie są duże problemy polityczne, tarcia między rządem a bankiem centralnym są takie, jak u nas jeszcze rok temu, a indeks BUX rośnie i bije rekordy. Zagranica na razie wszystko lekceważy i liczy na cudowne ożywienie po wejściu do UE. Co prawda piątkowe zachowanie naszych rynków każe zachować teraz ostrożność, bo jeśli byki w Eurolandzie mają rację i rzeczywiście indeksy rozpoczną (ostatnią według mnie) falę hossy, to takie giełdy jak nasza czy węgierska mogą pójść chwilowo „w odstawkę”. Może się też okazać, że zbliżanie się oferty PKO BP stłumi rynek. Wszyscy będą szykowali gotówkę na tę ofertę i jeśli zagranica będzie zajęta swoimi rynkami, to korekta może się przedłużyć. Tak nawet, z technicznego punktu widzenia, byłoby lepiej. Najważniejsze jest, by WIG nie utworzył podwójnego szczytu (w cenach zamknięcia nie wrócił pod 24870 pkt), bo wtedy korekta znacznie by się przedłuży. Sygnałem kupna byłoby przełamanie oporu (intra day) na 25500 pkt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Wrzesień był bardzo dobrym miesiącem dla posiadaczy akcji